GRA MUZYKA

wtorek, 23 kwietnia 2013

4-te urodziny!


[camel]

Wczoraj minęły cztery lata odkąd Krockus pojawił się w sieci. Jak na bloga to całkiem niezły wynik :) Łyk statystyki: 135 postów, ponad 29 tysięcy wyświetleń, blisko 15 tysięcy unikalnych użytkowników, 13 autorów, 30 recenzji, 23 relacje, 18 podsumowań, 14 wpisów w dziale 'specjalne' (opowiadanie Adama i moja historia Myslovitz), 12 zapowiedzi płytowych, 8 wpisów redakcyjnych, 3 krótkie recenzje w dziale 'less is more' i kilka wpisów z youtube`owymi video. Najwięcej tekstów poświęciliśmy Myslovitz (14), Heyowi (12) i Ściance (9).

Poniżej mój top ten wpisów krockusowych:

1. Myslovitz - Nieważne jak wysoko jesteśmy by [camel]

2. Podsumowanie półdekad 1960-2010 by [camel]

3. Znamienita Kolekcja: Ścianka by [camel] & [turas]

4. Ścianka - Pan Planeta by [camel]

5. Radiohead - Live in Poznań 2009 by [camel]

6. Relacje z koncertów Placebo i Editors 2009 by [iris]

7. Ścianka - Białe Wakacje by [filip szałasek]

8. Ścianka - Dni Wiatru by [moozgo]

9. Holly Blue - First Flight by [agata]

10. 'Galerianki' w reżyserii Katarzyny Rosłaniec by [dominika]

środa, 3 kwietnia 2013

Podsumowanie muzyczne 2012 roku: Miejsca 5-1

Ostatnia i najważniejsza część moich ulubionych płyt 2012 roku


[camel]

5. Kim Nowak – Wilk
Ocena: 7.5/10


Po latach zajmowania się tylko hip-hopem, który często wykraczał poza ramy gatunku (zwłaszcza na koncertach) bracia Waglewscy postanowili wrócić do przeszłości, kiedy byli fanami metalu. Bartek (Fisz) chwycił za gitarę basową, Piotrek (Emade) pozostał przy grze na perkusji. Dołączył do nich rewelacyjny gitarzysta Michał Sobolewski (który obecnie gra również z Fiszem i Emade w zespole Tworzywo). Trio to wydało w 2010 płytę, która wprawiła w zdumienie wielu fanów rocka. Okazało się, że ich pomysł na granie tej muzyki jest znakomity. Fisz zaczął śpiewać, a panowie łoili na swoich instrumentach aż miło. Miałem okazję zobaczyć ich na Urodzinach Katowic w 2011 roku i zrobili na mnie duże wrażenie. Po dwóch latach Kim Nowak wraca z nowym materiałem. Nie jest to materiał mniej rockowy niż poprzedni (gdyż takie opinie się pojawiały), może tylko trochę mniej „wariacki” niż poprzedni krążek. Choć i „wariackie” utwory się trafiają (przypominające King Konga z poprzedniego albumu petardy Lodowiec Gigant i Aniele). Są na tym albumie po prostu przebojowe rockowe piosenki taki jak Skrzydła, Dwie Kropki czy przede wszystkim Mokry Pies, transowe utwory (Krew, Wilk) czy po prostu arcydzieła takie jak zaśpiewane z wokalistką Tercetu Egzotycznego Izabelą Skrybant-Dziewiątkowską Prosto w ogień, który mógłby trafić do soundtracku jakiegoś thrillera (w konwencji takiego filmu zresztą utrzymany jest udany teledysk promujący tę piosenkę). Otrzymujemy więc udany krążek Kim Nowaka, dojrzalszy od poprzedniego, ale na szczęście nie gorszy, a wręcz mu dorównujący.

