GRA MUZYKA

piątek, 18 listopada 2016

Live 2015


Zaczynamy kulturalne podsumowania 2015 roku czyli lepiej późno niż wcale. Na początek wspomnienie koncertów na których byłem kilkanaście miesięcy temu. Dzisiaj część pierwsza

[camel]


STYCZEŃ - LISTOPAD
Wspominając koncerty na jakich byłem 2015 roku przede wszystkim będę pamiętał o The Dumplings. Widziałem ich w ubiegłym roku aż cztery razy. Po raz pierwszy w ramach styczniowej Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Katowicach. Z tego występu najbardziej pamiętam mróz i piękne wykonanie „Nie słucham” w wersji głos Justyny + gitara Kuby. Następnie – lipcowe Męskie Granie 2015 w Chorzowie. Grali jako pierwsi, w pełnym słońcu. Fajny, choć krótki set złożony z utworów z debiutanckiej płyty. Potem koncert w ramach wrocławskiego Miejskiego Grania w sierpniu. Tłumy ludzi i utwory zarówno z debiutu, jak i z mającej ukazać się wkrótce płyty nr 2. Wreszcie mój ich pierwszy klubowy koncert we wrocławskim Starym Klasztorze na chwilę przed wydaniem „Sea you later” (listopad). Z tego koncertu najlepiej zapamiętałem rewelacyjne wykonania „Odyseusza” i „Dark Side”, a także, jak zwykle świetne, „How many knives” z debiutu.


STYCZEŃ
Golec Orkiestra w Katowicach. Koncert kolęd w mojej rodzinnej dzielnicy. Duży skład wykonawczy i ciekawe wersje klasycznych polskich pieśni bożonarodzeniowych w rodzaju „Przybieżeli do Betlejem” czy „Bóg się rodzi”. Wydarzenie odbywało się w kościele, co miało wpływ na bardzo dobrą akustykę koncertu.

LUTY
Natalię Przybysz widziałem po raz pierwszy w solowym repertuarze (wcześniej byłem na opener`owym koncercie Sistars kilka lat temu). Na koncercie w Starym Klasztorze Artystka skupiła się na promocji albumu „Prąd”. Zabrzmiały chyba wszystkie utwory tego krążka w tym oczywiście najlepiej przyjęte przez publiczność „Nazywam się niebo” oraz piękne wykonanie coverów Niemena („Kwiaty Polskie”) i Breakoutów („Do kogo idziesz”). Świetnie, że znalazło się miejsce także na piosenkę „Bell and Chain” z repertuaru Janis Joplin. Na uwagę zasługiwała także scenografia koncertu – żarzące się żarówki, które nasuwały skojarzenia z tytułem ostatniego albumu Natalii. Przed koncertem Natalii fajnie zaśpiewały dziewczyny z Girls on fire.


MARZEC
Łona i Webber we wrocławskiej Bezsenności. Jak zwykle w formie, w towarzystwie zespołu The Pimps. Usłyszeliśmy przekrojowy zestaw ich piosenek. Była oczywiście energetyczna wersja „Konewki” na koniec.


Kasia Kowalska i jej trasa w ramach 20-lecia płyty Gemini. We wrocławskim klubie Alibi Artystka, podobnie jak kilka miesięcy wcześniej na Przystanku Woodstock, zaprezentowała swoje utwory w akustycznych wersjach. Repertuar koncertu to oczywiście w dużej mierze utwory z „Gemini”, ale znalazło się także miejsce na „Jeśli blask Twój mnie zwiódł”, „Co może przynieść nowy dzień” czy „Spowiedź” z kolejnych wydawnictw Kowalskiej. Miła podróż sentymentalna oraz naprawdę porządku koncert. Choć chętnie bym zobaczyć jeszcze Kasię na żywo w „elektrycznej” wersji.


Artur Rojek w katowickim Mega Clubie. Artysta promował ciągle swój debiutancki album „Składam się z ciągłych powtórzeń”, usłyszeliśmy zatem wszystkie utwory z tego krążka. Pojawił się także cover utworu „Easy” zespołu Son Lux, a capella zaśpiewany cover „Chłopiec z plasteliny” Lenny Valentino oraz taneczna wersja piosenki „Ring on fire” kojarzoną najbardziej w wykonaniu Johny`ego Casha. W bisach usłyszeliśmy ponownie trzy single z płyty: „Beksę”, „Syreny” i „Czas, który pozostał”. Wspaniałe widowisko, bardziej „szołmeńskie” niż koncerty Myslovitz z Arturem w składzie.


Karolina Czarnecka. Koncert w ramach Przeglądu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu. Artystka kojarzona głównie z utworem „Hera Koka Hasz LSD” zaprezentowała program złożony z utworów zawartych na płycie albumu. Najsłynniejszy utwór pojawił się, nawet w dwóch wersjach, ale inne były równie udane i pokazały jak potężnym głosem dysponuje Czarnecka. Gościnnie pojawił się L.U.C. oraz zwyciężczyni PPA z 2004 – Irena Melcer.


KWIECIEŃ
Skoro padła nazwa Myslovitz to w miesiąc później miałem okazję po raz kolejny zobaczyć jak radzą sobie z nowym wokalistą. To był bardzo długi koncert, trwający ponad dwie i pół godziny, na który złożyły się utwory ze wszystkich płyt zespołu. I choć było bardzo przyjemnie, to Myslo 2.0 (tak na własny użytek nazywam Myslovitz z Michałem Kowalonkiem na wokalu) nie ma dla mnie już tej magii jakie miały koncerty w czasach gdy za mikrofonem stał Artur Rojek.


