GRA MUZYKA

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hey. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hey. Pokaż wszystkie posty

piątek, 18 listopada 2016

Live 2015


Zaczynamy kulturalne podsumowania 2015 roku czyli lepiej późno niż wcale. Na początek wspomnienie koncertów na których byłem kilkanaście miesięcy temu. Dzisiaj część pierwsza

[camel]


STYCZEŃ - LISTOPAD
Wspominając koncerty na jakich byłem 2015 roku przede wszystkim będę pamiętał o The Dumplings. Widziałem ich w ubiegłym roku aż cztery razy. Po raz pierwszy w ramach styczniowej Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Katowicach. Z tego występu najbardziej pamiętam mróz i piękne wykonanie „Nie słucham” w wersji głos Justyny + gitara Kuby. Następnie – lipcowe Męskie Granie 2015 w Chorzowie. Grali jako pierwsi, w pełnym słońcu. Fajny, choć krótki set złożony z utworów z debiutanckiej płyty. Potem koncert w ramach wrocławskiego Miejskiego Grania w sierpniu. Tłumy ludzi i utwory zarówno z debiutu, jak i z mającej ukazać się wkrótce płyty nr 2. Wreszcie mój ich pierwszy klubowy koncert we wrocławskim Starym Klasztorze na chwilę przed wydaniem „Sea you later” (listopad). Z tego koncertu najlepiej zapamiętałem rewelacyjne wykonania „Odyseusza” i „Dark Side”, a także, jak zwykle świetne, „How many knives” z debiutu.


STYCZEŃ
Golec Orkiestra w Katowicach. Koncert kolęd w mojej rodzinnej dzielnicy. Duży skład wykonawczy i ciekawe wersje klasycznych polskich pieśni bożonarodzeniowych w rodzaju „Przybieżeli do Betlejem” czy „Bóg się rodzi”. Wydarzenie odbywało się w kościele, co miało wpływ na bardzo dobrą akustykę koncertu.

LUTY
Natalię Przybysz widziałem po raz pierwszy w solowym repertuarze (wcześniej byłem na opener`owym koncercie Sistars kilka lat temu). Na koncercie w Starym Klasztorze Artystka skupiła się na promocji albumu „Prąd”. Zabrzmiały chyba wszystkie utwory tego krążka w tym oczywiście najlepiej przyjęte przez publiczność „Nazywam się niebo” oraz piękne wykonanie coverów Niemena („Kwiaty Polskie”) i Breakoutów („Do kogo idziesz”). Świetnie, że znalazło się miejsce także na piosenkę „Bell and Chain” z repertuaru Janis Joplin. Na uwagę zasługiwała także scenografia koncertu – żarzące się żarówki, które nasuwały skojarzenia z tytułem ostatniego albumu Natalii. Przed koncertem Natalii fajnie zaśpiewały dziewczyny z Girls on fire.


MARZEC
Łona i Webber we wrocławskiej Bezsenności. Jak zwykle w formie, w towarzystwie zespołu The Pimps. Usłyszeliśmy przekrojowy zestaw ich piosenek. Była oczywiście energetyczna wersja „Konewki” na koniec.


Kasia Kowalska i jej trasa w ramach 20-lecia płyty Gemini. We wrocławskim klubie Alibi Artystka, podobnie jak kilka miesięcy wcześniej na Przystanku Woodstock, zaprezentowała swoje utwory w akustycznych wersjach. Repertuar koncertu to oczywiście w dużej mierze utwory z „Gemini”, ale znalazło się także miejsce na „Jeśli blask Twój mnie zwiódł”, „Co może przynieść nowy dzień” czy „Spowiedź” z kolejnych wydawnictw Kowalskiej. Miła podróż sentymentalna oraz naprawdę porządku koncert. Choć chętnie bym zobaczyć jeszcze Kasię na żywo w „elektrycznej” wersji.


Artur Rojek w katowickim Mega Clubie. Artysta promował ciągle swój debiutancki album „Składam się z ciągłych powtórzeń”, usłyszeliśmy zatem wszystkie utwory z tego krążka. Pojawił się także cover utworu „Easy” zespołu Son Lux, a capella zaśpiewany cover „Chłopiec z plasteliny” Lenny Valentino oraz taneczna wersja piosenki „Ring on fire” kojarzoną najbardziej w wykonaniu Johny`ego Casha. W bisach usłyszeliśmy ponownie trzy single z płyty: „Beksę”, „Syreny” i „Czas, który pozostał”. Wspaniałe widowisko, bardziej „szołmeńskie” niż koncerty Myslovitz z Arturem w składzie.


Karolina Czarnecka. Koncert w ramach Przeglądu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu. Artystka kojarzona głównie z utworem „Hera Koka Hasz LSD” zaprezentowała program złożony z utworów zawartych na płycie albumu. Najsłynniejszy utwór pojawił się, nawet w dwóch wersjach, ale inne były równie udane i pokazały jak potężnym głosem dysponuje Czarnecka. Gościnnie pojawił się L.U.C. oraz zwyciężczyni PPA z 2004 – Irena Melcer.


KWIECIEŃ
Skoro padła nazwa Myslovitz to w miesiąc później miałem okazję po raz kolejny zobaczyć jak radzą sobie z nowym wokalistą. To był bardzo długi koncert, trwający ponad dwie i pół godziny, na który złożyły się utwory ze wszystkich płyt zespołu. I choć było bardzo przyjemnie, to Myslo 2.0 (tak na własny użytek nazywam Myslovitz z Michałem Kowalonkiem na wokalu) nie ma dla mnie już tej magii jakie miały koncerty w czasach gdy za mikrofonem stał Artur Rojek.


LIPIEC
Moja pierwsza wizyta na Męskim Graniu. Chorzowskie Rosarium znajdujące się na terenie Parku Śląskiego to miejsce wyjątkowo urokliwe. Fajnie było spędzić w nim te kilka godzin słuchając swoich ulubionych wykonawców. Całość imprezy poprowadził Piotr Stelmach. Na początek zagrali The Dumplings o czym pisałem na samej górze. Następnie projekt Smolik/Kev Fox (wyjątkowo dobrze zabrzmiała tego dnia piosenka „Run”) oraz O.S.T.R. – jak zwykle rozgadany między utworami zagrał także moje ulubione „Rise of the sun” z ostatniej płyty „Podróż zwana życiem”. Rewelacyjnie wypadła Natalia Przybysz, która podobnie jak kilka miesięcy wcześniej zagrała utwory z „Prądu” i cover Janis Joplin. Hey zagrał przekrojowo. W set liście znalazło się także miejsce na cover zespołu Ultravox „Dancing with tears in my eses” oraz moją ukochaną „Wczesną jesień”. Artur Rojek zaprezentował większość utworów z debiutu. Szczególnie zapadł mi w pamięć hałaśliwy początek utworu „Lekkość”. No i finał czyli Męskie Granie Orkiestra. Za mikrofonem stanęli m.in. Organek, O.S.T.R., Mela Koteluk, Tomek Lipiński i Natalia Grosiak, którzy zaśpiewali klasyczne utwory takie jak „Mówię ci, że”, „Spalam się” czy „Nim wstanie dzień”. Na koniec oczywiście zabrzmiał piosenka promującą ubiegłoroczną edycję czyli „Armaty”. Reasumując bardzo udana impreza. Cieszy fakt, że do Chorzowa zjechali moi faworyci.