4. Hey – Do Rycerzy, Do Szlachty, Doo Mieszczan
Ocena: 8/10


Trzy lata temu narzekałem na poprzedni album Heya, że za mało rockowy, zbyt zimny i bardziej „Nosowski” niż „Heyowy”. Jego następcy daleko do arcydzieł pokroju "?" czy "[sic!]" jednakże płyta ta podoba mi się bardziej niż "Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!". Może ze względu na trochę większą przebojowość tego materiału – Woda, Co tam? czy Bez chorągwi to energiczne kawałki z dużym potencjałem radiowym. Ballady również urzekają – singlowe Do rycerzy, do szlachty do mieszczan, Wieliczka czy …Że Kupidyn się Tobą interesuje chwytają za serce. Wzruszające są także wyznania miłości do syna wokalistki w Lila, kula i cyrkiel („Pamiętaj synu, że jestem, tutaj znajdziesz mnie”) czy partnera życiowego w Wilk vs. kot („Wybieram Cię na dobre, na zawsze, tak się wstydzę tych słów, choć szczere, wyświechtanych”). Jednakże najbardziej mi się podoba piosenka, w której Kasia udziela się tylko w refrenach. Mowa o zaśpiewanej przez Gabę Kulkę (do jej tekstu) utworu kończącego krążek zatytułowanego Z przyczyn technicznych. Niesamowita energia i forma wokalna Gaby, świetny tekst sprawiają, że to jeden z najlepszych piosenek tego zespołu ostatnich lat i piękne zwieńczenie ich ostatniego albumu. Jak zwykle w przypadku Heya warto wspomnieć również o wydaniu albumu. Tym razem otrzymujemy kartonowe pudełko z „klasowym zdjęciem” wykonanemu w sali gimnastycznej zespołu na okładce i wkładką ze zdjęciami członków grupy tamże. Do wydawnictwa dołączony jest także ołówek pozwalający podpisać album w specjalnie przeznaczonym do tego miejscu. Kolejny, udany album zespołu, który, jak powiedziała kiedyś Kasia może zwiastować kolejny, bardziej rockowy album Heya.

3. Artur Andrus – Myśliwiecka
Ocena: 9/10


Artur Andrus to konferansjer imprez kabaretowych, kabareciarz i przede wszystkim radiowiec znany z radiowej Trójki. Piosenki zdarzało mu się już śpiewać od dłuższego czasu, jednakże nigdy wcześniej nie zostały one zebrane na płycie kompaktowej. Wielki sukces, napisanej z okazji 1500. Notowania Listy Przebojów Programu Trzeciego piosenki Ballada o Baronie, Niedźwiedziu i Czarnej Helenie (pierwsze miejsce na tejże Liście Przebojów) sprawiły, że znalazła się wytwórnia, która postanowiła Andrusowi nagrać i wydać swój pierwszy piosenkowy album. Całość nazwano "Myśliwiecka" – to na tej ulicy mieści się w Warszawie radiowa Trójka. Niektóre piosenki były znane już wcześniej (Piłem w Spale, Spałem w Pile, Cieszyńska, wspomniana Ballada o Baronie… i jego kontynuacja Czarna Helena po roku, inne (większość) zostały napisane specjalnie na ten album. W większości to humorystyczne piosenki poświęcone wakacyjnej miłości (Królowa nadbałtyckich raf), starzeniu się (Manifest niełatwej rezygnacji), oryginalnych form zwrócenia uwagi płci przeciwnej (Piosenka o podrywie na misia) czy zachęta do tworzenia chórów (Dam Ci ptaszka), ale znalazło się też miejsce na utwory o całkiem poważnej tematyce. Mowa o pochwale tolerancji w rockowych Glankach i pacyfkach oraz polskich tekstów do utworów Cieszyńska i Petersburg autorstwa cenionego przez Artura czeskiego barda Jaromira Nohavicy. Urok tych piosenek, śpiewanych zwyczajnym głosem (sam Andrus często podkreśla, że głos ma niezbyt wybitny) sprawiły, że „Myśliwiecka” pokryła się podwójną platyną i stała się najchętniej kupowaną polską płytą w roku 2012.