LIPIEC
Moja pierwsza wizyta na Męskim Graniu. Chorzowskie Rosarium znajdujące się na terenie Parku Śląskiego to miejsce wyjątkowo urokliwe. Fajnie było spędzić w nim te kilka godzin słuchając swoich ulubionych wykonawców. Całość imprezy poprowadził Piotr Stelmach. Na początek zagrali The Dumplings o czym pisałem na samej górze. Następnie projekt Smolik/Kev Fox (wyjątkowo dobrze zabrzmiała tego dnia piosenka „Run”) oraz O.S.T.R. – jak zwykle rozgadany między utworami zagrał także moje ulubione „Rise of the sun” z ostatniej płyty „Podróż zwana życiem”. Rewelacyjnie wypadła Natalia Przybysz, która podobnie jak kilka miesięcy wcześniej zagrała utwory z „Prądu” i cover Janis Joplin. Hey zagrał przekrojowo. W set liście znalazło się także miejsce na cover zespołu Ultravox „Dancing with tears in my eses” oraz moją ukochaną „Wczesną jesień”. Artur Rojek zaprezentował większość utworów z debiutu. Szczególnie zapadł mi w pamięć hałaśliwy początek utworu „Lekkość”. No i finał czyli Męskie Granie Orkiestra. Za mikrofonem stanęli m.in. Organek, O.S.T.R., Mela Koteluk, Tomek Lipiński i Natalia Grosiak, którzy zaśpiewali klasyczne utwory takie jak „Mówię ci, że”, „Spalam się” czy „Nim wstanie dzień”. Na koniec oczywiście zabrzmiał piosenka promującą ubiegłoroczną edycję czyli „Armaty”. Reasumując bardzo udana impreza. Cieszy fakt, że do Chorzowa zjechali moi faworyci.


SIERPIEŃ
Od kilkudziesięciu lat w Świnoujściu odbywa się FAMA czyli Festiwal Artystyczny Młodzieży Akademickiej. W 2015 roku udało mi się zobaczyć dwa koncerty odbywające się w jego ramach. Pierwszą imprezą był koncert „Bardzo zdolni szansoniści” w którym młodzi wokaliści zaśpiewali utwory z repertuaru Renaty Przemyk. Ciekawe wykonania i szansa na poznanie osób, które być może kiedyś namieszają na polskiej scenie muzycznej. Najważniejszym muzycznym wydarzeniem ubiegłorocznej edycji był jednak koncert Meli Koteluk. Artysta zaśpiewała piosenki z obu swoich albumów czyli „Spadochronu” i „Migracji”. Najbardziej zapamiętałem wykonania tytułowej piosenki z debiutanckiego krążka (czyli „Spadochron”) oraz „Żurawie Orgiami”.

piątek, 29 lipca 2016

Taco Hemingway - "Trójkąt warszawski"/
"Umowa o dzieło" / "Wosk"

Dzisiaj przeczytacie o fenomenie ostatnich miesięcy - raperze Taco Hemingwayu. Recenzje ukażą się także w jutrzejszym (tj. sobotnim) wydaniu "Gazety Wrocławskiej"


OCENA: 9/10

Polski hip-hop? Wielu z was pewnie powie: „Nie, dziękuję”. A w tym gatunku muzyki można spotkać prawdziwe „perełki”. Jednym z takich niezwykłych zjawisk w polskim rapie niewątpliwie jest Filip Szcześniak występujący pod pseudonimem Taco Hemingway. „Układ Warszawski”, pierwsze dzieło rapera w języku polskim to przewodnik po życiu w Warszawie widziany oczami dwudziestukilkulatka. Puby, używki, imprezy, ale też miłość czy sprawy egzystencjalne – taka tematyka tu dominuje. Wydawnictwo to stało się kopalnią celnych wyrażeń i skojarzeń. Wśród sześciu zawartych tu utworów szczególnie polecam zwrócić uwagę na otwierający całość „Szlugi i kalafiory”, „Wszystko jedno” - niemal depresyjną piosenkę o toksycznej miłości oraz najbardziej melodyjny utwór „Przerywnik”, zagrany w jazzowym klimacie. Wydawnictwo ciekawie dopełniają archiwalne wypowiedzi mieszkańców Warszawy.


OCENA: 8.5/10

Kolejny minialbum Artysty. Osiem utworów, pół godziny muzyki. I utwór, który przyniósł młodemu raperowi masową popularność czyli „Następna Stacja” – Taco błyskotliwie przedstawił w nim warszawskie realia na podstawie przejażdżki dwoma liniami warszawskiego metra. Był to pierwszy hip-hopowy utwór, który osiągnął szczyt Listy Przebojów radiowej Trójki. Ale przecież „Umowa o dzieło” to sześć innych, równie ciekawych kompozycji. Podobnie jak poprzednie minialbum „Trójkąt warszawski”, także i to początkowo zostało wydane własnym sumptem, a następnie, już w formie fizycznej przez ,szanowaną w rapowym świecie wytwórnię Asfalt Records. Wydawnictwo spinają dwie piosenki: „Od zera” i „100 kmh”. W pomiędzy nimi radzę zwrócić uwagę na „6 zer” – przedstawiający sytuacje młodych ludzi na rynku pracy i opowiadający o ich aspiracjach finansowych („W tym pokoleniu na umowie - zleceniu / Nie gada się o przyszłości i ZUS-ie, ubezpieczeniu / Ci ludzie nie chcą gadać o wypłatach na lokatach premium / I polityce – tych pozycji, raczej nie mamy w menu”) oraz mrocznych „Białkoholików”.