SIERPIEŃ
Od kilkudziesięciu lat w Świnoujściu odbywa się FAMA czyli Festiwal Artystyczny Młodzieży Akademickiej. W 2015 roku udało mi się zobaczyć dwa koncerty odbywające się w jego ramach. Pierwszą imprezą był koncert „Bardzo zdolni szansoniści” w którym młodzi wokaliści zaśpiewali utwory z repertuaru Renaty Przemyk. Ciekawe wykonania i szansa na poznanie osób, które być może kiedyś namieszają na polskiej scenie muzycznej. Najważniejszym muzycznym wydarzeniem ubiegłorocznej edycji był jednak koncert Meli Koteluk. Artysta zaśpiewała piosenki z obu swoich albumów czyli „Spadochronu” i „Migracji”. Najbardziej zapamiętałem wykonania tytułowej piosenki z debiutanckiego krążka (czyli „Spadochron”) oraz „Żurawie Orgiami”.

sobota, 31 stycznia 2015

Live 2014, część druga


[camel]

MAJ cd.

Piotr Bukartyk [8.5/10]


W maju zawitał również do Katowic Piotr Bukartyk ze swoim zespołem. Jak się później okazało był to mój ostatni koncert w Gugalandrze, który po remoncie zmienił trochę charakter i nazwę na Prokultura. Gugalander był jednym z pierwszych klubów studenckich powstałych w Katowicach i mam z tym miejscem masę dobrych wspomnień – piątkowe imprezy, koncerty Ścianki, Maleńczuka, The Car Is On Fire czy Kombajnu będę jeszcze długo pamiętał. W tym niezwykłym miejscu przyszło grać jednemu z moich ulubionych Artystów, który następnego dnia miał obchodzić swoje 50. Urodziny. Na repertuar koncertu złożyły piosenki z jego bogatego repertuary: zarówno te najstarsze (Dokąd się wybierasz), trochę młodsze (Małgocha, Niestety trzeba mieć ambicję, Sznurek, Kobiety jak te kwiaty), te z wydanej w 2012 roku świetnej płyty „Tak Jest I Już” (utwór tytułowy, woodstockowy hymn Z tylu chmur) jak i te zapowiadające najnowszy album Artysty „Kup Sobie Psa” (Piasku ziarenka). Po północy obsługa klubu oraz zgromadzona publiczność zaczęła świętować urodziny Gwiazdy Wieczoru – był szampan, tort oraz chóralne śpiewanie Sto lat. Widać było, że ta niespodzianka szczerze wzruszyła Piotra, który za nią serdecznie podziękował. Bardzo udany koncert i zapewne pamiętny wieczór dla Solenizanta i całego zespołu.

Łona i Webber [8/10]


Pierwszy od bardzo długiego czasu koncert w Katowicach Łony i Webbera udowodnił, że Łona jest w znakomitej formie i nadal pozostaje moim ulubionym raperem. Jego skrzące się inteligencja teksty z połączeniem ze znakomitą muzyką Webbera w wykonaniu zespołu The Pimps na koncertach tworzą mieszankę doskonałą. Repertuar przekrojowy z przewagą piosenek z ostatniego, świetnego wydawnictwa „Cztery I Pół” oraz niespodzianka w wykonaniu hardrockowej wersji piosenki Konewka na koniec. Polecam wybrać się na koncert tej ekipy jak tylko będziecie mieli taką okazję.

Kuba Badach z zespołem i Śląską Orkiestrą Kameralną. Tribute to Zaucha. [9/10]


W maju po trwającym blisko trzy lata remoncie ponownie została otwarta Filharmonia Śląska w Katowicach. Trzeba powiedzieć, że warto było czekać, bo odnowiona siedziba robi duże wrażenie. Pierwszym po przerwie koncertem na który się tam wybrałem był występ Kuby Badach ze swoim zespołem grającym repertuar Andrzeja Zauchy. Muzykom na scenie towarzyszyła Śląska Orkiestra Kameralna. Badach w dzieciństwie miał zaszczyt występować na scenie z Zauchą, więc ciekawiło mnie jak poradzi sobie z interpretacją jego piosenek. Poradził sobie znakomicie – wraz z zespołem przedstawił nowe wersje piosenek Mistrza, które niejednokrotnie przewyższały oryginał i wprowadzały nową jakość do znanych przecież utworów. Kiedy trzeba zespół zagrał rockowo, innym razem funkowo, ale potrafił te zanurzyć się w bardziej subtelnych dźwiękach. Nad wszystkim górował znakomity głos Kuby Badacha, który swoim poczuciem humoru, urokiem i lekkością śpiewania udowodnił, że jest jednym z najznamienitszych polskich wokalistów.

Juwenalia Śląskie: Lao Che, Happysad, Hey [7/10]


Końcówka maja to zazwyczaj czas Juwenalii Śląskich. Tym razem udało mi się zobaczyć w ich ramach trzt koncerty: pierwszego dnia Lao Che i Happysad, a drugiego Hey. Lao Che zagrali swoje największe przeboje, usłyszeliśmy zatem m.in. Hydropiekłowstąpienie, Drogi panie, Zombi!. Podobnie miała się sprawa z Happysad. Ich juwenaliowy koncert to przeboje takie jak Zanim pójdę, Milowy Las czy Wpuść mnie. Drugiego dnia Hey zagrał o wiele mniej przebojowo repertuar który o wiele bardziej nadawałby się na klubowy koncert niż plenerową imprezę. Dopiero końcowa część koncertu i ich starsze przeboje w rodzaju Teksańskiego czy Mojej i Twojej nadziei na dobre rozruszały publiczność.

CZERWIEC

Muzyka Trzech Pokoleń: Lebowski, Collage, SBB [8.5/10]


Bytomskie Centrum Kultury 1 czerwca przygotowało nie lada atrakcję dla miłośników klimatycznego i progresywnego rocka. Oto na jednej scenie miały wystąpić przedstawiciele trzech pokoleń takiej muzyki. Jako pierwszy zaprezentował się szczeciński Lebowski, który zagrał udany, około godzinny, instrumentalny koncert. W pamięci zapadło mi szczególnie wykonanie piosenek Midnight syndrome oraz znanej z Trójkowej Listy Przebojów Goodbye my joy. Jako następni wystąpił Collage, który powrócił na scenę muzyczną po dość długie przerwie. Z pewnością ekspresyjny wokalista był mocnym punktem tego punktu wieczoru, jednakże widziałem jedynie fragmenty tego koncertu więc nie mogę więcej o nim napisać. Wszyscy czekali już na Główną Gwiazdę tego wydarzenia czyli występ zespołu SBB w oryginalnym składzie. Zgromadzona w Beceku publiczność Józefowi Skrzekowi, Apostolisowi Antimosowi i powracającemu do zespołu Jerzemu Piotrowskiemu zgotowała gorące owacje, po których nastąpił świetny, momentami fenomenalny występ. Prawie cała moja uwaga skupiła się na Piotrowskim, który tego wieczoru pokazał swą fenomenalną grą na perkusji znakomitą formę. Zagrali oczywiście moje ulubione Walkin` around the stormy bay. Koniecznie wybierzcie się na występ SBB w tym składzie – w dzisiejszych czasach mało kto gra tak niesamowitą muzykę, wymagającą niezwykłego wirtuozerstwa.

Carmina Burana [9/10]


Moja kolejna wizyta w Filharmonii Śląskiej, znowu na mocno zapadającym w pamięć koncercie. Kantata sceniczna Carmina Burana Carla Orffa jest oparta na średniowiecznym wyborze pieśni. Jest to dzieło wymagające ogromnego aparatu wykonawczego: pełną orkiestrę symfoniczną z rozbudowaną sekcją instrumentów perkusyjnych, dwa fortepiany, dwa chóry (mieszany i chłopięcy) oraz solistów (baryton, sopran i tenor). Z tego powodu nie jest zbyt często wystawiany. Potęga brzmienia, niezwykła dyscyplina wszystkich Artystów sprawia, że słucha się tej muzyki z zapartym tchem, a wykonanie pieśni O Fortuna, która zaczyna i kończy Carminę Buranę na długo pozostaje w pamięci.