2. T.Love – Old Is Gold
Ocena: 9/10


T. Love, zespół istniejący na polskim rynku muzycznym od ponad trzech dekad postanowił pokazać swoim młodszym słuchaczom początki rock`n rolla. I próba ta wyszła mu wyjątkowo udanie. Materiał zawarty na aż dwóch płytach kompaktowych to 22 utwory i prawie półtorej godziny muzyki. Muzyki mieszczącej się w obrębie rocka, czasami przybierającego odcienie folkowe (Modlitwa, New York, 2005, Ostatni taki sklep), żwawego rock`n`rolla (Old is gold, Menora Bentz) czy staroświeckich ballad (Lucy Phere, Jak nigdy, Jeśli boga nie ma tu). Najważniejsze, że spośród tych 22 utworów zdecydowana większość to utwory rewelacyjne, bardzo dobre i dobre. Tekstowo Muniek wypada również bardzo udanie, zarówno jak opowiada historię życiowych outsiderów (Stanley, Syn marnotrawny, Mętna woda, Contry rebel, Henry Kadzidło), rozlicza się ze swoim życiem (quasi–rozmowa z diabłem w dylanowskim Lucy Phere), wspomina (Ostatni taki sklep, 2005) czy sprzeciwia się „cyfrowemu życiu” (Skomplikowany (Nowy Świat)). Wszystko to zagrane przez muzyków (do których dołączył na stałe saksofonista Tom Pierzchalski) na najwyższym, światowym poziomie z wyczuciem i energią. Tak wygląda T.Love w 2012 wydając swój moim zdaniem najlepszy od czasów "Antyidola" z 1999 roku album.

recenzja Kamila

1.Piotr Bukartyk – Tak Jest I Już
Ocena: 9.5/10


Piotr Bukartyk po sukcesie swojego poprzedniego albumu "Z czwartku na piątek" zawierającego piosenki pisane właśnie przed piątkowymi porankami (a prezentowanymi w audycji Wojciecha Manna w radiowej Trójce) postanowił wydać swój kolejny materiał zawierający piosenki pisane w podobnych okolicznościach. Piosenki bardziej rock`n`rollowe, a mniej kabaretowe (czyli takie jakie wypełniały jego poprzednią płytę). Na "Tak jest i już" Piotrowi z zespołem udało się nagrać najlepsze utwory w swojej długiej karierze. To często utwory smutne, opowiadające o różnych fazach miłości (Piosenka z praniem w tle zaśpiewane wspólnie z Katarzyną Groniec, Taki tam grzech, To się nie uda , Nic na siłę), tematyce społeczno-politycznej (Nie powiem kto, Co to za film, Bida z nędzą), życiu grajka (Mecenat), ale znalazło się też miejsce na te trochę bardziej optymistyczne (Nie kokietuj, Ballada drobiowa, Siódma rano w sklepie). Na koniec dostajemy moim zdaniem rzecz najbardziej udaną czyli utwór Z tylu chmur napisany wraz z uczestnikami Przystanku Woodstock i będący od jakiegoś czasu jego hymnem. Niesamowita, krzepiąca i dodająca wiary pieśń w której Bukartykowi towarzyszy wokalnie kilku „Dzieci z Pola”, bo tak nazwano ów woodstockowy chór. Naprawdę cieszy, że w Polsce powstają tak dojrzałe, mądre i udane płyty jak "Tak jest i już".

czwartek, 28 marca 2013

Podsumowanie muzyczne 2012 roku: Miejsca 10-6

Dzisiaj druga część podsumowania muzycznego za rok 2012. Trzecia i najważniejsza wkrótce.