OCENA: 8.5/10

To najnowsza propozycja wydana Taco Hemingwaya. Wydana zaledwie kilka dni temu. Można ją, podobnie jak „Trójkąt warszawski” i „Umowę o dzieło”, bezpłatnie ściągnąć z internetu ze strony artysty. Co znajdziemy na „Wosku”? Pierwsze próby podsumowania wielkiej popularności i niezliczonych koncertów, jakie Taco zagrał w ciągu ostatniego półtora roku. Dowiemy się jak wiele dziwnych propozycji od różnych osób, firm i instytucji raper otrzymał. Jednak z nich nie skorzystał, bo jak sam rapuje, chce być szczerzy w stosunku do siebie i swoich słuchaczy („Ktoś woła mnie bym pisał teksty polityczne / Nie, dziękuje / Wolę pisać o sobie, wolę pisać o ludziach, wolę pisać o Tobie / Gdy odejdą wszyscy fani, wtedy znikam dosłownie na krótką chwilę / Potem wracam, żeby pisać ponownie”) śpiewa w otwierającym całość utworze tytułowym. Poza tą piosenką bardzo dobrze słucha się także utworów „Wiatr” i „Koła” (opowiadający o realiach finansowych rap-biznesu, w którym gościnnie wziął udział Dawid Podsiadło).
PS. Ostatnio artysta wydał także świetny utwór, mający szansę stać się alternatywnym letnim przebojem – „Deszcz na betonie”


środa, 6 lipca 2016

Podsumowania Kulturalne 2015 roku - zapowiedź


[camel]

Przerwa w krockusowoblogowym pisaniu była długa, a spowodowana była pracą dziennikarską we wrocławskim dzienniku, która szczęśliwie trwa do dzisiaj. Ale nadszedł czas powrotu. W związku z tym od dzisiaj postaram się publikować tu dłuższe treści/formy, a po sprawy bieżące i youtubowe zapraszam na grupę facebookową Krockusa. Przez całe wakacje będziecie mogli na tej witrynie przeczytać o tym, co według mnie najciekawszego wydarzyło się w kulturze w 2015 roku. Na początek powspominam koncerty, potem piosenki i filmy. Na koniec, tradycyjnie, przedstawię listę swoich 20 (a być może nawet 30) ulubionych płyt z ubiegłego roku plus tzw. listę rezerwową. Więc jak to mawiajo: "stay tuned". I być może do zobaczenia na którymś z letnich festiwali ;)

poniedziałek, 29 lutego 2016

Podsumowania Kulturalne...2014 roku


[camel]

Dzisiaj dzień, który zdarza się raz na cztery lata. W związku z tym pora na nadrobienie krockusowych zaległości. Jako, że, z różnych względów, nie podsumowałem (poza koncertami) roku 2014 to dzisiaj nadrabiam ten brak. Oczywiście, nie ma sensu się rozpisywać nad poszczególnymi pozycjami w 14 miesięcy od zakończenia A.D. 2014, więc poniżej publikuję tylko ranking i krótkie uzasadnienie:


PŁYTY:

Wyróżnienie: Maciej Maleńczuk & Psychodancing - Tęczowa swasta

15. Dr Misio - Pogo
14. Piotr Bukartyk - Kup sobie psa
13. Iza Lach - Flower in the jungle
12. Julia Marcell - Sentiments
11. Perfect - DaDaDam
10. Mela Koteluk - Migracje
9. Shakira - Shakira.
8. Fisz Emade Tworzywo - Mamut
7. De Mono - Symfonicznie
6. Pustki - Safari
5. Natalia Przybysz - Prąd
4. Lily Allen - Sheezus
3. The Dumplings - No bad days
2. Mister D. - Społeczeństwo jest niemiłe
1. Artur Rojek - Składam się z ciągłych powtórzeń

Pierwsza siódemka to według mnie absolutny "must hear" jeśli chodzi o płyty z 2014 roku. O Arturze Rojku już było w osobnej recenzji, więc tylko napiszę, że były wokalista Myslovitz spełnił pokładane w nim nadzieję i na swoim debiucie zaprezentował perfekcyjnie przygotowany pop z dobrymi tekstami i pamiętnymi singlami (krzykliwa Beksa, przebojowe Syreny i niemal-taneczne Krótkie momenty skupienia). Mister D. czyli Dorota Masłowska to bez watpienia największe muzyczne zaskoczenie 2014 roku. Piosenkowa publicystyka z kultowymi utworami Hajs i Chleb (do tego ten teledysk z Anją Rubik w roli dresiary), rewelacyjnymi teledyskami do Czarnej Żorżety i Prezydenta czy po prostu dobrymi piosenkami takimi jak Chrzest (z udziałem pisarza Jakuba Żulczyka), Córka Rydzyka (z ex-basistą CKOD Kubą Wandachowiczem) czy Kinga (poświęconej słynnej dziennikarce). Świetny debiut The Dumplings, jedna z naczęściej słuchanych przeze mnie płyt 2014 roku, i objawienie w postaci Justyny Święs i jej nietuzinkowego głosu. Plus po prostu dobre elektro-popowe piosenki w postaci Technicolor Yawn, Everything is a circle, Betonowego lasu, Nie słucham, How many knives i Shameless. Wielki powrót Lily Allen i kolejne genialne popowe piosenki w postaci Insicerely yours, Close your eyes, As long as I get you, Hard out there, cover Somewhere only we know i, będące tylko na specjalnej edycji, Holding on to nothing. Plus bardzo dobry koncert na Stadionie Narodowym w czerwcu, o którym zapomniałem wspomnieć w podsumowaniu koncertowym za tamten rok. Bardzo dobra, pierwsza polska, płyta Natalii Przybysz z pamiętnymi coverami Breakoutów i Niemena i świetnymi piosenkami autorskimi w postaci utworu tytułowego, Nie będę twoją laleczką, Nazywam się niebo i hipnotycznym, najdłuższym na albumie Przeze mnie. Najlepsza w dyskografii, przesycona genialnym basem i dobrymi piosenkami, płyta Pustek. Plus duże zaskoczenie w postaci symfonicznej płyty De Mono. Niezwykle udane aranże i świetny wybór kompozycji.

