GRA MUZYKA

wtorek, 15 grudnia 2015

"Na scenie opowiadam historyjki"
Wywiad z Piotrem Bukartykiem, część trzecia

Ostatnia część mojego wywiadu z Piotrem, z którego dowiecie się o pisaniu dla innych, jak przebiega aktualna trasa, związków artysty z Wrocławiem oraz jego planach muzycznych

fot. www.spiewajmypoezje.pl

Pisanie dla innych
Krockus: Pisze też Pan dla innych?
Piotr: Zdarza się, ale z coraz mniejszym zapałem. Bo jak się okazało, żę teraz jak ktoś chce to może wejść do tej mojej szafy z czymś co sobie wymyśliłem, żeby sobie coś wybrać. Teraz to się zdarzyło przy okazji tego spektaklu, wolę to dlatego, że ja jednak trzymam się swojej muzyki. W tym momencie mam na tapecie piosenkę dla zespołu młodzieżowego Perfect. Człowiek, którego poznałem, kiedy ja miałem 16 lat, Adam Gala, który przez ostatnie lata był menedżerem Perfectu odszedł z tego łez padało i Darek Kozakiewicz spytał czy bym czegoś nie napisał, chłopaki wysłali mi demówkę. Jestem zaszczycony tym, bo to były numery na których się wychowałem jako licealistą, słuchałem tego. A zawsze byłem wrażliwy na tekst, to były i są świetne numery.
Krockus: Pisane przez zawodowców
Piotr: Oczywiście, pisane przez ludzi, którzy teraz są moimi kolegami i z dumą mogę powiedzieć, że na jakimś spotkaniu ZAIKSu podszedł do mnie autor piosenki „Już mi niosą suknię z welonem” („Windą do nieba” – przyp. aut.) z autorem piosenki „Nie płacz Ewka” i powiedzieli: „Piotrek, super piosenka z tym psem („Kup sobie psa” - przyp. Aut.), żałujemy, że to nie my napisaliśmy” to takie fajne uczucie, że przybijają piątkę, witaj w klubie. Ja ich szanowałem za to co robili, za tamte ich numery. Nigdy się na nich nie wzorowałem, robiłem po swojemu, ale i oni robili po swojemu.
Krockus: A dla kogo pan pisał ostatnio?
Piotr: Ostatnio szczerze mówiąc mam straszliwe zaległości, bo Maciek Balcar poprosił mnie o piosenkę cztery lata temu, a ja jeszcze nie wymyśliłem mu nic, czy to dla niego, czy dla dżemu. Doszedłem do wioski, że wszystkie moje podejścia do tego numeru kończyły się nie skończyły się w sposób satysfakcjonujący. Spotkaliśmy się niedawno i pyta czy kiedyś dla niego napiszę, a ja czekam. Bo czasem piosenka przychodzi od razu, a czasem czeka się kilka lat i mam takie piosenki. Mam też takie, które napisałem i wyrzuciłem. A potem wyniknęły przy okazji np. prywatkowej. Tak było z „Małgochą”, taką balladą. I doszedłem do wniosku nie wiem co napisać dalej, nie domyka mi się ta piosenka. Dobra, próbowałem. I po kilku latach wyciągnął to z szuflady na jakiejś imprezie facet, który grał wtedy ze mną na basie, Marek Bruno Chrzanowski. Wyciągnęliśmy instrumenty, ja ją zagrałem i oni mnie przekonali, że tam nie trzeba nic dopisywać i zrobiliśmy to.
Krockus: To jest fikcyjna historia?
Piotrek: Ponieważ ta osoba żyje, ta, która była powodem do napisania tej piosenki to powiem tak: obrazek jest taki dosyć przejmujący dla wieku odbiorców, bo taki miał być. Była taka osoba, miała problem z dragami i tak dalej, i była jakaś nieszczęśliwa miłość, nie moja bo ja to obserwowałem z boku. I ta piosenka też jest taka. To była bardzo fajna, i jeszcze bardzo ładna do tego, dziewucha, której nie potrafiłem pomóc, jej narzeczony coś tam przyjmował, nieważne to nie moja historia. Ale ktoś taki rzeczywiście istniał. Ale ułożyło się, minęło parę lat.
Krockus: Jest pamiętana chyba ta piosenka, z tego co wiem?
Piotr: Jest, no jest, muszę ją ciągle grać. Niektóre z tych piosenek żyją własnym życiem, parę lat temu Jurek Owsiak zadzwonił, poprosił o piosenkę na Woodstock. I się zrobiła takim hymnem, na zakończenie Woodstocku, to już szósty raz, w tym roku śpiewał ją młody artysta Bednarek. Czasem się udaje coś napisać, ale to zupełnie niechcący. Nie żebym ja za tym przepadał, czasami podejmuje wezwanie, bo sam jestem ciekaw co z tego wyjdzie. A napisanie takiej piosenki, żeby ludzie w wieku moich dziec, albo młodszych, bo moja córka w tym roku skończyła studia, którą ludzie mają traktować jak swoją wcale nie jest łatwe. Jestem starym, cynicznym sku*wielem, wiesz, nie mam takich rozterek natury egzystencjalnej, już mam wszystko ponazywane w głowie, już zdaję sobie sprawę z tego, że nie wszystko jest czarno-białe. A oni łykali ten numer. Ja pisałem to bardzo szczerze, ale zdawałem sobie sprawę, że nie piszę tego dla siebie, że z tak patetycznym numerem ja sam czułbym się średnio
Krockus: Jest jakaś hymniczność w tym utworze (mowa o „Z tylu chmur”), nadaje się na tą imprezę, na pewno
Piotr: To fajnie, to dobrze, bo oni płaczą tam przy tym co napisałem. Dobrze, że jest to komuś potrzebne, mojej mamie się podoba.