[camel]

10. Rihanna – Unapologetic
Ocena: 6.5/10


Rihanna, jedna z najbardziej popularnych obecnie gwiazd popu czasy swoich najlepszych płyt ma moim zdaniem za sobą. Po debiucie w wieku 17 lat i dość dużym hicie Pon da replay z 2005, przyszła pora na SOS, który promował jej następny album oraz płytę, która otworzyła worek z przebojami – "Good girl gone Bad" z Shut up and drive, Don`t stop the music, Rehab, Disturbia i przede wszystkim mega hitem Umbrella. Następnie, po traumatycznych przeżyciach wydała swoje opus magnum czyli album "Rated R", który mimo braku wielkich przebojów (może poza Russian Rulette i Rude Boy) okazał się rewelacyjnym materiałem. Kolejny album "Loud" to imprezowa petarda przynosząca hity takie jak Only girl (In the world), S&M, Cheers (Drink to that), Man down i California King Bed. Płyta nr 6 ("Talk that talk") okazała się najsłabszą w karierze, jednak mimo to przyniosła dwa wielkie hity We found love i Where have you been. Najnowszy album jest już lepszy, jednakże moim zdaniem nie ma na nim kandydatów na wielkie przeboje – promujące Diamonds to jeden z najmniej udanych singli w jej karierze. Jednakże całości słucha się dobrze i kilka piosenek wybija się ponad resztę – polecam zwrócić uwagę na Right now, Jump, Nobody`s business, No love alllowed oraz kończący album Lost In Paradise.

9. Ania – Bawię się świetnie
Ocena: 6.5/10


Tytuł przyciąga. Ania Dąbrowska bawi się świetnie? Jakoś nie pasuje. I faktycznie, po przesłuchaniu tytułowego kawałka okazuje się ile ironii jest w tym stwierdzeniu. Całość zaczyna się całkiem ciekawie - Nadziejka daje nadzieję, że będzie dobrze. Wspomniany utwór tytułowy, typowo 'Aniowa' piosenka również jest udana. Tak samo, jak jeden z jej najlepszych w karierze utworów czyli umieszczona pod numerem trzecim na płycie Sublokatorka. Następnie napięcie spada, otrzymujemy kilka raczej mniej niż bardziej udanych utworów. Pod koniec albumu Ania znów wraca do dobrych piosenek. W Na oślep zwracają uwagę klawisze na których oparty jest utwór. Nostalgiczne Jeszcze ten jeden raz zwracają uwagę świetnym tekstem i z pewnością zasilą szeregi przebojów Ani. Kończące całość Kiedyś mi powiesz jak chcesz żyć to udany finał i wzruszający tekst poświęcony zapewne dziecku Artystki. Reasumując kolejny album Ani nie jest tak udany jak jej debiut czy płyta "W spodniach czy w sukience?", jednak znajduje się na nim parę kawałków, które sprawiają, że nie można tej płyty zaliczyć do jakichś większych porażek. Tyle, że tym razem liczb utworów, które mi się podobają jest mniejsza niż na poprzednich wydawnictwach tej utalentowanej wokalistki.

8. Mela Koteluk – Spadochron
Ocena: 7/10


Mela Koteluk zaczynała od śpiewania chórków, aż w końcu postanowiła zwrócić na siebie oczy (i uszy) wszystkich nagrywając swój debiutancki album. Co na nim znajdziemy? Udane teksty zaśpiewane bardzo ciekawym, zapamiętywalnym głosem. Raczej w wolniejszych tempach, choć tytułowy utwór balladą nie jest i ma całkiem spory radiowy potencjał. W zestawie dwunastu piosenek wyróżnia się również singlowa Melodia ulotna, Stale płynne czy Nie zasypiaj, które moim zdaniem powinno album kończyć. Ciekawy jest także utwór otwierający całość Dlaczego drzewa nic nie mówią. Reasumując mamy kolejną dobrą polską wokalistkę, która nas może jeszcze nie raz zaskoczyć.