UTWORY:

Wyróżnienie: Yugopolis & Maciej Maleńczuk - Sługi za szlugi

15. Artur Andrus - Cyniczne córy Zurychu
14. Łona - Wyślij sobie pocztówkę
13. Męskie Granie Orkiestra (feat. Podsiadło & Brodka) - Elektryczny
12. Placebo - Milion little pieces
11. Bokka - Town of strangers
10. Coldplay - Magic
9. Shakira fest. Rihanna - Can`t remember to forget you
8. The Dumplings - Technicolor Yawn
7. Pustki - Się wydawało
6. Michael Jackson fest. Justin Timberlake - Love never felt so good
5. Bisquit - Wielki mały człowiek
4. Fisz Emade Tworzywo feat. Justyna Święs - Ślady
3. Pharrell Williams - Happy
2. Artur Rojek - Syreny
1. Mikromusic - Lato 1996

Mikromusic ze swoją, jak dla mnie, najlepszą piosenką w karierze i rewelacyjnym teledyskiem z Olgą Frycz w roli głównej. Artur Rojek z pięknymi Syrenami (10 razy na topie Trójkowej Listy Przebojów). Zaraźliwie optymistyczna piosenka Pharella Williamsa. Kojące Ślady z niezapomnianymi wokalizami Justyny Święs. Magiczny cover zespołu 2 plus 1 zaaranżowany z smoothjazzowym wyczuciem. Ultrataneczna piosenka śp. Michaela Jacksona z udziałem Justina Timberlake`a. Pustki z uzależniającym utworem z genialnie brzmiącym basem.

FILMY:

7. Zbliżenia
6. Lucy
5. Obywatel
4. Wielkie piękno
3. Kamienie na szaniec
2. Pod mocnym aniołem
1. Bogowie

Słusznie wielokrotnie nagradzani "Bogowie" z genialną kreacją Tomasza Kota. Wstrząsające "Pod Mocnym Aniołem" w reżyserii Wojtka Smarzowskiego z plejadą polskiego aktorstwa (Więckiewicz, Kijowska, Jakubik, Dorociński, Topa, Preis, Braciak, Grabowski, Kuna, Dziędziel, Bielska, Lubos...). Odbrązowione i naprawdę-dające-się-oglądać "Kamienie na szaniec". Eksperyment filmowy w postaci oryginalnego "Wielkiego piękna" (Oskar za najlepszy film nieanglojęzyczny). Historyczno-komediowy "Obywatel" z synem Maciejem i ojcem Jerzym. Niepokojąca wizja przyszłości w "Lucy" ze Scarlett Johansson. I wreszcie traumatyczne pokazanie toksycznej miłości matki do córki w "Zbliżeniach".



środa, 3 lutego 2016

David Bowie Is - Wspomnienie Wielkiego Artysty


[camel]

"Najgorsze są śmierci, których się nie spodziewamy. W wieku 69 lat zmarł David Bowie. Dwa dni po wydaniu najnowszej, 25. w karierze, płyty "Blackstar". Nigdy nie byłem jego fanem, ale doceniałem jego wkład w historię muzyki popularnej ostatniego półwiecza. I tak się złożyło, że poznawałem go przez duety z Innymi Wielkimi i covery. "Under Pressure" z Queenami, "Tonight" z Tiną Turner, "Dancing in the street" z Mickiem Jaggerem, "Without you I`m nothing" z Placebo. Akustyczny Cover "Five days" Briana Molko, "The man who sold the world" z koncertu Nirvany w ramach MTV Unplugged, "Let`s dance" w wykonaniu Nosowskiej na moim pierwszym jej koncercie solo we Wrocławiu w 2007 roku, "Space Oddity" Tymona Tymańskiego i Natalii Przybysz, "Heroes" w wersji Petera Gabriela.... Trzy lata temu wrócił po dziesięcioletniej przerwie całkiem niezłą płytą "Next day", teraz wydał album promując ją zupełnie nieradiową 10-minutową piosenką. Dużo Jego albumów do przesłuchania przede mną, szkoda, że już więcej nic nie nagra. Spoczywaj w pokoju, Davidzie!"

Taką informację umieściłem na swoim profilu na znanym serwisie społecznościowym w kilka godzin po tym, jak podano do publicznej wiadomości, że Jego już nie ma wśród nas. W kolejnych dniach poznałem 2/3 dyskografii D.B., wysłuchałem kilka wspomnieniowych audycji nadanych w radiowej Trójce, byłem na Silent Disco, gdzie didżeje (Michał Nogaś, Agnieszka Obszańska i Agnieszka Szydłowska) mieli pomalowane twarze w symbol błyskawicy, którą miał na twarzy D.B. na okładce albumu "Aladdin Sane" oraz byłem na filmie "David Bowie Is", stanowiącym relacje z wystawy poświęconej D.B. w jednym z brytyjskich muzeum. Warto zapoznać się z dyskografią Davida Bowiego - mnogość muzycznych wcieleń oraz wiele znakomitych piosenek, które zdecydowanie warto poznać. Poniżej krótkie opisy moich ulubionych płyt Bowiego (ukazały się one także w styczniowych wydaniach Gazety Wrocławskiej):

"Hunky Dory" (1971)
Powrót do folkowego grania, znanego choćby z płyty "Space Oddity". Dwa wielkie przeboje: "Changes" i "Life on Mars?" oraz piosenki poświęcone ważnych dla Bowiego artystów: Bobowi Dylanowi, Andy`emu Warholemu i The Velvet Underground.