Myslovitz [8.5/10]


20 czerwca ubiegłego roku było ważną datą dla wszystkich fanów Myslovitz. Tego dnia w mysłowickim MDK od się pierwszy zlot fanów Myslovitz od czasu, gdy do zespołu dołączyć Michał Kowalonek. Było bardzo przyjemnie - mieliśmy możliwość porozmawiania z członkami grupy, zrobić sobie z nimi pamiątkowe zdjęcia i wziąć udział w quizie poświęconym znajomości Myslo. Wieczorem na kąpielisku Słupna odbyła się impreza „Mysłowice Dobrze Brzmiące”. Na początku wysłuchaliśmy zespołów Delons i Korbowód po których około 20-tej wystąpiła Gwiazda Wieczoru. Świetnie dobrany repertuar, w którym znalazło się miejsce na Życie to surfing, Chciałbym umrzeć z miłości i utwory zagrane w towarzystwie kwartetu smyczkowego (rewelacyjna wersja Końca Lata). Bardzo udany koncert po raz kolejny udowadniający, że Myslovitz bez Artura Rojka to nadal dobry zespół

środa, 3 kwietnia 2013

Podsumowanie muzyczne 2012 roku: Miejsca 5-1

Ostatnia i najważniejsza część moich ulubionych płyt 2012 roku


[camel]

5. Kim Nowak – Wilk
Ocena: 7.5/10


Po latach zajmowania się tylko hip-hopem, który często wykraczał poza ramy gatunku (zwłaszcza na koncertach) bracia Waglewscy postanowili wrócić do przeszłości, kiedy byli fanami metalu. Bartek (Fisz) chwycił za gitarę basową, Piotrek (Emade) pozostał przy grze na perkusji. Dołączył do nich rewelacyjny gitarzysta Michał Sobolewski (który obecnie gra również z Fiszem i Emade w zespole Tworzywo). Trio to wydało w 2010 płytę, która wprawiła w zdumienie wielu fanów rocka. Okazało się, że ich pomysł na granie tej muzyki jest znakomity. Fisz zaczął śpiewać, a panowie łoili na swoich instrumentach aż miło. Miałem okazję zobaczyć ich na Urodzinach Katowic w 2011 roku i zrobili na mnie duże wrażenie. Po dwóch latach Kim Nowak wraca z nowym materiałem. Nie jest to materiał mniej rockowy niż poprzedni (gdyż takie opinie się pojawiały), może tylko trochę mniej „wariacki” niż poprzedni krążek. Choć i „wariackie” utwory się trafiają (przypominające King Konga z poprzedniego albumu petardy Lodowiec Gigant i Aniele). Są na tym albumie po prostu przebojowe rockowe piosenki taki jak Skrzydła, Dwie Kropki czy przede wszystkim Mokry Pies, transowe utwory (Krew, Wilk) czy po prostu arcydzieła takie jak zaśpiewane z wokalistką Tercetu Egzotycznego Izabelą Skrybant-Dziewiątkowską Prosto w ogień, który mógłby trafić do soundtracku jakiegoś thrillera (w konwencji takiego filmu zresztą utrzymany jest udany teledysk promujący tę piosenkę). Otrzymujemy więc udany krążek Kim Nowaka, dojrzalszy od poprzedniego, ale na szczęście nie gorszy, a wręcz mu dorównujący.

4. Hey – Do Rycerzy, Do Szlachty, Doo Mieszczan
Ocena: 8/10


Trzy lata temu narzekałem na poprzedni album Heya, że za mało rockowy, zbyt zimny i bardziej „Nosowski” niż „Heyowy”. Jego następcy daleko do arcydzieł pokroju "?" czy "[sic!]" jednakże płyta ta podoba mi się bardziej niż "Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!". Może ze względu na trochę większą przebojowość tego materiału – Woda, Co tam? czy Bez chorągwi to energiczne kawałki z dużym potencjałem radiowym. Ballady również urzekają – singlowe Do rycerzy, do szlachty do mieszczan, Wieliczka czy …Że Kupidyn się Tobą interesuje chwytają za serce. Wzruszające są także wyznania miłości do syna wokalistki w Lila, kula i cyrkiel („Pamiętaj synu, że jestem, tutaj znajdziesz mnie”) czy partnera życiowego w Wilk vs. kot („Wybieram Cię na dobre, na zawsze, tak się wstydzę tych słów, choć szczere, wyświechtanych”). Jednakże najbardziej mi się podoba piosenka, w której Kasia udziela się tylko w refrenach. Mowa o zaśpiewanej przez Gabę Kulkę (do jej tekstu) utworu kończącego krążek zatytułowanego Z przyczyn technicznych. Niesamowita energia i forma wokalna Gaby, świetny tekst sprawiają, że to jeden z najlepszych piosenek tego zespołu ostatnich lat i piękne zwieńczenie ich ostatniego albumu. Jak zwykle w przypadku Heya warto wspomnieć również o wydaniu albumu. Tym razem otrzymujemy kartonowe pudełko z „klasowym zdjęciem” wykonanemu w sali gimnastycznej zespołu na okładce i wkładką ze zdjęciami członków grupy tamże. Do wydawnictwa dołączony jest także ołówek pozwalający podpisać album w specjalnie przeznaczonym do tego miejscu. Kolejny, udany album zespołu, który, jak powiedziała kiedyś Kasia może zwiastować kolejny, bardziej rockowy album Heya.

3. Artur Andrus – Myśliwiecka
Ocena: 9/10


Artur Andrus to konferansjer imprez kabaretowych, kabareciarz i przede wszystkim radiowiec znany z radiowej Trójki. Piosenki zdarzało mu się już śpiewać od dłuższego czasu, jednakże nigdy wcześniej nie zostały one zebrane na płycie kompaktowej. Wielki sukces, napisanej z okazji 1500. Notowania Listy Przebojów Programu Trzeciego piosenki Ballada o Baronie, Niedźwiedziu i Czarnej Helenie (pierwsze miejsce na tejże Liście Przebojów) sprawiły, że znalazła się wytwórnia, która postanowiła Andrusowi nagrać i wydać swój pierwszy piosenkowy album. Całość nazwano "Myśliwiecka" – to na tej ulicy mieści się w Warszawie radiowa Trójka. Niektóre piosenki były znane już wcześniej (Piłem w Spale, Spałem w Pile, Cieszyńska, wspomniana Ballada o Baronie… i jego kontynuacja Czarna Helena po roku, inne (większość) zostały napisane specjalnie na ten album. W większości to humorystyczne piosenki poświęcone wakacyjnej miłości (Królowa nadbałtyckich raf), starzeniu się (Manifest niełatwej rezygnacji), oryginalnych form zwrócenia uwagi płci przeciwnej (Piosenka o podrywie na misia) czy zachęta do tworzenia chórów (Dam Ci ptaszka), ale znalazło się też miejsce na utwory o całkiem poważnej tematyce. Mowa o pochwale tolerancji w rockowych Glankach i pacyfkach oraz polskich tekstów do utworów Cieszyńska i Petersburg autorstwa cenionego przez Artura czeskiego barda Jaromira Nohavicy. Urok tych piosenek, śpiewanych zwyczajnym głosem (sam Andrus często podkreśla, że głos ma niezbyt wybitny) sprawiły, że „Myśliwiecka” pokryła się podwójną platyną i stała się najchętniej kupowaną polską płytą w roku 2012.