7. Maria Peszek – Jezus Maria Peszek
Ocena: 7/10


Każdy album Marii Peszek jest wydarzeniem, szeroko komentowanym w mediach. Tak było i tym razem, do czego przyczyniła się sama Artystka udzielając w 'Polityce' Jackowi Żakowskiemu wywiadu, w którym opowiadała m.in. o swojej depresji, przez którą przeszła zanim nagrała swoją trzecią w karierze płytę. Uwaga rozmaitych hejterów skupiła się właśnie na owym wywiadzie, którzy często krytykowali Peszkową, a nawet nie wiem czy przesłuchali dokładnie płytę. A jest to płyta udana, z tzw. „potencjałem”, jednakże poważna tematyka tekstów może niektórych od tego albumu odstraszyć. Maria śpiewa o ciężkiej miłości do ojczyzny (Sorry Polsko, Szara Flaga), tragicznej historii Amy Winehouse (Amy), swoim ateizmie (Pan nie jest moim pasterzem), braku chęci posiadania dzieci (Nie wiem czy chcę) czy swoich stanach depresyjnych (Nie ogarniam). Na tym tle wyjątkowo optymistycznie wypada pierwszy singiel z tego albumu czyli utwór Padam, w którym śpiewa „Jesteś rzeczą, która sprawia, że od razu się naprawiam, a na jedno Twoje „Tak” się naprawia świat”. Maria Peszek nagrała kolejną ważną płytę, do której może nie będę wracał tak często jak do "Miasto Manii", ale która na pewno zmusza do refleksji nad pewnymi ważnymi w naszym życiu sprawami.

6. Iza Lach – Off the wire
Ocena: 7/10


Po rewelacyjnym "Krzyku" wydanym jesienią 2011 roku Iza Lach nawiązała współpracę ze Snoop Dogiem, który postanowił wydać jej kilka kolejnych albumów. „Off the wire” jest pierwszym z nich. Płyta ukazała się w połowie wakacji ubiegłego roku i moim zdaniem właśnie letnią porą powinno się jej słuchać najlepiej – od niektórych utworów wprost bije pozytywna energia i optymizm (I can fell you, I Got ya back, Back In love czy przede wszystkim It`s summer again). Zaskakujące, że utwory w których wokalnie udziela się Pan Producent wypadają najsłabiej (Lost In Translation, Set it off czy utwór tytułowy). Całość kończy wyjątkowo udane Defend In love. Mamy więc kolejną ciekawą płytę panny Lach, ja jednakże z niecierpliwością czekam na jej trzeci polskojęzyczny album, który mam nadzieję, że wyda w nieodległej przyszłości.

środa, 13 marca 2013

Podsumowanie muzyczne 2012 roku: Wyróżnienia Specjalne

To będzie pierwsze w historii tego bloga podsumowanie muzyczne mojego autorstwa, wcześniej zestawienia swoich ulubionych płyt podjął się w 2009 roku [quid]. Podziwiam wszystkich dziennikarzy, którym chce się słuchać pięćdziesiąt czy nawet sto płyt z danego roku i z tej liczby wybrać dziesięć, dwadzieścia czy trzydzieści tych najlepszych. Ja przesłuchałem ich mniej, jednakże na tyle by móc wybrać swój Top Ten. Założyłem, że mogą się w nim znaleźć tylko długogrające płyty studyjne wydane w 2012 roku, ale nie sposób pominąć trzech wydawnictw, które nie mieszczą się w tej kategorii, a których moim zdaniem warto posłuchać.


[camel]

Brodka - LAX
Ocena: 7.5/10


Po wielkim sukcesie "Grandy" z 2010 Monika postanowiła wydać EPkę na którą złożą się dwa utwory oraz cztery ich remiksy. Pierwszy z nich - Varsovie stał się wielkim hitem ubiegłorocznych wakacji i zgodnie został uznany za jeden z najlepszych jej utworów. Drugi - Dancing Shoes stał się popularny głównie dzięki doskonałemu remiksowi dokonanemu przez formację KAMP!. Do obu zostały nakręcone znakomite teledyski. Ten do Varsovie pokazywał stolicę widzianą z perspektywy różnych warstw społecznych, a klip do zremiksowanego Dancing Shoes dział się na parkiecie tanecznym. Pozostałe remiksy zawarte na "LAX" są przyzwoite i umilają oczekiwanie na kolejny pełnowymiarowy album zdolnej laureatki 'Idola' sprzed dekady.

