GRA MUZYKA

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Coma. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Coma. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 maja 2013

Wrocławska 3-majówka czyli Deszczowa Piosenka (2 maja 2013)



[camel]
ocena: 7.5/10

Tegoroczna 3-majówka we Wrocławiu odbywająca się bodajże po raz siódmy mimo ciekawych gwiazd (zwłaszcza pierwszego dnia) miała jedną najważniejszą wadę: deszcz. Przez pierwszy dzień (jedyny na którym byłem, choć drugiego dnia chyba było podobnie) padało niemal bez przerwy. Raz mocniej, raz słabiej, ale ciągle. Mimo przeciwdeszczowej peleryny, którą miałem na sobie i tak zazdrościłem tym, co mieli na nogach glany i martensy – ich nie dotyczył problem mokrych butów i skarpetek. Ale dość narzekania, dwa lata temu przecież spadł śnieg, bywały już 3-majówki odbywające się w upale, widać taka specyfika tej imprezy odbywającej się przecież w jednym z „najcieplejszych” polskich miast. Tak jak pisałem w tym roku zdecydowałem się na pierwszy dzień 3-majówki, stwierdzając, że drugiego dnia interesował by mnie praktycznie tylko koncert Marii Peszek. Perspektywa kilku godzin moknięcia też jakoś mnie nie zachwycała. Ale miało już nie być o deszczu ;) Przejdźmy zatem do omówienia tych kilku koncertów, które mi się udało zobaczyć.

COMA [7/10]



Po moim przybyciu na Wyspę Słodową Coma już grała – musieli więc zacząć przed planowanym początkiem o 16:15. Całego koncertu nie widziałem, bo początkowo udałem się na sąsiednią Wyspę Piaskową by uzupełnić zapas płynów. Setlista raczej podobna do katowickiego występu – były więc Na pół, System, Święta, Wojna, Transfuzja czy Spadam. Była także, zagrana na bis, piosenka Los Cebula i Krokodyle Łzy, która w emitowanym podczas majówki Polskich Topie Wszech Czasów w radiowej Trójce była najwyżej notowaną nowością (miejsce 27-te). Koncert udany, Coma zagrała moim zdaniem wyjątkowo hardrockowo, co na pewno pozwoliło rozruszać publiczność i zapomnieć o tym, co cały czas leciało z nieba.

BRODKA [7/10]


Trzeci pod rząd koncert Brodki na 3-majówce, a drugi który miałem okazję tam zobaczyć niestety uznaje za najsłabszy jej koncert na której byłem. Nie znaczy to, że było źle – było całkiem dobrze jak na plenerową imprezę. Tylko wydaje mi się, że Monikę z zespołem stać na lepsze koncerty, rozumiem jednak, że pełnie swoich możliwości pokazują głównie na koncertach klubowych. Setlista? Obszerne fragmenty "Grandy" (nie było Sziszy, Hejnału i Bez Tytułu), trzy najważniejsze piosenki z epki "LAX" czyli Varsovie (entuzjastycznie przyjęta), Dancing Shoes w wersji normalnej i tanecznej (zagranej na bis) plus przearanżowana Dziewczyna mojego chłopaka i genialna, psychodeliczna wersja Niagara Falls (gdyby nie refren, mało kto zorientowałby się co to za utwór). Niestety jedna rzecz wpłynęła na mój odbiór koncertu – ogromne pogo robione przez publiczność koło mnie oraz tzw. „muzyczne ściany śmierci” podczas Sauté i Syberii, czyli piosenek w zdecydowanie wolniejszych tempach niż przykładowo taka Granda czy W pięciu smakach. Jednakże samej Artystce się to podobało, o czym zakomunikowała ze sceny wykonując stosowny gest. Mimo wszystko było fajnie, choć już czekam na kolejne klubowe koncerty i przede wszystkim długogrającego następcę zjawiskowej Grandy.