2. T.Love – Old Is Gold
Ocena: 9/10


T. Love, zespół istniejący na polskim rynku muzycznym od ponad trzech dekad postanowił pokazać swoim młodszym słuchaczom początki rock`n rolla. I próba ta wyszła mu wyjątkowo udanie. Materiał zawarty na aż dwóch płytach kompaktowych to 22 utwory i prawie półtorej godziny muzyki. Muzyki mieszczącej się w obrębie rocka, czasami przybierającego odcienie folkowe (Modlitwa, New York, 2005, Ostatni taki sklep), żwawego rock`n`rolla (Old is gold, Menora Bentz) czy staroświeckich ballad (Lucy Phere, Jak nigdy, Jeśli boga nie ma tu). Najważniejsze, że spośród tych 22 utworów zdecydowana większość to utwory rewelacyjne, bardzo dobre i dobre. Tekstowo Muniek wypada również bardzo udanie, zarówno jak opowiada historię życiowych outsiderów (Stanley, Syn marnotrawny, Mętna woda, Contry rebel, Henry Kadzidło), rozlicza się ze swoim życiem (quasi–rozmowa z diabłem w dylanowskim Lucy Phere), wspomina (Ostatni taki sklep, 2005) czy sprzeciwia się „cyfrowemu życiu” (Skomplikowany (Nowy Świat)). Wszystko to zagrane przez muzyków (do których dołączył na stałe saksofonista Tom Pierzchalski) na najwyższym, światowym poziomie z wyczuciem i energią. Tak wygląda T.Love w 2012 wydając swój moim zdaniem najlepszy od czasów "Antyidola" z 1999 roku album.

recenzja Kamila

1.Piotr Bukartyk – Tak Jest I Już
Ocena: 9.5/10


Piotr Bukartyk po sukcesie swojego poprzedniego albumu "Z czwartku na piątek" zawierającego piosenki pisane właśnie przed piątkowymi porankami (a prezentowanymi w audycji Wojciecha Manna w radiowej Trójce) postanowił wydać swój kolejny materiał zawierający piosenki pisane w podobnych okolicznościach. Piosenki bardziej rock`n`rollowe, a mniej kabaretowe (czyli takie jakie wypełniały jego poprzednią płytę). Na "Tak jest i już" Piotrowi z zespołem udało się nagrać najlepsze utwory w swojej długiej karierze. To często utwory smutne, opowiadające o różnych fazach miłości (Piosenka z praniem w tle zaśpiewane wspólnie z Katarzyną Groniec, Taki tam grzech, To się nie uda , Nic na siłę), tematyce społeczno-politycznej (Nie powiem kto, Co to za film, Bida z nędzą), życiu grajka (Mecenat), ale znalazło się też miejsce na te trochę bardziej optymistyczne (Nie kokietuj, Ballada drobiowa, Siódma rano w sklepie). Na koniec dostajemy moim zdaniem rzecz najbardziej udaną czyli utwór Z tylu chmur napisany wraz z uczestnikami Przystanku Woodstock i będący od jakiegoś czasu jego hymnem. Niesamowita, krzepiąca i dodająca wiary pieśń w której Bukartykowi towarzyszy wokalnie kilku „Dzieci z Pola”, bo tak nazwano ów woodstockowy chór. Naprawdę cieszy, że w Polsce powstają tak dojrzałe, mądre i udane płyty jak "Tak jest i już".

wtorek, 5 marca 2013

Podsumowanie muzyczne 2012 roku: Zapowiedź

Już wkrótce trzyczęściowe podsumowanie płytowe za rok 2012, a teraz zapowiedź tegoż. Poniżej przedstawione teledyski reprezentują utwory pochodzące z albumów, które znalazły się w moim top ten.

[camel]





czwartek, 14 lutego 2013

Live 2012, część druga.

Dzisiaj druga część moich koncertowych wspomnień z 2012 roku. A z okazji dzisiejszego święta życzę dużo miłości!


PAŹDZIERNIK

Strachy na Lachy (7.5/10)


Na krótko przed zakończeniem działalności Pidżamy Porno, Grabaż założył nową formację – Strachy Na Lachy. O ile pierwsza ich płyta przeszła właściwie bez echa (choć zawierała m.in. hity „Mamy tylko siebie” oraz „Raissę”), to druga okazała się sporym sukcesem i zawierała świetne piosenki tak jak „Dzień dobry kocham Cię”, „Moralne salto”, własne wersję piosenek „Co się stało z Magdą K.” i „Czarny chleb i czarna kawa” oraz, moim zdaniem najlepszą, „Piłę tango”. Następnie zespół nagrał dwie płyty z coverami oraz następną autorską pozycję „Dodekafonię”. Katowicki koncert zapowiadał ich szósty album, wydany kilka dni temu „!TO”. Na repertuar koncertu złożyły się ich największe przeboje, z „Piłą tango”, „Żyję w kraju” (któremu udało się dotrzeć do pierwszego miejsca Trójkowej Listy Przebojów), „Twoje oczy lubią mnie” i „Dzień dobry Kocham Cię na czele”. Doskonale wypadła także ich wersja piosenki Jacka Kaczmarskiego „A my nie chcemy uciekać stąd” oraz nowy singiel "I can`t get no gratisfaction". Rewelacyjny kontakt Grabaża z publicznością, bardzo dobrze dobrany repertuar, świetna forma muzyków sprawiły, że ten koncert będę miło wspominał.

Hey (7.5/10)


Stało się tradycją, że Hey po wydaniu kolejnej płyty melduje się w Mega Clubie. Tak stało się i tym razem, szczecinianie zawitali do Katowic ze swoją nowa płytą „Do rycerzy, do szlachty, doo mieszczan”. Repertuar koncertu zawierał głównie utwory z „pobanachowego” okresu grupy – była więc „Cisza, ja i czas”, „A ty?”, „Faza delta”, „Missy seepy”, „Muka!”” i „Sic”, ze starszych zagrali oczywiście „Teksańskiego”, „Schisophrenic family”, „Fate” i „Zazdrość” oraz rzadziej graną „Moją i Twoją nadzieję”. Z najnowszej płyty najbardziej spodobały mi się piosenki „Do chorągwi”, „Podobno”, pierwszy singiel z płyty czyli utwór tytułowy oraz najnowszy utwór promujący album czyli „Co tam?”. W dwóch utworach z nowego albumu Kasia zaskoczyła grą na bębnie. Poza tym, to co zwykle – małomówna Kasia, zespół w świetnej formie i żywo reagująca publiczność. Niektóre rzeczy się nie zmieniają. I dobrze.

GRUDZIEŃ

Brodka(8.5/10)


Od wydanie „Grandy” Brodka jest na fali wznoszącej. Wydana niedawno epka „LAX” tylko dobrą passę wokalistki podtrzymuje – „Varsovie” stało się przebojem lata, a „Dancing Shoes” w remiksie zespołu Kamp! ze znakomitym teledyskiem mogę spokojnie zaliczyć do najlepszych piosenek ubiegłego roku. Tym razem Monika zaprosiła na trasę zespół Paula i Karol. Szczerze mówiąc niezbyt dokładnie śledziłem ich występ czekając na Gwiazdę Wieczoru. Brodka zagrała podobny repertuar jakim uraczyła fanów półtora roku wcześniej, o którym możecie przeczytać tutaj. Oczywiście na tym koncercie wykonała dodatkowo „Varsovie” oraz „Dancing Shoes” w obu wersjach. Zabrakło „Dziewczyny mojego chłopaka” w nowej aranżacji oraz coveru Tanity Tikaram „Twist In my sobriety”, które znalazły się na poprzednim koncercie w Mega Clubie. Najlepsze jednak zostawiono na koncert – wykonania coveru Eurythmics „Sweet Dreams (are made of this)” oraz AC/DC „Highway to hell” gdzie za mikrofonem stanął Krzysiek Zalewski, a na scenę wyszedł cały skład osobowy tego wydarzenia czyli również Paula i Karol wzbudziły wielkim entuzjazm wśród publiczności, która dopisała, gdyż wykupiła wszystkie dostępne bilety na to wydarzenie. Pozostaje nam tylko czekać na następną płytę Moniki i jej kolejne koncerty.