Gatunek
Krockus: Umiałby pan okreslić gatunek, jaki uprawiacie z zespołem?
Piotr: Nie jest mi to potrzebne. Nigdy nie próbowałem. Słyszałem milion określeń i co chwilę słyszę takie historię. Np. Jurek Owsiak głosi, że jestem polskim Springsteenem, nie wiem co przez to rozumie, natomiast ja sam zacznę się tym przejmować gdy ktoś powie: „Springsteen – a, taki amerykański Bukartyk”. Już słyszałem, że jestem polskim Dylanem...U nas jest taki zwyczaj szufladkowania troszeczkę, a ja robię po prostu swoje i być może te piosenki noszą jakieś am piętno mojego autorstwa, ale jako niemuzyk korzystam z tego co mia akurat przyjdzie do głowy, z wygłupiania się na bazie bluesa, reagge i tak dalej. A że gram z muzykami, którzy są muzykami to brzmi to fajnie gdzieś tam, ale to ich zasługa, ja sobie robię często po prostu jaja. A grając dłuższy czas człowiek nabiera doświadczenia, jak się ma jakieś poczucie rytmu, to wystarczy sobie po prostu samemu nie przeszkadzać, wziąć gitarę i coś tam z tego wyjdzie. Dziś będzie ciężko, bo jestem mocno zgrany.

Trasa i Wrocław
Krockus: Jak przebiega obecna trasa koncertowa?
Piotr: To króciutka trasa, jedna z wielu, trasa jest stanem permanentnym. Na razie jest rewelacyjnie, teraz wyjechaliśmy na cztery koncerty z rzędu, gdzie przy tej pogodzie jest jakaś górną granicą, bo ja się nie oszczędzam, dzisiaj zedrę się do końca, mam nadzieję przeżyć tę sztukę. Ale każda z nich kończyła się bardzo przyjemnie, bis, stending owejszyn i tak dalej. Ale to kosztuje, bo ja drę mordę, a nie jestem profesjonalnym wokalistą, a te koncerty też nie są najkrótsze, staram się zrobić aby się stały troszkę krótsze, ale nie wychodzi.
Krockus: A jakieś skojarzenia z Wrocławiem? Bo się teraz dowiedziałem, że kiedyś pan tu mieszkał...Lubi pan tu grać, lubi pan to miasto, lubi pan tę publiczność?
Piotr: Nie mam nic przeciwko niej, bardzo lubię Wrocław, wiążę się on dla mnie z jak najlepszymi wspomnieniami i na parę sposobów towarzyszy mi do tej pory. Potem się okazuje, że gdzieś tam spotykamy się z kolesiami i koleżankami, których poznaliśmy tutaj. Np. przez dziesięć lat byłem Vanem Morissonem w Teatrze Rampa, a reżyserował to Arek Jakubik, który tu mieszkał i z Agnieszką Matysiakową świrowaliśmy razem w dawnych czasach. On jest młodszy ode mnie o parę lat, ale z tamtych czasów się znamy. Bardzo miłe wspomnienie. Mieszkałem tutaj w paru miejscach, adresów nawet kilka pamiętam: tzw. Niskie Partery dla studentów na Karłowicach. Przez lata opowiadałem o tym w monologach scenicznych: mieszkałem we Wrocławiu, zajmując tzw. niski parter dla studentów, z okien apartamentu widywałem kury gospodarza od pasa w dół, dzięki czemu intymne życie drobi nie ma dla mnie żadnych tajemnic. I tak, znam to miasto dosyć dobrze z tamtych czasów. A to które zastaję teraz ku mojemu zdumieniu pięknieje z roku na rok. Zdarza mi się grać we Wrocławiu, w tym roku intensywnie odwiedzaliśmy Dolny Śląsk, tydzień temu graliśmy w Polanicy na przykład, na festiwalu Marysi Czubaszek, w tym roku była jeszcze Kudowa, Karpacz, Szklarska Poręba
Krokcus: We Wrocławiu grał Pan chyba dość dawno?
Piotr: We Wrocławiu już nie pamiętam, ale grałem tutaj kabaretony. Było tak, że zagraliśmy tutaj przy Hali Ludowej w Dzień Kobiet, to była taka składanka, Artur Andrus to prowadził, pamiętam też, że byłem tam Jamesa Browna tzw. byłem jedyną dostępną formę Jamesa Browna w Polsce, ja śpiewałem piosenkę, no ten jego Men`s world a Artur Andrus stał za mną i to tłumaczył, za każdym razem inaczej, oprócz tego graliśmy parę piosenek, ale to było ze trzy lata temu. W zeszłym roku byłemu starszych kolegów z kabaretu Elita i grałem w kawiarni Literatka sam na taboreciku z dwie godziny. Było bardzo śmiesznie, zrobiłem to dla nich, bo już nie robię takich rzeczy , że nawet bez akompaniatora, to bardzo męczące jednak.