STRACHY NA LACHY [8/10]


Ten kto choć raz był na ich koncercie wie, że ekipa Grabaża nie zawodzi, niezależnie od tego czy grają w klubie czy w plenerze. Zagrali większość swoich najlepszych piosenek między innymi Ostatki – nie widzisz stawki, I can`t get no gratisfaction, List do Che, Raissę, Twoje oczy lubią mnie (w bisie) niegrane już na koncertach Moralne Salto, covery Ballady o Tomku Bananie i pieśni Czarny chleb i czarna kawa oraz pod koniec podstawowego setu Żyję w kraju z refrenem odśpiewanym przez publikę. Na sam koniec była oczywiście Piła Tango. Grabaż jak zwykle miał świetny kontakt z widownią, towarzyszący mu zespół był w wyśmienitej formie muzycznej, setlista świetnie dobrana na tego typu plenerową imprezę.

KULT [8.5/10]


Największa gwiazda pierwszego dnia trochę kazała na siebie czekać (za co Kazik przeprosił na początku koncertu), ale w końcu o 21:40 pojawiła się na scenie. Mowa oczywiście o pewniaku tego typu imprez czyli Kulcie. Wymienianie całej, blisko 30-utworowej set listy, mija się za celem wypada tylko zaznaczyć, że były największe hity starsze (Baranek, Arahja, Do Ani, Lewe lewe loff, Wódka, Patrz, Niejeden) i nowsze (Gdy nie ma dzieci, Brooklińska Rada Zydów, Amnezja, Marysia i najnowszy przebój z niewydanej jeszcze płyty "Prosto" czyli Układ Zamknięty). Na bis standardowy zestaw z Polską, Po co wolność i Krwią Boga, która tradycyjnie była ostatnim utworem na koncercie. Wszystko zabrzmiało znakomicie, Kazik chodził w tę i z powrotem śpiewając kolejne piosenki, zespół grał jak należy – szczególne słowa uznania kieruję do sekcji dętej, której gra tego dnia wyjątkowo mi się podobała. I tak, pod dwóch godzinach grania, kilkanaście minut przed północą zakończył się pierwszy dzień 3-majówki na Wyspie Słodowej w stolicy Dolnego Śląska.

Podsumowanie – 3-majówka to impreza, która dorobiła się już należnej jej renomy i wiernej publiczności, która stawia się na miejscu niezależnie od warunków pogodowych. Gwiazdy nie zawodzą i lubią tu przyjeżdżać, wszyscy Artyści, których widziałem na Wyspie Słodowej grali tutaj już nie po raz pierwszy. Strefa gastronomiczna również w porządku, dobre piwo (Zamkowe), jedzenie w rozsądnych cenach. Oczywiście wszystko można kupić za żetony, co już powoli robi się tradycją na tego typu imprezach. I gdyby tylko nie to błoto, które najbardziej dawało się we znaki właśnie na Wyspie Piaskowej to by już w ogóle było super. Jednak nie ma co narzekać, do zobaczenia za rok lub dwa we Wrocławiu!

czwartek, 14 lutego 2013

Live 2012, część druga.

Dzisiaj druga część moich koncertowych wspomnień z 2012 roku. A z okazji dzisiejszego święta życzę dużo miłości!


PAŹDZIERNIK

Strachy na Lachy (7.5/10)


Na krótko przed zakończeniem działalności Pidżamy Porno, Grabaż założył nową formację – Strachy Na Lachy. O ile pierwsza ich płyta przeszła właściwie bez echa (choć zawierała m.in. hity „Mamy tylko siebie” oraz „Raissę”), to druga okazała się sporym sukcesem i zawierała świetne piosenki tak jak „Dzień dobry kocham Cię”, „Moralne salto”, własne wersję piosenek „Co się stało z Magdą K.” i „Czarny chleb i czarna kawa” oraz, moim zdaniem najlepszą, „Piłę tango”. Następnie zespół nagrał dwie płyty z coverami oraz następną autorską pozycję „Dodekafonię”. Katowicki koncert zapowiadał ich szósty album, wydany kilka dni temu „!TO”. Na repertuar koncertu złożyły się ich największe przeboje, z „Piłą tango”, „Żyję w kraju” (któremu udało się dotrzeć do pierwszego miejsca Trójkowej Listy Przebojów), „Twoje oczy lubią mnie” i „Dzień dobry Kocham Cię na czele”. Doskonale wypadła także ich wersja piosenki Jacka Kaczmarskiego „A my nie chcemy uciekać stąd” oraz nowy singiel "I can`t get no gratisfaction". Rewelacyjny kontakt Grabaża z publicznością, bardzo dobrze dobrany repertuar, świetna forma muzyków sprawiły, że ten koncert będę miło wspominał.