Coma (6.5/10)


Nigdy nie byłem jakimś wielkim fanem Comy, jednakże szanuję ten zespół. Kiedy usłyszałem więc od kolegi, że Coma rusza w jubileuszową trasę, świętującą 15-lecie powstania bandu postanowiłem się pojawić na katowickim koncercie. Koncercie nietypowym, gdyż na scenie znalazło się wielkie koło, które decydowało, które piosenki usłyszymy. Były największe hity – „Leszek Żukowski”, „Na pół”, „Czas globalnej niepogody” i „Daleka droga do domu” czy „System” . Były i utwory które hitami, chociażby ze względu na swoją długość, być nie mogły, ale są bardzo cenione przez fanów jak „Zaprzepaszczone siły wielkiej armii świętych znaków”, ich tytułowy utwór z drugiego albumu. Znalazło się także miejsce na cover zespołu Raz Dwa Trzy „Nikt nikogo (i tak warto żyć”). Wszystko wykonane na poziomie, z dużą energią i bardzo dobrze śpiewającym Piotrem Roguckim.

Grzegorz Turnau i Jacek Królik (8/10)
Grzegorz Turnau poza recitalami ze swoim pełnym składem koncertowym oraz występami z Andrzejem Sikorowskim zatytułowanych „Pasjans na Dwóch” od czasu występuje ze swoim gitarzysta Jackiem Królikiem na koncertach zatytułowanych „Wieczór Sowich Piosenek”. Ze względu na mały skład wieczory te są bardziej intymne i kameralne od tych, w których Grzegorzowi towarzyszy cały zespół. Na repertuar chorzowskiego koncertu poza swoimi największymi hitami takimi jak „Na plażach Zanzibaru” (w którym przekonująco naśladował Sebastiana Karpiela-Bułeckę), „Naprawdę nie dzieje się nic” czy „Uno momento mortis” znalazło się miejsce na wiele coverów: Billy`ego Joel`a („She`s always a woman”), Marka Grechuty („Motorek”, „Historia jednej podróży”) czy Kabaretu Starszych Panów („Moja dziewuszka nie ma serduszka”). Świetna forma muzyczna obu panów, dobór repertuaru i wspomniany już specyficzny nastrój koncertu sprawiły, że mogę polecić „Wieczory Swoich Piosenek” wszystkim miłośnikom poezji śpiewanej i Grzegorza Turnaua.

Ścianka (8.5/10)
Kiedy nic nie zapowiadał się, że zobaczę Ściankę w najbliższej okolicy (koncert, który miał się odbyć w Katowicach w grudniu został przełożona na luty, a ostatecznie ma się odbyć dopiero w maju) postanowiłem się wybrać do Krakowa. Zespołu na żywo nie widziałem od 4,5 roku tak więc bardzo czekałem na możliwość zobaczenia ich na żywo i usłyszenia utworów w zapowiadanego od dawna dwupłytowego wydawnictwa „Come November”, którego premiera jest ciągle przekładana. W „Magazynie Kultury” panowie dali znakomity koncert, złożony wyłącznie z premierowych koncertów, z wyjątkiem znanego z albumu z remiksami utworu „Shifting the day for tommorow” zagranego na bis. Pozostaje nam tylko czekać na nowy album, który przecież kiedyś musi się ukazać.

Myslovitz (8/10)


Ubiegły rok był dla Myslovitz bardzo trudny. Odejście Artura Rojka z zespołu stawiało pytanie jak panowie poradzą sobie bez tak charakterystycznego, obdarzonego specyficznym głosem frontmana. Szczerze mówiąc niezbyt podobała mi się (i chyba wielu fanom też) wizja zespołu bez Rojka, jednakże trudno to stwierdzić nie widząc jak nowy wokalista Michał Kowalonek radzi sobie na koncertach. A na katowickim koncercie poradził sobie bardzo dobrze. Widać było radość z grania oraz pozytywny odbiór publiczności, który sprawił, że panowie dali prawie trzygodzinny koncert, na który złożyło się aż 30 piosenek ze wszystkich płyt zespołu. Najwięcej piosenek pochodziło z bestsellerowego albumu „Miłość w czasach popkultury” (m.in. „Długość dźwięku samotności”, „Chłopcy”, „Nienawiść”, „Alexander”), ale zagrali także „Nocnym pociągiem aż do końca świata”, „Good day my angel”, „Scenariusz dla moich sąsiadów”, „Życie to surfing”, zmienioną „Peggy Brown”, „Blog Filatelistów Polskich” oraz wiele innych mniej i bardziej znanych utworów. Znalazło się także miejsce na nowy przebój zespołu, pierwszy nagrany z Kowalonkiem czyli „Trzy sny o tym samym”, do którego nakręcono ciekawy teledysk dziejący się w zimowej atmosferze. Koncert w Mega Clubie utwierdził mnie w przekonaniu, że Myslovitz 2.0 ma sens i warto czekać na ich nowy album, który premierę ma mieć jeszcze przed wakacjami.

piątek, 1 lipca 2011

Podsumowanie półdekad Świat - PL
Część czwarta, Lata dziewięćdziesiąte

[camel]


1990-1994


Świat:

Złoto: Bjork – "Debut" (1993)

najlepszy utwór: Human Behaviour



Debiutancki – jak wskazuje sam tytuł płyty – album islandzkiej wokalistki. Jedno z lepszych jej wydawnictw, pierwsza część tryptyku Debut-Post-Homogenic, który ugruntował pozycję Artystki na rynku muzyki niezależnej. Niezwykły głos, oryginalna muzyka (którą można włożyć do szufladki trip-hop/electro), często niepokojące teksty i niezwykła charyzma. Kilka piosenek z tego krążka zyskało szerszą popularność i stało się przebojami: Human Behaviour, Venus as a Boy, Big Time Sensuality, Violently Happy oraz będący na poszerzonym wydaniu albumu Play Dead. Warto wspomnieć również o niezwykłych teledyskach, którymi raczy nas pani Guðmundsdóttir.

Srebro: Metallica – "Black Album" (1991)
najlepszy utwór: Enter Sandman
Brąz: Nirvana – "Nevermind" (1991)
najlepszy utwór: Come As You Are

Polska:

Złoto: Hey – "Ho!" (1994)
najlepszy utwór: Misie



Drugi album Szczecinian, po wielkim sukcesie o rok starszego „Fire” na którym znalazły się tak wielkie przeboje jak Moja i Twoja Nadzieja, Teksański, Zazdrość, Zobaczysz, Fate i Dreams. Kasia Nosowska dalej częstuje swoich słuchaczy neurotycznymi tekstami, z których najbardziej wyróżniają się utwór tytułowy, Ja Sowa, Misie, Chyba i Cudownie. Muzycznie to wciąż ostre, rockowe granie w stylistyce grunge`owej, choć zdarzają się i elementy reggae (Niekoniecznie o mężczyźnie). Warto wspomnieć, że w 1994 roku Hey zagrał wyprzedany koncert w hali katowickiego „Spodka”, który znalazł się na wydanej jeszcze tego samego roku albumie „Live!”. Rok później zespół wydał kolejny krążek zatytułowany „?”, który charakteryzował się łagodniejszym brzmieniem i był zapowiedzią późniejszego, zmierzającego czasami w kierunku muzyki alternatywnej, wizerunku zespołu.