Plany
Krockus: Jakieś plany?
Piotr: Zaraz zabieramy się za następną płytę. Z poważniejszych planów: mężczyzna mojego życia poszedł do pierwszej klasy SP, więc myślę, że pewnie przez najbliższy czas ja będę wyprowadzał jego psa, odrabiał jego lekcje.
Krockus: Kiedy nowa płyta?
Piotr: Aż skończymy. Piosenki są, chcemy ją sobie robić powolutku. Mam bardzo dużo propozycji różnych od poważnych firm, żeby coś napisać w charakterze produktu, że ja coś zrobię, a oni kupią dużo tej płyty od razu i będą mieć swój produkt. To bardzo miłe, ale jak nagle zapragnę gotówki, to wejdę w coś takiego. Na razie spokojnie zacznę dłubać przy następnej płycie, nigdzie nam się nie śpieszy. Teraz ta tytułowa piosenka „Kup sobie psa” będzie miała filmową premierę 15 stycznia, bo trafiła do filmu Kingi Dębskiej „Moje córki krowy”. To śliczny film, widziałem go na etapie produkcji, zadzwoniła do mnie jego reżyserka i powiedziała, że nielegalnie podkładała go sobie przy montażu tego mojego numera z psem, czy sobie go można kupić, czy można go wykorzystać przy tym filmie. I nawet napisałem jej specjalną wersję tej piosenki, która zamyka ten film, ostatnia scena kończy się tym, że Pan Dziędziel i córki jadą sobie samochodem i ta piosenka kończy tą scenę i literki są na tle tej piosenki, trochę innej. Nie jest o babie i o chłopie, ale o pożegnaniu z najbliższymi. Cały czas coś się dzieje.
Krockus: A czy jakieś plany na jakieś wydawnictwa koncertowe jeszcze są?
Piotr: Tak, jesteśmy gotowi to zrobić, przymierzamy się do tego. Ale, chcemy grać jak najwięcej, grać ludziom, bo sprawia nam to przyjemność. W tym tygodniu, większa część tygodnia to podróż i do końca roku tak będzie, może jeszcze zagramy ze dwadzieścia koncertów, bardzo to lubię. A później zrobimy sobie taką mała pauzę i zaczniemy grzebać w tych piosenkach, które już są, bo nie musimy robiąc płyty, wymyślać czegoś na te płyty, bo wszystko już jest. Trzeba wybrać, raczej mamy problem nadmiaru. Ja mam jakieś tam kandydatki na te płytę, a z drugiej strony była też opcja, żeby wskrzesić stare piosenki, które nie brzmiały tak jak bym chciał, które kiedyś dosyć przypadkowo znalazły się na płytach. I także te, o które Państwo najczęściej proszą żeby zebrać i nagrać je jeszcze raz w tym składzie i przygotować coś takiego. Nie wiem czy powielanie samego siebie...ale nawet własna żona mi mówi, żeby to w końcu zrobić. Ostatnio ktoś pytał o te starsze piosenki, ich jest bardzo dużo, ich jest kilkaset.
Krockus: Ale to na wydawnictwo koncertowe czy jakąś studyjną płytę?
Piotr: Właśnie nie wiem co miałbym zrobić. Dopiero wymyślamy. Albo przygotujemy jakiś koncert i zagramy go jeszcze raz w tym samym miejscu i będziemy mogli wybrać jakąś wersję, czy poprawimy w studiu. To jedna opcja. Druga, że wyjedziemy gdzieś, do jakiegoś studia, zamkniemy się na dwa tygodnie i będziemy tłukli, nagrywali i wrócimy stamtąd z płytą, też jest taka opcja. A trzecia, tak jak przy okazji tej płyty, zaczniemy sobie powoli dłubać. I ona jest najfajniejsza, bo nam się nie spieszy. Ta płyta się cały czas przyzwoicie sprzedaje, ona żyje, ja nie mam takiej potrzeby, żeby co roku coś tam wypuszczać. Bo jest tak, że pomiędzy takimi płytami na poważnie, co drugi rok wychodzi taka płyta, a między nimi wychodzi coś innego. Ostatnio wyszło DVD Jurka Owsiaka, koncertowe wydawnictwo DVD i płyta audio z koncertu na Woodstocku. Zawsze coś tam się dzieje, powolutku.
Krockus: Czyli plany są generalnie?
Piotr: Nie ma powodów żeby nie było, cały czas jestem twórczo płodny, tych piosenek jest dosyć dużo, natomiast z coraz większą przyjemnością mi się pracuje na swój własny użytek. Lubię to, fajne to jest, mamy co grać. Najfajniejsze jest to, że możemy zagrać, jeśli tylko nam Bóg pozwoli, powiedzmy dwa dwuipółgodzinne koncerty, które oba będą, zakładam, przyzwoicie przyjęte i żaden numer nie powtórzy się. Mamy od cholery piosenek.