Blur - Parklive
Ocena: 8/10


Pierwszy koncertowy album Blur z prawdziwego zdarzenia zawiera koncert, który odbył się w Hyde Parku z okazji zakończenia Igrzysk Olimpisjkich w Londynie. Na repertuar koncertu składa się niemal połowa płyta 'Parklife' (z utworem tytułowym, Girls & Boys, This is a low i End of century na czele), pięć utworów z rewelacyjnej '13' (Tender, Coffee & TV, Caramel, No distance left to run, Trimm trabb), nie zabrakło miejsca również na ich największy hit czyli Song 2. Szkoda, że świetny 'Think Tank' reprezentuje tylko jeden utwór, ale za to jeden z najlepszych czyli singlowe Out of time. Świetna forma muzyków, szalejący po scenie Damon Albarn, nieprzebrane tłumy żywiołowo reagującej publiczności sprawiają, że koncert ogląda się znakomicie. I pozostaje mieć nadzieję, że równie dobrze zaprezentują się za niespełna cztery miesiące w Gdyni na Open`er Festival.

Coldplay - Live 2012
Ocena: 7.5/10


Koncertowy album Coldplay dokumentujący ich trasę promocyjną po wydaniu albumu "Mylo Xyloto". Na repertuar koncertu składa się zdecydowana większość piosenek z tej płyty oraz ich największe hity z poprzednich wydawnictw: Yellow, In my place, Clocks, God put a smile upon your face, Fix You, Viva la vida oraz Violet Hill. Gościnnie w utworze Princess of China wystąpiła Rihanna. Słucha się tego wszystkiego bardzo dobrze i trochę żałuję, że nie było mi dane ich widzieć podczas ich dwóch polskich koncertów. Może będzie jeszcze okazja.

wtorek, 5 marca 2013

Podsumowanie muzyczne 2012 roku: Zapowiedź

Już wkrótce trzyczęściowe podsumowanie płytowe za rok 2012, a teraz zapowiedź tegoż. Poniżej przedstawione teledyski reprezentują utwory pochodzące z albumów, które znalazły się w moim top ten.

[camel]





czwartek, 14 lutego 2013

Live 2012, część druga.

Dzisiaj druga część moich koncertowych wspomnień z 2012 roku. A z okazji dzisiejszego święta życzę dużo miłości!


PAŹDZIERNIK

Strachy na Lachy (7.5/10)


Na krótko przed zakończeniem działalności Pidżamy Porno, Grabaż założył nową formację – Strachy Na Lachy. O ile pierwsza ich płyta przeszła właściwie bez echa (choć zawierała m.in. hity „Mamy tylko siebie” oraz „Raissę”), to druga okazała się sporym sukcesem i zawierała świetne piosenki tak jak „Dzień dobry kocham Cię”, „Moralne salto”, własne wersję piosenek „Co się stało z Magdą K.” i „Czarny chleb i czarna kawa” oraz, moim zdaniem najlepszą, „Piłę tango”. Następnie zespół nagrał dwie płyty z coverami oraz następną autorską pozycję „Dodekafonię”. Katowicki koncert zapowiadał ich szósty album, wydany kilka dni temu „!TO”. Na repertuar koncertu złożyły się ich największe przeboje, z „Piłą tango”, „Żyję w kraju” (któremu udało się dotrzeć do pierwszego miejsca Trójkowej Listy Przebojów), „Twoje oczy lubią mnie” i „Dzień dobry Kocham Cię na czele”. Doskonale wypadła także ich wersja piosenki Jacka Kaczmarskiego „A my nie chcemy uciekać stąd” oraz nowy singiel "I can`t get no gratisfaction". Rewelacyjny kontakt Grabaża z publicznością, bardzo dobrze dobrany repertuar, świetna forma muzyków sprawiły, że ten koncert będę miło wspominał.

Hey (7.5/10)


Stało się tradycją, że Hey po wydaniu kolejnej płyty melduje się w Mega Clubie. Tak stało się i tym razem, szczecinianie zawitali do Katowic ze swoją nowa płytą „Do rycerzy, do szlachty, doo mieszczan”. Repertuar koncertu zawierał głównie utwory z „pobanachowego” okresu grupy – była więc „Cisza, ja i czas”, „A ty?”, „Faza delta”, „Missy seepy”, „Muka!”” i „Sic”, ze starszych zagrali oczywiście „Teksańskiego”, „Schisophrenic family”, „Fate” i „Zazdrość” oraz rzadziej graną „Moją i Twoją nadzieję”. Z najnowszej płyty najbardziej spodobały mi się piosenki „Do chorągwi”, „Podobno”, pierwszy singiel z płyty czyli utwór tytułowy oraz najnowszy utwór promujący album czyli „Co tam?”. W dwóch utworach z nowego albumu Kasia zaskoczyła grą na bębnie. Poza tym, to co zwykle – małomówna Kasia, zespół w świetnej formie i żywo reagująca publiczność. Niektóre rzeczy się nie zmieniają. I dobrze.

GRUDZIEŃ

Brodka(8.5/10)


Od wydanie „Grandy” Brodka jest na fali wznoszącej. Wydana niedawno epka „LAX” tylko dobrą passę wokalistki podtrzymuje – „Varsovie” stało się przebojem lata, a „Dancing Shoes” w remiksie zespołu Kamp! ze znakomitym teledyskiem mogę spokojnie zaliczyć do najlepszych piosenek ubiegłego roku. Tym razem Monika zaprosiła na trasę zespół Paula i Karol. Szczerze mówiąc niezbyt dokładnie śledziłem ich występ czekając na Gwiazdę Wieczoru. Brodka zagrała podobny repertuar jakim uraczyła fanów półtora roku wcześniej, o którym możecie przeczytać tutaj. Oczywiście na tym koncercie wykonała dodatkowo „Varsovie” oraz „Dancing Shoes” w obu wersjach. Zabrakło „Dziewczyny mojego chłopaka” w nowej aranżacji oraz coveru Tanity Tikaram „Twist In my sobriety”, które znalazły się na poprzednim koncercie w Mega Clubie. Najlepsze jednak zostawiono na koncert – wykonania coveru Eurythmics „Sweet Dreams (are made of this)” oraz AC/DC „Highway to hell” gdzie za mikrofonem stanął Krzysiek Zalewski, a na scenę wyszedł cały skład osobowy tego wydarzenia czyli również Paula i Karol wzbudziły wielkim entuzjazm wśród publiczności, która dopisała, gdyż wykupiła wszystkie dostępne bilety na to wydarzenie. Pozostaje nam tylko czekać na następną płytę Moniki i jej kolejne koncerty.

Coma (6.5/10)


Nigdy nie byłem jakimś wielkim fanem Comy, jednakże szanuję ten zespół. Kiedy usłyszałem więc od kolegi, że Coma rusza w jubileuszową trasę, świętującą 15-lecie powstania bandu postanowiłem się pojawić na katowickim koncercie. Koncercie nietypowym, gdyż na scenie znalazło się wielkie koło, które decydowało, które piosenki usłyszymy. Były największe hity – „Leszek Żukowski”, „Na pół”, „Czas globalnej niepogody” i „Daleka droga do domu” czy „System” . Były i utwory które hitami, chociażby ze względu na swoją długość, być nie mogły, ale są bardzo cenione przez fanów jak „Zaprzepaszczone siły wielkiej armii świętych znaków”, ich tytułowy utwór z drugiego albumu. Znalazło się także miejsce na cover zespołu Raz Dwa Trzy „Nikt nikogo (i tak warto żyć”). Wszystko wykonane na poziomie, z dużą energią i bardzo dobrze śpiewającym Piotrem Roguckim.