Hey (7.5/10)


Stało się tradycją, że Hey po wydaniu kolejnej płyty melduje się w Mega Clubie. Tak stało się i tym razem, szczecinianie zawitali do Katowic ze swoją nowa płytą „Do rycerzy, do szlachty, doo mieszczan”. Repertuar koncertu zawierał głównie utwory z „pobanachowego” okresu grupy – była więc „Cisza, ja i czas”, „A ty?”, „Faza delta”, „Missy seepy”, „Muka!”” i „Sic”, ze starszych zagrali oczywiście „Teksańskiego”, „Schisophrenic family”, „Fate” i „Zazdrość” oraz rzadziej graną „Moją i Twoją nadzieję”. Z najnowszej płyty najbardziej spodobały mi się piosenki „Do chorągwi”, „Podobno”, pierwszy singiel z płyty czyli utwór tytułowy oraz najnowszy utwór promujący album czyli „Co tam?”. W dwóch utworach z nowego albumu Kasia zaskoczyła grą na bębnie. Poza tym, to co zwykle – małomówna Kasia, zespół w świetnej formie i żywo reagująca publiczność. Niektóre rzeczy się nie zmieniają. I dobrze.

GRUDZIEŃ

Brodka(8.5/10)


Od wydanie „Grandy” Brodka jest na fali wznoszącej. Wydana niedawno epka „LAX” tylko dobrą passę wokalistki podtrzymuje – „Varsovie” stało się przebojem lata, a „Dancing Shoes” w remiksie zespołu Kamp! ze znakomitym teledyskiem mogę spokojnie zaliczyć do najlepszych piosenek ubiegłego roku. Tym razem Monika zaprosiła na trasę zespół Paula i Karol. Szczerze mówiąc niezbyt dokładnie śledziłem ich występ czekając na Gwiazdę Wieczoru. Brodka zagrała podobny repertuar jakim uraczyła fanów półtora roku wcześniej, o którym możecie przeczytać tutaj. Oczywiście na tym koncercie wykonała dodatkowo „Varsovie” oraz „Dancing Shoes” w obu wersjach. Zabrakło „Dziewczyny mojego chłopaka” w nowej aranżacji oraz coveru Tanity Tikaram „Twist In my sobriety”, które znalazły się na poprzednim koncercie w Mega Clubie. Najlepsze jednak zostawiono na koncert – wykonania coveru Eurythmics „Sweet Dreams (are made of this)” oraz AC/DC „Highway to hell” gdzie za mikrofonem stanął Krzysiek Zalewski, a na scenę wyszedł cały skład osobowy tego wydarzenia czyli również Paula i Karol wzbudziły wielkim entuzjazm wśród publiczności, która dopisała, gdyż wykupiła wszystkie dostępne bilety na to wydarzenie. Pozostaje nam tylko czekać na następną płytę Moniki i jej kolejne koncerty.

Coma (6.5/10)


Nigdy nie byłem jakimś wielkim fanem Comy, jednakże szanuję ten zespół. Kiedy usłyszałem więc od kolegi, że Coma rusza w jubileuszową trasę, świętującą 15-lecie powstania bandu postanowiłem się pojawić na katowickim koncercie. Koncercie nietypowym, gdyż na scenie znalazło się wielkie koło, które decydowało, które piosenki usłyszymy. Były największe hity – „Leszek Żukowski”, „Na pół”, „Czas globalnej niepogody” i „Daleka droga do domu” czy „System” . Były i utwory które hitami, chociażby ze względu na swoją długość, być nie mogły, ale są bardzo cenione przez fanów jak „Zaprzepaszczone siły wielkiej armii świętych znaków”, ich tytułowy utwór z drugiego albumu. Znalazło się także miejsce na cover zespołu Raz Dwa Trzy „Nikt nikogo (i tak warto żyć”). Wszystko wykonane na poziomie, z dużą energią i bardzo dobrze śpiewającym Piotrem Roguckim.

Grzegorz Turnau i Jacek Królik (8/10)
Grzegorz Turnau poza recitalami ze swoim pełnym składem koncertowym oraz występami z Andrzejem Sikorowskim zatytułowanych „Pasjans na Dwóch” od czasu występuje ze swoim gitarzysta Jackiem Królikiem na koncertach zatytułowanych „Wieczór Sowich Piosenek”. Ze względu na mały skład wieczory te są bardziej intymne i kameralne od tych, w których Grzegorzowi towarzyszy cały zespół. Na repertuar chorzowskiego koncertu poza swoimi największymi hitami takimi jak „Na plażach Zanzibaru” (w którym przekonująco naśladował Sebastiana Karpiela-Bułeckę), „Naprawdę nie dzieje się nic” czy „Uno momento mortis” znalazło się miejsce na wiele coverów: Billy`ego Joel`a („She`s always a woman”), Marka Grechuty („Motorek”, „Historia jednej podróży”) czy Kabaretu Starszych Panów („Moja dziewuszka nie ma serduszka”). Świetna forma muzyczna obu panów, dobór repertuaru i wspomniany już specyficzny nastrój koncertu sprawiły, że mogę polecić „Wieczory Swoich Piosenek” wszystkim miłośnikom poezji śpiewanej i Grzegorza Turnaua.

Ścianka (8.5/10)
Kiedy nic nie zapowiadał się, że zobaczę Ściankę w najbliższej okolicy (koncert, który miał się odbyć w Katowicach w grudniu został przełożona na luty, a ostatecznie ma się odbyć dopiero w maju) postanowiłem się wybrać do Krakowa. Zespołu na żywo nie widziałem od 4,5 roku tak więc bardzo czekałem na możliwość zobaczenia ich na żywo i usłyszenia utworów w zapowiadanego od dawna dwupłytowego wydawnictwa „Come November”, którego premiera jest ciągle przekładana. W „Magazynie Kultury” panowie dali znakomity koncert, złożony wyłącznie z premierowych koncertów, z wyjątkiem znanego z albumu z remiksami utworu „Shifting the day for tommorow” zagranego na bis. Pozostaje nam tylko czekać na nowy album, który przecież kiedyś musi się ukazać.

Myslovitz (8/10)


Ubiegły rok był dla Myslovitz bardzo trudny. Odejście Artura Rojka z zespołu stawiało pytanie jak panowie poradzą sobie bez tak charakterystycznego, obdarzonego specyficznym głosem frontmana. Szczerze mówiąc niezbyt podobała mi się (i chyba wielu fanom też) wizja zespołu bez Rojka, jednakże trudno to stwierdzić nie widząc jak nowy wokalista Michał Kowalonek radzi sobie na koncertach. A na katowickim koncercie poradził sobie bardzo dobrze. Widać było radość z grania oraz pozytywny odbiór publiczności, który sprawił, że panowie dali prawie trzygodzinny koncert, na który złożyło się aż 30 piosenek ze wszystkich płyt zespołu. Najwięcej piosenek pochodziło z bestsellerowego albumu „Miłość w czasach popkultury” (m.in. „Długość dźwięku samotności”, „Chłopcy”, „Nienawiść”, „Alexander”), ale zagrali także „Nocnym pociągiem aż do końca świata”, „Good day my angel”, „Scenariusz dla moich sąsiadów”, „Życie to surfing”, zmienioną „Peggy Brown”, „Blog Filatelistów Polskich” oraz wiele innych mniej i bardziej znanych utworów. Znalazło się także miejsce na nowy przebój zespołu, pierwszy nagrany z Kowalonkiem czyli „Trzy sny o tym samym”, do którego nakręcono ciekawy teledysk dziejący się w zimowej atmosferze. Koncert w Mega Clubie utwierdził mnie w przekonaniu, że Myslovitz 2.0 ma sens i warto czekać na ich nowy album, który premierę ma mieć jeszcze przed wakacjami.