Srebro: Edyta Bartosiewicz – "Sen" (1994)
najlepszy utwór: Koziorożec
Brąz: Homo Twist – "Cały ten seks" (1994)
najlepszy utwór: Miasto Kraków


1995-2000


Świat:

Złoto: Blur – "13" (1999)

najlepszy utwór: Caramel



Najlepszy, najbardziej „zeschizowany” album Damona Albarna i jego kolegów. Ostateczne zerwanie z wizerunkiem grzecznych chłopców grających łatwoprzyswajalny brit-pop. Rewelacyjna produkcja Williama Orbita (który rok wcześniej pomógł Madonnie nagrać najlepszą płytę w jej karierze), niestandardowe piosenki i potwierdzenie nietuzinkowego talentu brytyjskich muzyków. Mamy tu i quasi-gospelową pieśń (Tender), nieobliczany jazgot (Bugman), radio-friendly piosenki (Coffee & TV), kosmiczne odjazdy (Battle) czy urzekające ballady (Caramel, No Distance Left To Run). Wszystko to składa się na album niezwykły i zostający w pamięci. Taki, który nigdy się nie znudzi.

Srebro: Placebo – "Without You I`m Nothing" (1998)
najlepszy utwór: Evil Dildo
Brąz: Madonna – "Ray of light" (1998)
najlepszy utwór: Drowned World/ Substitute For Love



Polska:

Złoto: Myslovitz – "Miłość w Czasach Popkultury" (1999)

najlepszy utwór: Nienawiść



Czwarty krążek w dyskografii mysłowickiego kwintetu i pierwszy wielki sukces komercyjny (ponad 150 tysięcy sprzedanych egzemplarzy). Wielki, pokoleniowy hit Długość Dźwięku Samotności oraz trzy pozostałe single (Chłopcy, Dla Ciebie i My) które również biły rekordy popularności. Idealne połączenie przebojowości i wartości artystycznych. Praktycznie cały materiał z tego albumu jest do dziś grany na koncertach: Nienawiść, Alexander, Gdzieś, Kraków czy Peggy Sue Nie Wyszła Za Mąż to utwory na które fani czekają na każdym występie grupy. Najjaśniejszy dowód niezwykłych umiejętności songwriterskich mysłowiczan i początek ich masowej popularności, która trwa do dzisiaj.

Srebro: Ścianka – "Statek Kosmiczny Ścianka" (1998)
najlepszy utwór: Sopot
Brąz: Hey - "?" (1995)
najlepszy utwór: Wczesna Jesień

sobota, 7 maja 2011

3-majówka, Wrocław, 2-3 maja 2011



[camel]
ocena: 7.5/10


3-majówka na stale zakorzeniła się w wiosennej ofercie koncertowej stolicy Dolnego Śląska. Tegoroczna, piąta edycja zapowiadała się wyjątkowo atrakcyjnie pod względem wykonawców: autorka najlepszej popowej płyty zeszłego roku Brodka, będący na chwilę przed wydaniem nowej płyty Myslovitz, zawsze ciekawi w wydaniu koncertowym Strachy na Lachy, Kazik w swoim hardrockowym wcieleniu - a to tylko gwiazdy pierwszego dnia. Na dzień drugi imprezy zaanonsowano łączących na koncertach rap, rock, jazz i funky Fisza i Emade z Tworzywem Sztucznym, legendarną ekipę ze Śląska czyli Dżem oraz niemniej legendarnych Szczecinian z Heya. Szkoda, że odbiór koncertów utrudnił śnieg, który padał 3 maja od rana w całym Wrocławiu (ale przynajmniej poczułem na własnej skórze o czym śpiewała Kora w 'Wyjątkowo zimnym maju';)).

DZIEŃ PIERWSZY: 2 maja 2011

Na STARGUARDMUFFIN czyli zespół Kamila Bednarka niestety nie udało mi się dotrzeć, ale myślę, że jeszcze będzie okazja żeby go zobaczyć live.

BRODKA [8.5/10]



Koncert Brodki widziałem kilkanaście dni wcześniej, tak więc po przybyciu na Wyspę Słodową najpierw spotkałem się ze znajomymi oraz poszedłem coś zjeść. Z tego co widziałem to mogę z całym przekonaniem potwierdzić, że Brodka jest świetną artystką, porwała publiczność do tańca, a w finałowej Grandzie znów dała się ponieść na rękach publiczności - choć nieco dłużej niż to miało miejsce w Katowicach. Repertuar chyba identyczny z jej koncertem na którym byłem w Mega Clubie.

HAPPYSAD [7/10]

Podobnie jak w przypadku Brodki, koncert widziałem głównie z Wyspy Piaskowej. Repertuar różnorodny: było Zanim pójdę, Od kiedy ropą, Taką wodą być, Milowy las ale też nowe utwory w rodzaju Made in China. Pod koniec zrobiło się trochę psychodelicznie z tego co słyszałem.

STRACHY NA LACHY [7.5/10]



Ekipa Grabaża zawsze sprawdza się na koncertach tego typu, tak było i tym razem. Świetna setlista: zarówno utwory z początków działalności takie jak Jedna taka szansa na sto, Raissa, Wariat jak i te nowsze Ostatki - nie widzisz stawki, Żyję w kraju, Twoje oczy lubią mnie. I najważniejsze - była Piła Tango na koniec więc koncert mogę zaliczyć do udanych.

MYSLOVITZ [8/10]



Byłem pełen obaw jeśli chodzi o ten koncert. Nie widziałem ich na żywo od blisko dwóch lat, a i nowy singiel nie zapowiadał, że nowa płyta, która ma się ukazać 31 maja będzie udana. Na szczęście kwintet z Mysłowic postawił na przeboje - dzięki temu koncert zyskał na dynamice (nowa płyta niestety zapowiada się balladowo) i usłyszeliśmy najlepsze utwory z ich pięciu płyt (pominięto debiutancki krążek) z Jamesem..., Nienawiścią, Za zamkniętymi oczami, Nocnym pociągiem aż do końca świata i Blue velvet na czele. Długość dźwięku samotności została oczywiście odśpiewana przez publiczność i Peggy Brown, również oczywiście, się pojawiła. Naprawdę dobry, rockowy występ - oby tak wyglądały również te promujące "Nieważne jak wysoko jesteśmy".

KNŻ [8/10]

Z uwagi na zmęczenie widziałem tylko początkowe 6-7 utworów. I żałuję bo Kazik w wersji hardrockowej naprawdę brzmiał dobrze. Z tego co zagrali największe wrażenia zrobiły na mnie California Uber Alles, Ballada o Janku Wiśniewskim i Wszyscy artyści to prostytutki. A, i dobrą robotę wykonali oświetleniowcy.

DZIEŃ DRUGI: 3 maja 2011

Śnieg w maju, no naprawdę ciekawie. Załamanie pogody zaskoczyło trzeciego dnia miesiąca maja nie tylko drogowców, ale także uczestników wrocławskiej 3-majówki. Z tego też powodu myślałem, że koncerty mogą się nie odbyć, albo zacząć z dużym opóźnieniem. Na szczęście tak się nie stało...

FISZ EMADE [8.5/10]



Z tego co widzę po setlistach umieszczonych w sieci zdążyłem na nieco ponad połowę koncertu. Koncertu naprawdę świetnego, również zważywszy na warunki w jakich grali. Fisz w dobrej formie, Sobolewski na gitarze, oraz Emade na perkusji - jak zwykle klasa sama w sobie. Kilka utworów z "Heavi Metalu" (tytułowy, Szef Kuchni oraz repryza 666 w czasie którego Fisz przedstawiał band), "Piątku 13" (Bla bla bla nr 2, Imitacje, Jesteście Gotowi) oraz klasyki w rodzaju Muzyki Wszech Świata, 30 cm i Dynamitu. Czekam na nową płytę...

Tu następuje pięciogodzinna przerwa, gdyż nie uśmiechało mi się zostawać na Wyspie Słodowej do późnego wieczora przy temperaturze bliskiej zera oraz coraz intensywniej padającym śniegiem. W związku z tym ominęły mnie koncerty Dezertera, Piersi i Dżemu. Na szczęście koło godziny 20, gdy ponownie zjawiłem się na Wyspie Słodowej, temperatura wzrosła i nawet na chwilę dane nam było zobaczyć słońce(!).

HEY [8/10]



Hey jak zwykle zagrał bardzo dobrze. Cieszył sensownie dobrany repertuar: starocie w rodzaju Eksperymentu, Teksańskiego, That`s a lie, Dosyć poważnie świetnie uzupełniały się z nowszymi utworami w rodzaju A Ty?, Muka, Faza Delta, Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy! czy Luli lali. Układ taneczny zaprezentowany przez zespół przed "Zazdrością" wzbudził entuzjazm publiczności, tak samo jak Moja i Twoja Nadzieja wykonana na koniec części zasadniczej i List ostatecznie wieńczący koncert Kasi Nosowskiej z kolegami.

Koncertu Comy nie widziałem (znowu) wychodząc z założenia, że będzie kiedyś okazja zobaczyć ekipę Piotra Roguckiego na jakimś plenerowym koncercie, a może nawet klubowym.

PODSUMOWANIE
Świetna impreza, dobra organizacja, żywiołowa publiczność. Dobrze, że oddzielono część koncertową (Wyspa Słodowa) od części 'konsumpcyjnej' (Wyspa Piaskowa) - ciekawostką jest fakt, że płacić można było tylko w żetonach. Dużym udogodnieniem była możliwość wnoszenia aparatów fotograficznych. Do zobaczenia za rok, bo każda okazja jest dobra by znowu trochę poprzebywać we Wrocławiu.

piątek, 13 sierpnia 2010

Off Festival, 6-8 sierpnia 2010, Katowice. Część druga



[camel]



7 sierpnia - Dzień drugi


Drugi dzień katowickiego Offa zacząłem jak zwykle o godzinie 15 koncertem na Scenie Trójka Offensywa . Tym razem koncertem Nathalie And The Loners. Za perkusją tego projektu zasiadł Maciej Cieślak (z blogu substanceonly.net dowiedziałem się, że Cieślak wspomógł na Scenie Leśnej pół godziny wcześniej zespół Manescape). Sam występ ciekawy, piosenki fajne, choć szkoda, że w większości zaśpiewane po angielsku – z wyjątkiem utworu Nerwowy potwór. Dobry finał, w którym za perkusją poszaleć mógł M.C.. A urocza Natalia Fiedorczuk wyrasta na czołową wokalistę sceny alternatywnej.

Poznański Plum fajnie zagrał, w dużej mierze instrumentalnie, z tego co pamiętam.

Po 16 na Scenie Głównej po raz trzeci na Offie zagrały Pustki. Otrzymaliśmy zestaw ich przebojów z Wesoły Jestem, Parzydełkiem, Koniec Kryzysu, Kalamburami na czele i Słabością Chwilową zagraną chyba na sam koniec. Był też jakiś premierowy utwór. Duża energia, a po wokalistce wcale nie było słychać chorego gardła.

Mitch & Mitch With Their Incredible Band widziałem od połowy. Zespół rozrośnięty do wymiarów nontetu (czyli aż dziewięciu osób) z tego co usłyszałem promował głównie swą najnowszą instrumentalną płytę XXII Century Sound Pioneers, choć znalazło się też miejsce bodaj dla jakichś piosenek z 12 Catchy Tunes (We Wish We Had Composed). Ten kto był na ich koncercie, ten wie, że może się spodziewać niespodziewanego. Nad wszystkim górowała konferansjerka i interakcje z publicznością Macia Morettiego, który jak zwykle wprowadził dużo humoru do występu tego oryginalnego zespołu.

Następnie po raz drugi na Offie, a po raz pierwszy na Scenie Głównej zaprezentowały się Muchy. Z lekką obsuwą spowodowaną awarią silnika ich pojazdu oraz przemową m.in. Prezydenta Miasta Katowic Piotra Uszoka, przepytywanego przez Piotra Stelmacha. Muchy, poszerzone o dodatkowego perkusistę w składzie zagrały miks utworów ze swoich obydwu płyt czyli Terroromansu i Notorycznych Debiutantów. Osobiście wolę ich debiutancki krążek więc utwory z tej płyty podobały mi się najbardziej – szczególnie nieśmiertelny Najważniejszy dzień, Zapach wrzątku i Miasto doznań, zagrane na sam koniec. Dobrze wypadły też reprezentanci Notorycznych – utwór tytułowy, trochę wolniejsze w stosunku do oryginalnej wersji Przesilenie i W zasięgu ramion. Zabrakło mi Brudnego śniegu oraz Kołobrzegu-Świnoujście ale w końcu koncert poznaniaków trwał zaledwie trzy kwadranse.

Archie Bronson Outfit na tej scenie zafundował słuchaczom dużą dawkę energii oraz intrygował przedziwnymi sukniami w które byli ubrani członkowie zespołu.

Tunng
było dla mnie zaskoczeniem drugiego dnia. Świetne piosenki rozpisane na dwie gitary akustyczne (choć jeden z panów przez moment zagrał owacyjnie przyjętą solówkę na elektrycznej) oraz stojącą pomiędzy nimi wokalistkę, grającą czasami na tamburynie.

Hey, główna polska gwiazda drugiego dnia zaprezentowała, podobnie jak podczas jesienno-zimowej trasy w albumowej kolejności, całe swoje poprzednie wydawnictwo Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!, z najlepszymi momentami w postaci długiego finału Vanitas, następujących po nim, już z wokalistką na scenie Umieraj Stąd i Fazą Delta, utworem tytułowym oraz Boję się o nas i Kto tam, kto jest w środku?. Po odegraniu ostatniego krążka, niejako na deser usłyszeliśmy Missy seepy, szybszą wersję Heledore babe, Cudzoziemkę w raju kobiet i cover PJ Harvey Angelene. Osobiście wolałbym zwyczajny, pomieszany koncert, choć ten i tak będę wspominał miło.

Po zespole Kasi Nosowskiej na nieodległej Scenie Eksperymentalnej zainstalował się Lachowicz ze swoim, poszerzonym o ex-basistę Ścianki Andrzeju Koczanie oraz producentem ostatnich płyt Jacka Andrzejem Izdebskim, zespole. Repertuar koncertu opierał się w główej mierze na jego ostatniej płycie Pigs, Joys & Organs choć znalazło się też miejsce na jeden z najlepszych utworów z Za Morzami czyli Z niczego. Pewnym novum było to, że Jacek grał głównie na gitarze, a za klawiszami często zastępował go Koczan. Podobno spóźnili się dwadzieścia minut więc udało mi się zobaczyć ich cały, całkiem udany występ.

Pod koniec mojego pobytu na drugim dniu festiwalu widziałem fragment koncertu Dinosaur Jr., któremu, jak w czasie zapowiedzi oznajmił Piotr Metz, linia lotnicza zgubiła sprzęt i w związku z tym musieli zagrać na pożyczonym. Jednak z tego co usłyszałem nie wpłynęło to na jakość koncertu.









Na pierwszych trzech zdjęciach Muchy, na czwartym Nathalie & The Loners, a na piątym Hey.

piątek, 18 grudnia 2009

Nie boję się o nich... czyli Hey w katowickim Mega Clubie, 17 grudnia 2009



[camel]
ocena: 8.5/10


Hey w Mega Clubie equals świetny koncert i duża doza emocji ujawniająca się wśród publiczności tych wydarzeń w różnoraki sposób, których tu nie będę opisywał. Zdaje sobie sprawę też, że dla osób w wieku młodszym niż ten, w którym ja jestem obecnie emocje mogły być jeszcze większe.

Ten koncert różnił się od innych w tym miejscu (i nie tylko w tym, grają tak podczas całej trasy), że Kasia z kolegami z zespołu przedstawiła na początku cały ostatni album. Od Vanitas po Nie Więcej, kawałek po kawałku. Z tej części wyróżniały się rozbudowany Vanitas, oraz dwie pozostałe kompozycje z mojego ulubionego tryptyku na MURPie czyli Umieraj Stąd plus Faza Delta - na żywo jeszcze lepsze niż na płycie, utwór tytułowy z przepięknie wykrzyczanym przez Katarzynę refrenem, Boję się o nas (następny singiel jednak? Chciałbym) oraz ultraprzebojowe dla mnie Kto tam? Kto jest w środku? - ułyszeliśmy tę piosenkę jeszcze po koncercie w ciekawym mixie, które - wnosząc po chóralnym spiewaniu zmierzającej ku szatni publiki - spodobały się.

Nie to jest najważniejsze jednak - w drugiej części koncertu usłyszeliśmy m.in. Cudzoziemkę w raju kobiet, Mukę, Heledore Babe i WCZESNĄ JESIEŃ, W imieniu dam, Antibę, oraz Że... Ukłon w stronę wiernych słuchaczy Heya, za którego się uważam i za te piosenki zespołowi dziękuje najmocniej. Ostatnim utworem podczas trzypiosenkowego bisu, znowu przypomnienie z "?" - Je-Ło. Coż, cytując słowa tego tracka 'to zawsze działa'. Wpomagający na klawiszach Krzysztof Zalewski sprawdził się dobrze. To co Kasiu, Pawle, Marcinie, Robercie, Jacku i Krzyśku - kiedy ponownie odwiedzicie katowickie Mega? Mam nadzieję, że już za rok.

ps. Hatifnatsy na supporcie. OK, było Walking in the dark więc szacun. Choć ten wokal... (wiem, podstawowy zarzut dotyczący warszawiaków, ale co zrobić skoro nie mogę się do niego przyzwyczaić).

czwartek, 5 listopada 2009

Hey - Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy! (2009)



[camel]
ocena: 7/10


Cztery lata kazali nam czekać na nowy album. Przez ten czas wydali świetnie przyjęty, bogaty aranżacyjnie MTV Unplugged, a Kasia Nosowska uraczyła nas aż dwoma albumami: wydanym po siedmiu latach przerwy nowoczesnym UniSexBlues oraz retro-jazzowym projektem Osiecka, na którym zamieściła niezwykle udane interpretacje piosenek Naszej Narodowej Poetki. To, że Hey umie grać inaczej udowodniła kiepska płyta Music. Music, z której prawie nic nie grają na koncertach. Zapowiedź, że nowy album będzie znacząco różnił się od Echosystemu nie napawała mnie więc optymizmem. Na szczęście nie jest tak źle, a nową płytę – najbardziej elektroniczną w dorobku – spokojnie można zaliczyć do udanych. Choć na pewno nie do najlepszej płyty w ich dyskografii (tutaj prym wiodą dla mnie ? i [Sic!]), czy do płyty dekady, bo i takie głosy się pojawiły.

Już pierwszy utwór Vanitas zwiastuje zmiany. Zaczyna się jakimś niskim, basowym dźwiękiem pomieszanym z zacinającym się odgłosem płyty winylowej, by powoli narastać, aż do elektronicznego finału. Tekstowo Nosowska kreśli wizje życia pozagrobowego, nadużywając zdrobnień („kamieniczki i uliczki z latarenką nie zabierzesz tam i stoliczka, talerzyka z kurzą nóżką nie zabierzesz tam”). Następne dwa utwory to mocni kandydaci na kolejne single. Umieraj stąd z wyraźnie zaznaczoną perkusją oraz Faza Delta z ciekawym tanecznym rytmem i fajnym motywem gitarowym noszą duże znamiona przebojowości. Ten ostatni częstuje nas na dodatek udanym, leniwym finałem. Nie rozumiem natomiast obecności piosenki Piersi ćwierć, gdyby nie końcowa część z orientalizującą wokalizą Kasi byłby zupełnie zbędny. Na szczęście to tylko chwilowa niedyspozycja zespołu, bo Chiński urzędnik państwowy zwracający uwagę partią klawiszy (które brzmią jakoś myslovitzko) jest już lepszy. Tytułowy utwór „Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!”, najbardziej rockowy na albumie, to pierwszy moment na płycie gdzie Kasia śpiewa tak wysoko. Pojawiły się gdzieniegdzie porównania do Ramony Rey. Potężny, wykrzyczany refren to dla mnie jeden z najmocniejszych momentów albumu. Klawiszowe solo pod koniec stanowi dobre urozmaicenie. Stygnę zaskakuje folkującą gitarą (która przypomina mi tą z piosenki Musisz wierzyć Ani Dąbrowskiej) i znowu udanym finałem, z wyraźnie brzmiącym basem. Boję się o nas to kolejny highlight. Tło stanowią tu handclapy i dźwięk kasy fiskalnej wśród których Kasia wyśpiewuje strach przed wygaśnięciem uczucia. Kolejny kandydat na singla. Zapowiadająca MURP piosenka Kto tam? Kto jest w środku?, która zwiastowała nowe brzmienie Heya również należy zaliczyć do plusów. Wielu z nas pewnie się zdziwiło gdy na wysokości 2:23 pojawił się motyw elektro. Na sam koniec zostawiono Nie więcej, jedyną klasyczną balladę w zestawie i tu novum – Kasia śpiewa z towarzyszeniem samego fortepianu.

Wadą płyty jest na pewno czas jej trwania – nieco ponad czterdzieści minut pozostawia niedosyt. Jeśli chodzi o teksty, to niektóre z nich przypominają mi poezję nowoczesną (Faza Delta, Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!), Nosowska też przemyca w nich kilka neologizmów (nanozgon, dźwigozaury, judasze oczu). Ogólnie płyta jest dobra, choć tak jak wspominałem nie dostrzegam w niej żadnej wybitności. Po prostu Hey nie schodzi poniżej pewnego poziomu. 14 listopada, koncertem w zabrzańskim CK Wiatrak zaczyna się trasa koncertowa promująca album, na którym zespół zamierza zagrać wszystkie utwory z MURP, więc na pewno warto się na niej pojawić.

Na koniec chciałbym zwrócić uwagę na dwie kwestie.
Pierwszą z nich jest oprawa graficzna. Hey i solowa Nosowska od kilku lat dbają o oprawę graficzną swoich wydawnictw. Na Music. Music motywem przewodnim był domek z plasteliny, Echosystem w limitowanej edycji zaskoczył wycinanymi postaciami członków zespołu. Albumy MTV Unplugged i Osiecka cechowały się wyjątkowym atyzmem i starannością wykonania, a UniSexBlues gaficznie opierał się na zdjęciach wokalistki zrobionych w budce w podziemiach. Tym razem otrzymujemy białą okładkę z tłoczonymi napisami Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy! oraz wyciętym tytułem albumu w alfabecie Morsa pod którym znajdziemy dziesięć karteczek w różnych pastelowych kolorach z jednej strony oraz pojedynczymi tekstami z drugiej.
Drugą kwestią jest film dołączony do specjalnego wydania, w ciekawy sposób pokazujący trudy i radości nagrywania albumu w westernowym miasteczku w Sarnowej Górze (instrumenty) oraz studiu Fonoplastykon we Wrocławiu (głos). Poza muzykami możemy tutaj również zobaczyć potomstwo członków Heya oraz Tomasza Knapika (zapowiadającego film) i Krystynę Loskę (która film kończy). Fajnie zrealizowany obraz, dobrze uzupełniający odbiór najnowszego działa grupy.

środa, 8 lipca 2009

wROCK For Freedom - multimedia 2




wROCK For Freedom

upload 4:

Bis (video) koncertu Heya sprzed miesiąca na Wyspie Słodowej we Wrocławiu do pobrania TUTAJ

upload 5:

1 utwór koncertu Fisza Emade sprzed miesiąca na Wyspie Słodowej we Wrocławiu do pobrania TUTAJ