Grzegorz Turnau i Jacek Królik (8/10)
Grzegorz Turnau poza recitalami ze swoim pełnym składem koncertowym oraz występami z Andrzejem Sikorowskim zatytułowanych „Pasjans na Dwóch” od czasu występuje ze swoim gitarzysta Jackiem Królikiem na koncertach zatytułowanych „Wieczór Sowich Piosenek”. Ze względu na mały skład wieczory te są bardziej intymne i kameralne od tych, w których Grzegorzowi towarzyszy cały zespół. Na repertuar chorzowskiego koncertu poza swoimi największymi hitami takimi jak „Na plażach Zanzibaru” (w którym przekonująco naśladował Sebastiana Karpiela-Bułeckę), „Naprawdę nie dzieje się nic” czy „Uno momento mortis” znalazło się miejsce na wiele coverów: Billy`ego Joel`a („She`s always a woman”), Marka Grechuty („Motorek”, „Historia jednej podróży”) czy Kabaretu Starszych Panów („Moja dziewuszka nie ma serduszka”). Świetna forma muzyczna obu panów, dobór repertuaru i wspomniany już specyficzny nastrój koncertu sprawiły, że mogę polecić „Wieczory Swoich Piosenek” wszystkim miłośnikom poezji śpiewanej i Grzegorza Turnaua.

Ścianka (8.5/10)
Kiedy nic nie zapowiadał się, że zobaczę Ściankę w najbliższej okolicy (koncert, który miał się odbyć w Katowicach w grudniu został przełożona na luty, a ostatecznie ma się odbyć dopiero w maju) postanowiłem się wybrać do Krakowa. Zespołu na żywo nie widziałem od 4,5 roku tak więc bardzo czekałem na możliwość zobaczenia ich na żywo i usłyszenia utworów w zapowiadanego od dawna dwupłytowego wydawnictwa „Come November”, którego premiera jest ciągle przekładana. W „Magazynie Kultury” panowie dali znakomity koncert, złożony wyłącznie z premierowych koncertów, z wyjątkiem znanego z albumu z remiksami utworu „Shifting the day for tommorow” zagranego na bis. Pozostaje nam tylko czekać na nowy album, który przecież kiedyś musi się ukazać.

Myslovitz (8/10)


Ubiegły rok był dla Myslovitz bardzo trudny. Odejście Artura Rojka z zespołu stawiało pytanie jak panowie poradzą sobie bez tak charakterystycznego, obdarzonego specyficznym głosem frontmana. Szczerze mówiąc niezbyt podobała mi się (i chyba wielu fanom też) wizja zespołu bez Rojka, jednakże trudno to stwierdzić nie widząc jak nowy wokalista Michał Kowalonek radzi sobie na koncertach. A na katowickim koncercie poradził sobie bardzo dobrze. Widać było radość z grania oraz pozytywny odbiór publiczności, który sprawił, że panowie dali prawie trzygodzinny koncert, na który złożyło się aż 30 piosenek ze wszystkich płyt zespołu. Najwięcej piosenek pochodziło z bestsellerowego albumu „Miłość w czasach popkultury” (m.in. „Długość dźwięku samotności”, „Chłopcy”, „Nienawiść”, „Alexander”), ale zagrali także „Nocnym pociągiem aż do końca świata”, „Good day my angel”, „Scenariusz dla moich sąsiadów”, „Życie to surfing”, zmienioną „Peggy Brown”, „Blog Filatelistów Polskich” oraz wiele innych mniej i bardziej znanych utworów. Znalazło się także miejsce na nowy przebój zespołu, pierwszy nagrany z Kowalonkiem czyli „Trzy sny o tym samym”, do którego nakręcono ciekawy teledysk dziejący się w zimowej atmosferze. Koncert w Mega Clubie utwierdził mnie w przekonaniu, że Myslovitz 2.0 ma sens i warto czekać na ich nowy album, który premierę ma mieć jeszcze przed wakacjami.