"Rise and Fall of Ziggy Stardust and The Spiders from Mars" (1972)
Pierwsza klasyczna płyta w dorobku Bowiego i jedno z jego najpopularniejszych wcieleń. Jest glamrockowym albumem koncepcyjnym opowiadającym historię Ziggy`ego, który przybywa na Ziemię ze swoją grupą i zostaje gwiazdą rocka. Płyta jest uznawana za jeden z najważniejszych albumów lat 70. XX wieku. Najpopularniejsze piosenki z niej pochodzące to: "Five years", "Lady Stardust" i "Rock`n`Roll Suicide".

"Heroes" (1977)
Jedna z płyt należących do tzw. trylogii berlińskiej, którą Bowie stworzył wraz z Brianem Eno, moim zdaniem najlepsza. Utwór tytułowy, jeden z najpopularniejszych w karierze Mistrza, opowiada historię kochanków spotykających się przy Murze Berlińskim. W nagrywaniu albumu wziął udział m.in. Robert Fripp z King Crimson. Płyta jest pełna wpływów stylistyki krautrockowej, tytuł jest ukłonem w stronę utworu "Hero" niemieckiej grupy Neu!, a jedna z piosenek została nazwana na cześć członka zespołu Kraftwerk.

"Let`s Dance" (1983)
To najbardziej komercyjna płyta w karierze Bowiego, zawierająca wielkie przeboje w postaci utworu tytułowego oraz piosenek "China Girl" (napisanej wspólnie z Iggym Popem) i "Modern Love". Album ukazał się wielkim sukcesem, choć przez wielu krytyków w momencie jego wydania był niedoceniony. To krążek "użytkowy", przeznaczony, zgodnie z tytułem, właśnie do tańca. Następne dwie płyty Bowiego nagrane w tej stylistyce próbowały nawiązać do sukcesu tego albumu.

"Earthling" (1997)
Eksperymentalny album Davida Bowiego, zawierający mieszankę drum`n`bassu, muzyki jungle, techno, rock i dance rock. Płyta dostępna w sprzedaży początkowo jedynie przez oficjalną stronę muzyka. Najsłynniejszymi utworami z niej pochodzącymi były "Little Wonder" i "I`m Afraid of Americans". Wydawnictwo dotarło do szóstej pozycji najlepiej sprzedających się albumów na brytyjskiej liście sprzedaży. To ostatni tak odważny album Bowiego do czasu wydanego w tym roku krążka "Blackstar".

"Next Day" (2013)
Przedostatni album w karierze Davida Bowiego, będący jego powrotem po ponad 9 latach milczenia. Zapowiadała go piosenka "Where Are We Now", wydana w dniu 66. urodziny muzyka. Płyta została zrealizowana przez Tony`ego Viscontiego, długoletniego współpracownika Bowiego. Określana jako "bardzo rockowa". Artysta postanowił nie promować płyty za pomocą koncertów. Materiał na niej zawarty został doceniony zarówno przez krytyków, jak i fanów artysty. Okładka albumu nawiązuje do wydanego w 1977 roku "Heroes".

"Blackstar" (2016)
25. studyjny album Davida Bowiego, to - jak się okazało - ostatnie dzieło Mistrza: artysta zmarł dwa dni po jej premierze, w wieku 69 lat. To album wymagający, pozbawiony łatwo przyswajalnych piosenek czy tzw. przebojów. Już pierwszy zwiastun - 10-minutowa kompozycja tytułowa - pokazał, że tym razem Bowie postanowił zaserwować swoim słuchaczom muzykę trudniejszą w odbiorze, co wcale nie oznacza, że gorszą. Drugi singiel, "Lazarus" z intrygującym teledyskiem i proroczymi słowami "Look up here, I`m in Heaven", pokazał że stać go na dzieła niezwykłe, wymykające się łatwym klasyfikacjom. "Blackstar" to tylko siedem utworów składających się na 41 minut muzyki. Ostatniej, jakiej było dane mu stworzyć.

Na koniec obejrzycie trzy, moim zdaniem, najciekawsze teledyski i piosenki Davida:








wtorek, 15 grudnia 2015

"Na scenie opowiadam historyjki"
Wywiad z Piotrem Bukartykiem, część trzecia

Ostatnia część mojego wywiadu z Piotrem, z którego dowiecie się o pisaniu dla innych, jak przebiega aktualna trasa, związków artysty z Wrocławiem oraz jego planach muzycznych

fot. www.spiewajmypoezje.pl

Pisanie dla innych
Krockus: Pisze też Pan dla innych?
Piotr: Zdarza się, ale z coraz mniejszym zapałem. Bo jak się okazało, żę teraz jak ktoś chce to może wejść do tej mojej szafy z czymś co sobie wymyśliłem, żeby sobie coś wybrać. Teraz to się zdarzyło przy okazji tego spektaklu, wolę to dlatego, że ja jednak trzymam się swojej muzyki. W tym momencie mam na tapecie piosenkę dla zespołu młodzieżowego Perfect. Człowiek, którego poznałem, kiedy ja miałem 16 lat, Adam Gala, który przez ostatnie lata był menedżerem Perfectu odszedł z tego łez padołu i Darek Kozakiewicz spytał czy bym czegoś nie napisał, chłopaki wysłali mi demówkę. Jestem zaszczycony tym, bo to były numery na których się wychowałem jako licealistą, słuchałem tego. A zawsze byłem wrażliwy na tekst, to były i są świetne numery.
Krockus: Pisane przez zawodowców
Piotr: Oczywiście, pisane przez ludzi, którzy teraz są moimi kolegami i z dumą mogę powiedzieć, że na jakimś spotkaniu ZAIKSu podszedł do mnie autor piosenki „Już mi niosą suknię z welonem” („Windą do nieba” – przyp. aut.) z autorem piosenki „Nie płacz Ewka” i powiedzieli: „Piotrek, super piosenka z tym psem („Kup sobie psa” - przyp. Aut.), żałujemy, że to nie my napisaliśmy” to takie fajne uczucie, że przybijają piątkę, witaj w klubie. Ja ich szanowałem za to co robili, za tamte ich numery. Nigdy się na nich nie wzorowałem, robiłem po swojemu, ale i oni robili po swojemu.
Krockus: A dla kogo pan pisał ostatnio?
Piotr: Ostatnio szczerze mówiąc mam straszliwe zaległości, bo Maciek Balcar poprosił mnie o piosenkę cztery lata temu, a ja jeszcze nie wymyśliłem mu nic, czy to dla niego, czy dla dżemu. Doszedłem do wioski, że wszystkie moje podejścia do tego numeru kończyły się nie skończyły się w sposób satysfakcjonujący. Spotkaliśmy się niedawno i pyta czy kiedyś dla niego napiszę, a ja czekam. Bo czasem piosenka przychodzi od razu, a czasem czeka się kilka lat i mam takie piosenki. Mam też takie, które napisałem i wyrzuciłem. A potem wyniknęły przy okazji np. prywatkowej. Tak było z „Małgochą”, taką balladą. I doszedłem do wniosku nie wiem co napisać dalej, nie domyka mi się ta piosenka. Dobra, próbowałem. I po kilku latach wyciągnął to z szuflady na jakiejś imprezie facet, który grał wtedy ze mną na basie, Marek Bruno Chrzanowski. Wyciągnęliśmy instrumenty, ja ją zagrałem i oni mnie przekonali, że tam nie trzeba nic dopisywać i zrobiliśmy to.
Krockus: To jest fikcyjna historia?
Piotrek: Ponieważ ta osoba żyje, ta, która była powodem do napisania tej piosenki to powiem tak: obrazek jest taki dosyć przejmujący dla wieku odbiorców, bo taki miał być. Była taka osoba, miała problem z dragami i tak dalej, i była jakaś nieszczęśliwa miłość, nie moja bo ja to obserwowałem z boku. I ta piosenka też jest taka. To była bardzo fajna, i jeszcze bardzo ładna do tego, dziewucha, której nie potrafiłem pomóc, jej narzeczony coś tam przyjmował, nieważne to nie moja historia. Ale ktoś taki rzeczywiście istniał. Ale ułożyło się, minęło parę lat.
Krockus: Jest pamiętana chyba ta piosenka, z tego co wiem?
Piotr: Jest, no jest, muszę ją ciągle grać. Niektóre z tych piosenek żyją własnym życiem, parę lat temu Jurek Owsiak zadzwonił, poprosił o piosenkę na Woodstock. I się zrobiła takim hymnem, na zakończenie Woodstocku, to już szósty raz, w tym roku śpiewał ją młody artysta Bednarek. Czasem się udaje coś napisać, ale to zupełnie niechcący. Nie żebym ja za tym przepadał, czasami podejmuje wezwanie, bo sam jestem ciekaw co z tego wyjdzie. A napisanie takiej piosenki, żeby ludzie w wieku moich dziec, albo młodszych, bo moja córka w tym roku skończyła studia, którą ludzie mają traktować jak swoją wcale nie jest łatwe. Jestem starym, cynicznym sku*wielem, wiesz, nie mam takich rozterek natury egzystencjalnej, już mam wszystko ponazywane w głowie, już zdaję sobie sprawę z tego, że nie wszystko jest czarno-białe. A oni łykali ten numer. Ja pisałem to bardzo szczerze, ale zdawałem sobie sprawę, że nie piszę tego dla siebie, że z tak patetycznym numerem ja sam czułbym się średnio
Krockus: Jest jakaś hymniczność w tym utworze (mowa o „Z tylu chmur”), nadaje się na tą imprezę, na pewno
Piotr: To fajnie, to dobrze, bo oni płaczą tam przy tym co napisałem. Dobrze, że jest to komuś potrzebne, mojej mamie się podoba.

Gatunek
Krockus: Umiałby pan okreslić gatunek, jaki uprawiacie z zespołem?
Piotr: Nie jest mi to potrzebne. Nigdy nie próbowałem. Słyszałem milion określeń i co chwilę słyszę takie historię. Np. Jurek Owsiak głosi, że jestem polskim Springsteenem, nie wiem co przez to rozumie, natomiast ja sam zacznę się tym przejmować gdy ktoś powie: „Springsteen – a, taki amerykański Bukartyk”. Już słyszałem, że jestem polskim Dylanem...U nas jest taki zwyczaj szufladkowania troszeczkę, a ja robię po prostu swoje i być może te piosenki noszą jakieś am piętno mojego autorstwa, ale jako niemuzyk korzystam z tego co mia akurat przyjdzie do głowy, z wygłupiania się na bazie bluesa, reagge i tak dalej. A że gram z muzykami, którzy są muzykami to brzmi to fajnie gdzieś tam, ale to ich zasługa, ja sobie robię często po prostu jaja. A grając dłuższy czas człowiek nabiera doświadczenia, jak się ma jakieś poczucie rytmu, to wystarczy sobie po prostu samemu nie przeszkadzać, wziąć gitarę i coś tam z tego wyjdzie. Dziś będzie ciężko, bo jestem mocno zgrany.

Trasa i Wrocław
Krockus: Jak przebiega obecna trasa koncertowa?
Piotr: To króciutka trasa, jedna z wielu, trasa jest stanem permanentnym. Na razie jest rewelacyjnie, teraz wyjechaliśmy na cztery koncerty z rzędu, gdzie przy tej pogodzie jest jakaś górną granicą, bo ja się nie oszczędzam, dzisiaj zedrę się do końca, mam nadzieję przeżyć tę sztukę. Ale każda z nich kończyła się bardzo przyjemnie, bis, stending owejszyn i tak dalej. Ale to kosztuje, bo ja drę mordę, a nie jestem profesjonalnym wokalistą, a te koncerty też nie są najkrótsze, staram się zrobić aby się stały troszkę krótsze, ale nie wychodzi.
Krockus: A jakieś skojarzenia z Wrocławiem? Bo się teraz dowiedziałem, że kiedyś pan tu mieszkał...Lubi pan tu grać, lubi pan to miasto, lubi pan tę publiczność?
Piotr: Nie mam nic przeciwko niej, bardzo lubię Wrocław, wiążę się on dla mnie z jak najlepszymi wspomnieniami i na parę sposobów towarzyszy mi do tej pory. Potem się okazuje, że gdzieś tam spotykamy się z kolesiami i koleżankami, których poznaliśmy tutaj. Np. przez dziesięć lat byłem Vanem Morissonem w Teatrze Rampa, a reżyserował to Arek Jakubik, który tu mieszkał i z Agnieszką Matysiakową świrowaliśmy razem w dawnych czasach. On jest młodszy ode mnie o parę lat, ale z tamtych czasów się znamy. Bardzo miłe wspomnienie. Mieszkałem tutaj w paru miejscach, adresów nawet kilka pamiętam: tzw. Niskie Partery dla studentów na Karłowicach. Przez lata opowiadałem o tym w monologach scenicznych: mieszkałem we Wrocławiu, zajmując tzw. niski parter dla studentów, z okien apartamentu widywałem kury gospodarza od pasa w dół, dzięki czemu intymne życie drobi nie ma dla mnie żadnych tajemnic. I tak, znam to miasto dosyć dobrze z tamtych czasów. A to które zastaję teraz ku mojemu zdumieniu pięknieje z roku na rok. Zdarza mi się grać we Wrocławiu, w tym roku intensywnie odwiedzaliśmy Dolny Śląsk, tydzień temu graliśmy w Polanicy na przykład, na festiwalu Marysi Czubaszek, w tym roku była jeszcze Kudowa, Karpacz, Szklarska Poręba
Krokcus: We Wrocławiu grał Pan chyba dość dawno?
Piotr: We Wrocławiu już nie pamiętam, ale grałem tutaj kabaretony. Było tak, że zagraliśmy tutaj przy Hali Ludowej w Dzień Kobiet, to była taka składanka, Artur Andrus to prowadził, pamiętam też, że byłem tam Jamesa Browna tzw. byłem jedyną dostępną formę Jamesa Browna w Polsce, ja śpiewałem piosenkę, no ten jego Men`s world a Artur Andrus stał za mną i to tłumaczył, za każdym razem inaczej, oprócz tego graliśmy parę piosenek, ale to było ze trzy lata temu. W zeszłym roku byłemu starszych kolegów z kabaretu Elita i grałem w kawiarni Literatka sam na taboreciku z dwie godziny. Było bardzo śmiesznie, zrobiłem to dla nich, bo już nie robię takich rzeczy , że nawet bez akompaniatora, to bardzo męczące jednak.

Plany
Krockus: Jakieś plany?
Piotr: Zaraz zabieramy się za następną płytę. Z poważniejszych planów: mężczyzna mojego życia poszedł do pierwszej klasy SP, więc myślę, że pewnie przez najbliższy czas ja będę wyprowadzał jego psa, odrabiał jego lekcje.
Krockus: Kiedy nowa płyta?
Piotr: Aż skończymy. Piosenki są, chcemy ją sobie robić powolutku. Mam bardzo dużo propozycji różnych od poważnych firm, żeby coś napisać w charakterze produktu, że ja coś zrobię, a oni kupią dużo tej płyty od razu i będą mieć swój produkt. To bardzo miłe, ale jak nagle zapragnę gotówki, to wejdę w coś takiego. Na razie spokojnie zacznę dłubać przy następnej płycie, nigdzie nam się nie śpieszy. Teraz ta tytułowa piosenka „Kup sobie psa” będzie miała filmową premierę 15 stycznia, bo trafiła do filmu Kingi Dębskiej „Moje córki krowy”. To śliczny film, widziałem go na etapie produkcji, zadzwoniła do mnie jego reżyserka i powiedziała, że nielegalnie podkładała go sobie przy montażu tego mojego numera z psem, czy sobie go można kupić, czy można go wykorzystać przy tym filmie. I nawet napisałem jej specjalną wersję tej piosenki, która zamyka ten film, ostatnia scena kończy się tym, że Pan Dziędziel i córki jadą sobie samochodem i ta piosenka kończy tą scenę i literki są na tle tej piosenki, trochę innej. Nie jest o babie i o chłopie, ale o pożegnaniu z najbliższymi. Cały czas coś się dzieje.
Krockus: A czy jakieś plany na jakieś wydawnictwa koncertowe jeszcze są?
Piotr: Tak, jesteśmy gotowi to zrobić, przymierzamy się do tego. Ale, chcemy grać jak najwięcej, grać ludziom, bo sprawia nam to przyjemność. W tym tygodniu, większa część tygodnia to podróż i do końca roku tak będzie, może jeszcze zagramy ze dwadzieścia koncertów, bardzo to lubię. A później zrobimy sobie taką mała pauzę i zaczniemy grzebać w tych piosenkach, które już są, bo nie musimy robiąc płyty, wymyślać czegoś na te płyty, bo wszystko już jest. Trzeba wybrać, raczej mamy problem nadmiaru. Ja mam jakieś tam kandydatki na te płytę, a z drugiej strony była też opcja, żeby wskrzesić stare piosenki, które nie brzmiały tak jak bym chciał, które kiedyś dosyć przypadkowo znalazły się na płytach. I także te, o które Państwo najczęściej proszą żeby zebrać i nagrać je jeszcze raz w tym składzie i przygotować coś takiego. Nie wiem czy powielanie samego siebie...ale nawet własna żona mi mówi, żeby to w końcu zrobić. Ostatnio ktoś pytał o te starsze piosenki, ich jest bardzo dużo, ich jest kilkaset.
Krockus: Ale to na wydawnictwo koncertowe czy jakąś studyjną płytę?
Piotr: Właśnie nie wiem co miałbym zrobić. Dopiero wymyślamy. Albo przygotujemy jakiś koncert i zagramy go jeszcze raz w tym samym miejscu i będziemy mogli wybrać jakąś wersję, czy poprawimy w studiu. To jedna opcja. Druga, że wyjedziemy gdzieś, do jakiegoś studia, zamkniemy się na dwa tygodnie i będziemy tłukli, nagrywali i wrócimy stamtąd z płytą, też jest taka opcja. A trzecia, tak jak przy okazji tej płyty, zaczniemy sobie powoli dłubać. I ona jest najfajniejsza, bo nam się nie spieszy. Ta płyta się cały czas przyzwoicie sprzedaje, ona żyje, ja nie mam takiej potrzeby, żeby co roku coś tam wypuszczać. Bo jest tak, że pomiędzy takimi płytami na poważnie, co drugi rok wychodzi taka płyta, a między nimi wychodzi coś innego. Ostatnio wyszło DVD Jurka Owsiaka, koncertowe wydawnictwo DVD i płyta audio z koncertu na Woodstocku. Zawsze coś tam się dzieje, powolutku.
Krockus: Czyli plany są generalnie?
Piotr: Nie ma powodów żeby nie było, cały czas jestem twórczo płodny, tych piosenek jest dosyć dużo, natomiast z coraz większą przyjemnością mi się pracuje na swój własny użytek. Lubię to, fajne to jest, mamy co grać. Najfajniejsze jest to, że możemy zagrać, jeśli tylko nam Bóg pozwoli, powiedzmy dwa dwuipółgodzinne koncerty, które oba będą, zakładam, przyzwoicie przyjęte i żaden numer nie powtórzy się. Mamy od cholery piosenek.

Krockus: Tak na koniec: czego możemy się spodziewać na koncercie, jakiego repertuaru?
Piotr: Taki będzie pewnie program obowiązkowy trochę, zagramy pierwsze piosenki na rozgrzewkę, zwykle te same. Ponieważ na ogół jest tak, że niektóre z nich muszę zagrać, bo potem jest jakiś żal, że nie zagrałem: Małgochę muszę grać, staram się nie grać piosenki „Kobiety jak te kwiaty”, bo mnie męczy już od dawna. Ale wczoraj zagrałem, przedwczoraj zagrałem (śmiech), w większości to będzie repertuar z dwóch ostatnich płyt, bo siłą rzeczy, po ostatniej płycie, jeśli wprowadzę pięć nowych piosenek, czyli pół płyty, to pięć innych musi wypaść. Czyli dwie ostanie płyty i trochę staroci.
Krockus: A „Prawo do orgazmu” będzie?
Piotr: Nie, nie chce nam się tego robić. Kiedyś graliśmy to koncertowo, ale znudziło nas to. Nie można grać tego w kółko. Kiedyś robiliśmy sobie jaja, nawet wyszedł na jakiejś płycie koncertowej ten numer. Ale np. teraz jest tak, że chłopcy chcą grać długie, smutne ballady, a mi się to podoba bardzo. Są też takie numery gdzie odkładam gitarę, nie gram. Zagramy na przykład warszawski tryptyk, w tym dwie piosenki są z nowej płyty, a jedna ze starszej: gramy „W warszawie sen o sławie”, taki numer „Kruchy jest człowiek” (teraz to też Krysia Tkacz śpiewa, starsza pani przebrana za barmankę śpiewa piosenkę o chlaniu wódki, jest bardzo wiarygodna), a trzecia to „Reszta dla pana”. Ja zauważyłem, słucham ludzi, ze Państwo wolą te piosenki takie refleksyjne, rockowo zagrane, chłopcy fajnie grają bluesa naprawdę, powoli, ze smakiem. Zobaczymy jak dzisiaj będzie z gitarzystą czy Krzysiu dojedzie. Bo na razie mamy jego ucznia tutaj, bo czekamy na samolot, czy on dojedzie. Ale młody ma ten repertuar przećwiczony. Jak przyjedzie to będzie dwóch gitarzystów, zobaczmy czy zdąży. Przenieśli samoloty z Okęcia, gdzie nie było by problemu do Modlina. On jeszcze jakąś tam sztukę miał do zagrania, więc wczoraj po Wałbrzychu pojechał tam.
Krockus: Dziękuję za rozmowę