Krockus: Tak na koniec: czego możemy się spodziewać na koncercie, jakiego repertuaru?
Piotr: Taki będzie pewnie program obowiązkowy trochę, zagramy pierwsze piosenki na rozgrzewkę, zwykle te same. Ponieważ na ogół jest tak, że niektóre z nich muszę zagrać, bo potem jest jakiś żal, że nie zagrałem: Małgochę muszę grać, staram się nie grać piosenki „Kobiety jak te kwiaty”, bo mnie męczy już od dawna. Ale wczoraj zagrałem, przedwczoraj zagrałem (śmiech), w większości to będzie repertuar z dwóch ostatnich płyt, bo siłą rzeczy, po ostatniej płycie, jeśli wprowadzę pięć nowych piosenek, czyli pół płyty, to pięć innych musi wypaść. Czyli dwie ostanie płyty i trochę staroci.
Krockus: A „Prawo do orgazmu” będzie?
Piotr: Nie, nie chce nam się tego robić. Kiedyś graliśmy to koncertowo, ale znudziło nas to. Nie można grać tego w kółko. Kiedyś robiliśmy sobie jaja, nawet wyszedł na jakiejś płycie koncertowej ten numer. Ale np. teraz jest tak, że chłopcy chcą grać długie, smutne ballady, a mi się to podoba bardzo. Są też takie numery gdzie odkładam gitarę, nie gram. Zagramy na przykład warszawski tryptyk, w tym dwie piosenki są z nowej płyty, a jedna ze starszej: gramy „W warszawie sen o sławie”, taki numer „Kruchy jest człowiek” (teraz to też Krysia Tkacz śpiewa, starsza pani przebrana za barmankę śpiewa piosenkę o chlaniu wódki, jest bardzo wiarygodna), a trzecia to „Reszta dla pana”. Ja zauważyłem, słucham ludzi, ze Państwo wolą te piosenki takie refleksyjne, rockowo zagrane, chłopcy fajnie grają bluesa naprawdę, powoli, ze smakiem. Zobaczymy jak dzisiaj będzie z gitarzystą czy Krzysiu dojedzie. Bo na razie mamy jego ucznia tutaj, bo czekamy na samolot, czy on dojedzie. Ale młody ma ten repertuar przećwiczony. Jak przyjedzie to będzie dwóch gitarzystów, zobaczmy czy zdąży. Przenieśli samoloty z Okęcia, gdzie nie było by problemu do Modlina. On jeszcze jakąś tam sztukę miał do zagrania, więc wczoraj po Wałbrzychu pojechał tam.
Krockus: Dziękuję za rozmowę

Brak komentarzy: