GRA MUZYKA

wtorek, 17 lutego 2015

Live 2014, część trzecia


[camel]

LIPIEC/SIERPIEŃ

XX Przystanek Woodstock [8.0]


Jubileuszowy, dwudziesty Przystanek Woodstock. Mój trzeci, po dziewięcioletniej przerwie (byłem również w 2004 i 2005 roku). Co się zmieniło przez tę dekadę? Na pewno było więcej ludzi – podobno około 700 tysięcy, impreza trochę się skomercjalizowała (choć to nic złego, po prostu ma większą ilość sponsorów) i zmiana najważniejsza – muzyka zaczęła odgrywać pierwszorzędną rolę, koncerty na dużej scenie to zazwyczaj muzyczne spektakle z dużym nagłośnieniem i efektownym oświetleniem. Udało mi się zobaczyć kilka koncertów – na dużej i małej scenie oraz w wiosce Akademii Sztuk Przepięknych. Bo to właśnie na ostatniej ze scen, na dzień przed oficjalnym otwarciem Woodstocku zobaczyłem pierwszy koncert – jubileuszowy występ Kasi Kowalskiej. Artystka, której na żywo nie widziałem od kilkunastu lat przedstawiła swoje największe przeboje w wersji akustycznej. Były utwory z debiutanckiego albumu "Gemini" (Oto ja, Jak rzecz, tytułowy, Wyznanie, Cukierek – mój dawca słodyczy, Heart of Green zaśpiewane ze Skubasem) jak i te późniejsze (Antidotum, Prowadź mnie, Pieprz i sól, Wyrzuć ten gniew, Coś optymistycznego i A to co mam na bis). Znalazło się też miejsce na covery Led Zeppelin, Leonarda Cohena, Alice In Chains oraz zaskakujący I`ve got a world on a string, który Kowalska wykonała ze Titusem z Acid Drinkers. Fajna podróż sentymentalna, świetny nastrój i oprawa, która sprawiły, że te akustyczne wykonania zabrzmiały tego dnia momentami magicznie. Oficjalnym początkiem Woodstocku był koncert T.Love, który zagrał zestaw swoich największych hitów w rodzaju Warszawy, Nie,nie,nie, Kinga, Boga, Ajrisz, Potrzebuję wczoraj, Lucy Phere, Autobusów i tramwaji i Wychowania (dwa ostatnie z Kasią Kowalską). Drugim z gości był Titus.
Wyjątkowym koncertem był występ Budki Suflera, dla której był to jeden z ostatnich koncertów w karierze. Repertuar niezwykły – wszystkie utwory z debiutanckiego "Cienia Wielkiej Góry", Pieśń niepokorna, Noc nad Norwidem, nieśmiertelna Jolka, Jolka pamiętasz i kilka innych. Prog-rockowa energia, świetna forma Krzysztofa Cugowskiego, całego zespołu i synów Cugowskiego czyli zespołu Bracia sprawiły, że będę ten koncert jeszcze długo pamiętał. Bardzo energetycznie zagrał Skindread. Pełen hippisowskiej energii koncert zagrała Ania Rusowicz, żałuję, że udało mi się trafić tylko na końcówkę występu (za to wtedy zagrała Za daleko mieszkasz miły i cover Jefferson Airplane Somebody to love). Szaleńczy, rokendrolowy show dał Dr Misio. Jelonek z towarzyszeniem Gorzowskiej Orkiestry Symfonicznej porwał woodstockowy tłum do tańca serwując mu rovery Paganiniego, Boney M., Rossiniego, Huntera i własne kompozycje. Lao Che zagrali swoje największe hity w rodzaju Hydropiekłowstąpienia, Życia jak tramwaj, Dymu, Drogiego Pana, Bóg zapłać i Zombi!. Acid Drinkers zaprezentowało własne wersje piosenek m.in. Pink Floyd, Deep Purple, Black Sabbath, Joe Dassina, Creedence Clearwater Revival, Thin Lizzy, AC/DC oraz B`52 (słynny Love Shack zaśpiewany wspólnie z Anią Brachaczek). Marika wprowadziła widownię swoimi piosenkami w pozytywny nastrój, a Piersi zaprezentowali swoje największe przeboje z których największy aplauz wzbudziły oczywiście Całuj mnie i Bałkanica.
Trudno w tych kilkunastu zdaniach oddać niesamowitą atmosferę tej imprezy. W powietrzu ciągle unosił się duch Flower-Power, przeróżne subkultury egzystowały obok siebie w przyjaźni, często dało się zauważyć zarówno młodych ludzi, rodziny z dziećmi jak i starszych fanów muzyki. Warto pojechać tam choć raz by przekonać się dlaczego o Woodstocku mówią, że to Najpiękniejszy Festiwal Świata.





PAŹDZIERNIK

Kult [7.5/10]


Coroczna Kultowa trasa październikowa, coroczny koncert Kultu w katowickim Spodku. Jak szybko policzyłem to mój siódmy lub ósmy koncert ich występ w tym miejscu. Jak zwykle w przypadku tego zespołu blisko trzy godziny grania i ponad trzydzieści piosenek. Doczekałem się swoich faworytów w postaci Do Ani, Arahji, Lewe lewe loff, Baranka, Gdy nie ma dzieci oraz Polski i Krwi Boga w bisach. Wyjątkowo dobrze i potężnie zabrzmiało tego wieczoru Prosto, utwór tytułowy z ich ostatniej płyty. Jako ostatnią piosenkę tradycyjnie wykonali Sowietów. Dobrze, że niektóre rzeczy się nie zmieniają. Dobrze w październiku wybrać się na koncert ekipy Kazika do Spodka, który ciągle uważam za najlepszą halę koncertową w tym kraju.

Marcelina [8.5/10]

O koncercie Marceliny we wrocławskim Starym Klasztorze pisałem TUTAJ

LISTOPAD

Fisz Emade Tworzywo [7.5/10]


Wydany jesienią album "Mamut", to chyba największy sukces komercyjny braci Waglewskich do tej pory. Dwa utwory osiągnęły szczyt Trójkowej Listy Przebojów, w jednym z utworów zaśpiewała Kasia Nosowska. Na wrocławskim koncercie w klubie Alibi usłyszeliśmy najnowszą płytę w całości (bez instrumentalnego utworu tytułowego, za to z dwukrotnym wykonaniem Śladów). Największe wrażenie zrobiły na mnie wspomniane Ślady, taneczny Pył i Zwiedzam Świat. Świetnie zabrzmiało również bardzo hałaśliwe Karate. Dobrze, że zagrali też kawałki z poprzednich albumów – mowa o Heavi metalu, Wiośnie 86, przearanżowanym Dynamicie i Zwierzu bez nogi. Wszystko brzmiało bardzo dobrze od strony wykonawczej, zwłaszcza gra Emadego na perkusji, Michała Sobolewskiego na gitarze (również muzyka rockowego wcielenia Waglewskich juniorów czyli Kim Nowaka) i Marcina Pendowskiego na basie.

Mikromusic [8.5/10]


Kolejne w tym roku moje spotkanie z muzyką Mikromusic na żywo. Tym razem na osobnym, pełnoprawnym koncercie, do tego w bardzo klimatycznym miejscu. Jak już kiedyś pewnie wspominałem ten zespół to aktualnie moja ulubiona grupa koncertowa w Polsce. Każdym kolejnym występem utwierdzają mnie w tym przekonaniu. Setlista składająca się z wszystkich czterech studyjnych płyt zespołu – świetne wykonania Jesieni, Sopotu, Takiego chłopaka (dwukrotnie), rozbudowanego Zostań tak, Słonecznika, Halo czy Niemiłości 2 (czyli tej mniej cenzuralnej) i Lata 96 czyli najnowszego utworu zespołu zilustrowanego pięknym teledyskiem. Jak zwykle wybornie pod względem wykonawczym, jak zwykle urocza wokalistka Natalia Grosiak. Koniecznie się wybierzcie na ich koncert jak będą grali w pobliżu, ja chętnie zobaczył bym ich w wydaniu akustycznym jako Mikromusic Acoustic Trio.

Dr Misio [8/10]


Kolejny koncert ekipy dowodzonej przez Arka Jakubika, tym razem klubowy. Jak zwykle masa rockowej energii i szalony Jakubik wyśpiewujący kolejne piosenki, których teksty są autorstwa Marcina Świetlickiego i Krzysztofa Vargi. Jako, że to była trasa promująca drugi album Dr Misia zatytułowany "Pogo", to właśnie utwory z tej płyty dominowały na koncercie – usłyszeliśmy więc m.in. utwór tytułowy, Sektę, Modlitwę, Hipstera, Metro i Pedagogikę. Na szczęście znalazło się też miejsce na utwory z debiutanckiego krążka "Młodzi", z którego zespół wykonał świetne Dziewczyny, utwór tytułowy, Mentolowe papierosy, Życie i oczywiście Mr Hui, w którym wokalnie wsparła wokalistę publiczność. Tak jak wspominałem – masa rockowej energii i jeden z najlepszych koncertowych zespołów w kraju.

GRUDZIEŃ

T.Love [8/10]


W ubiegłym roku minęła dwudziesta rocznica wydania płyty „Prymityw”, jednej z najważniejszych w dyskografii kapeli dowodzonej przez Muńka Staszczyka, ulubiona zarówno przez zespół jak i fanów. W związki z tym T.Love postanowiło ruszyć w trasę podczas której mieli w całości zaprezentować materiał z tego albumu. Na początku grudnia zespół zagrał we wrocławskim Starym Klasztorze zaczynając od prezentacji "Prymitywu" począwszy od piosenki To nie jest miłość i Potrzebuję wczoraj, poprzez Glorię, Złygmunta Staszczyka, Boga aż do Nic do stracenia (z utworu kończącego krążek czyli Wakacji zrezygnowano). Po krótkiej przerwie zespół powrócił na scenie i zaprezentował swój the best of. Usłyszeliśmy więc Autobusy i tramwaje, IV LO, Kinga, Warszawę, I love you, Nie,nie,nie, Lucy Phere i Wychowanie. Na sam koniec zespół zostawił cover Boba Dylana The Times there are a-changin`. Kolejny udany koncert jednego z najważniejszych bandów w polskim rocku. Fajnie widzieć ich w dobrej formie.

Nut Ferment 3: Marcelina, Krzysztof Zalewski, Wolna Grupa Bukowina [8/10]


Nut Ferment to inicjatywa wrocławskiego Teatru Muzycznego Capitol mająca formułę muzycznego talk-show na żywo w czasie którego każdy Artysta śpiewa dwie swoje piosenki i jeden cover Artysty występującego w tym samym odcinku. Tym razem jako pierwsza wystąpiła Marcelina która wykonała Nigdy w zawsze i Me and my boyfriend z własnego repertuaru i cover Krzysztofa Zalewskiego Jaśniej (dwukrotnie, gdyż za pierwszym razem pomyliła się w tekście). Następnie zaprezentował się wspomniany Zalewski, który zagrał Ósemko i Fallin mocno przearanżowaną Rzekę autorstwa Wolnej Grupy Bukowiny. Jako ostatnia zaprezentowała się WGB wykonując własną Piosenkę wiosenną i Sielankę o domu oraz Marcelinową Bez ramki. Pomiędzy występami krótkie wywiady z Artystami prowadził Konrad Imiela, dyrektor naczelny i artystyczny Capitolu. Całkiem miły wieczór, w sam raz na kilka dni przed Bożym Narodzeniem.

sobota, 31 stycznia 2015

Live 2014, część druga


[camel]

MAJ cd.

Piotr Bukartyk [8.5/10]


W maju zawitał również do Katowic Piotr Bukartyk ze swoim zespołem. Jak się później okazało był to mój ostatni koncert w Gugalandrze, który po remoncie zmienił trochę charakter i nazwę na Prokultura. Gugalander był jednym z pierwszych klubów studenckich powstałych w Katowicach i mam z tym miejscem masę dobrych wspomnień – piątkowe imprezy, koncerty Ścianki, Maleńczuka, The Car Is On Fire czy Kombajnu będę jeszcze długo pamiętał. W tym niezwykłym miejscu przyszło grać jednemu z moich ulubionych Artystów, który następnego dnia miał obchodzić swoje 50. Urodziny. Na repertuar koncertu złożyły piosenki z jego bogatego repertuary: zarówno te najstarsze (Dokąd się wybierasz), trochę młodsze (Małgocha, Niestety trzeba mieć ambicję, Sznurek, Kobiety jak te kwiaty), te z wydanej w 2012 roku świetnej płyty „Tak Jest I Już” (utwór tytułowy, woodstockowy hymn Z tylu chmur) jak i te zapowiadające najnowszy album Artysty „Kup Sobie Psa” (Piasku ziarenka). Po północy obsługa klubu oraz zgromadzona publiczność zaczęła świętować urodziny Gwiazdy Wieczoru – był szampan, tort oraz chóralne śpiewanie Sto lat. Widać było, że ta niespodzianka szczerze wzruszyła Piotra, który za nią serdecznie podziękował. Bardzo udany koncert i zapewne pamiętny wieczór dla Solenizanta i całego zespołu.

Łona i Webber [8/10]


Pierwszy od bardzo długiego czasu koncert w Katowicach Łony i Webbera udowodnił, że Łona jest w znakomitej formie i nadal pozostaje moim ulubionym raperem. Jego skrzące się inteligencja teksty z połączeniem ze znakomitą muzyką Webbera w wykonaniu zespołu The Pimps na koncertach tworzą mieszankę doskonałą. Repertuar przekrojowy z przewagą piosenek z ostatniego, świetnego wydawnictwa „Cztery I Pół” oraz niespodzianka w wykonaniu hardrockowej wersji piosenki Konewka na koniec. Polecam wybrać się na koncert tej ekipy jak tylko będziecie mieli taką okazję.

Kuba Badach z zespołem i Śląską Orkiestrą Kameralną. Tribute to Zaucha. [9/10]


W maju po trwającym blisko trzy lata remoncie ponownie została otwarta Filharmonia Śląska w Katowicach. Trzeba powiedzieć, że warto było czekać, bo odnowiona siedziba robi duże wrażenie. Pierwszym po przerwie koncertem na który się tam wybrałem był występ Kuby Badach ze swoim zespołem grającym repertuar Andrzeja Zauchy. Muzykom na scenie towarzyszyła Śląska Orkiestra Kameralna. Badach w dzieciństwie miał zaszczyt występować na scenie z Zauchą, więc ciekawiło mnie jak poradzi sobie z interpretacją jego piosenek. Poradził sobie znakomicie – wraz z zespołem przedstawił nowe wersje piosenek Mistrza, które niejednokrotnie przewyższały oryginał i wprowadzały nową jakość do znanych przecież utworów. Kiedy trzeba zespół zagrał rockowo, innym razem funkowo, ale potrafił te zanurzyć się w bardziej subtelnych dźwiękach. Nad wszystkim górował znakomity głos Kuby Badacha, który swoim poczuciem humoru, urokiem i lekkością śpiewania udowodnił, że jest jednym z najznamienitszych polskich wokalistów.

Juwenalia Śląskie: Lao Che, Happysad, Hey [7/10]


Końcówka maja to zazwyczaj czas Juwenalii Śląskich. Tym razem udało mi się zobaczyć w ich ramach trzt koncerty: pierwszego dnia Lao Che i Happysad, a drugiego Hey. Lao Che zagrali swoje największe przeboje, usłyszeliśmy zatem m.in. Hydropiekłowstąpienie, Drogi panie, Zombi!. Podobnie miała się sprawa z Happysad. Ich juwenaliowy koncert to przeboje takie jak Zanim pójdę, Milowy Las czy Wpuść mnie. Drugiego dnia Hey zagrał o wiele mniej przebojowo repertuar który o wiele bardziej nadawałby się na klubowy koncert niż plenerową imprezę. Dopiero końcowa część koncertu i ich starsze przeboje w rodzaju Teksańskiego czy Mojej i Twojej nadziei na dobre rozruszały publiczność.

CZERWIEC

Muzyka Trzech Pokoleń: Lebowski, Collage, SBB [8.5/10]


Bytomskie Centrum Kultury 1 czerwca przygotowało nie lada atrakcję dla miłośników klimatycznego i progresywnego rocka. Oto na jednej scenie miały wystąpić przedstawiciele trzech pokoleń takiej muzyki. Jako pierwszy zaprezentował się szczeciński Lebowski, który zagrał udany, około godzinny, instrumentalny koncert. W pamięci zapadło mi szczególnie wykonanie piosenek Midnight syndrome oraz znanej z Trójkowej Listy Przebojów Goodbye my joy. Jako następni wystąpił Collage, który powrócił na scenę muzyczną po dość długie przerwie. Z pewnością ekspresyjny wokalista był mocnym punktem tego punktu wieczoru, jednakże widziałem jedynie fragmenty tego koncertu więc nie mogę więcej o nim napisać. Wszyscy czekali już na Główną Gwiazdę tego wydarzenia czyli występ zespołu SBB w oryginalnym składzie. Zgromadzona w Beceku publiczność Józefowi Skrzekowi, Apostolisowi Antimosowi i powracającemu do zespołu Jerzemu Piotrowskiemu zgotowała gorące owacje, po których nastąpił świetny, momentami fenomenalny występ. Prawie cała moja uwaga skupiła się na Piotrowskim, który tego wieczoru pokazał swą fenomenalną grą na perkusji znakomitą formę. Zagrali oczywiście moje ulubione Walkin` around the stormy bay. Koniecznie wybierzcie się na występ SBB w tym składzie – w dzisiejszych czasach mało kto gra tak niesamowitą muzykę, wymagającą niezwykłego wirtuozerstwa.

Carmina Burana [9/10]


Moja kolejna wizyta w Filharmonii Śląskiej, znowu na mocno zapadającym w pamięć koncercie. Kantata sceniczna Carmina Burana Carla Orffa jest oparta na średniowiecznym wyborze pieśni. Jest to dzieło wymagające ogromnego aparatu wykonawczego: pełną orkiestrę symfoniczną z rozbudowaną sekcją instrumentów perkusyjnych, dwa fortepiany, dwa chóry (mieszany i chłopięcy) oraz solistów (baryton, sopran i tenor). Z tego powodu nie jest zbyt często wystawiany. Potęga brzmienia, niezwykła dyscyplina wszystkich Artystów sprawia, że słucha się tej muzyki z zapartym tchem, a wykonanie pieśni O Fortuna, która zaczyna i kończy Carminę Buranę na długo pozostaje w pamięci.

Myslovitz [8.5/10]


20 czerwca ubiegłego roku było ważną datą dla wszystkich fanów Myslovitz. Tego dnia w mysłowickim MDK od się pierwszy zlot fanów Myslovitz od czasu, gdy do zespołu dołączyć Michał Kowalonek. Było bardzo przyjemnie - mieliśmy możliwość porozmawiania z członkami grupy, zrobić sobie z nimi pamiątkowe zdjęcia i wziąć udział w quizie poświęconym znajomości Myslo. Wieczorem na kąpielisku Słupna odbyła się impreza „Mysłowice Dobrze Brzmiące”. Na początku wysłuchaliśmy zespołów Delons i Korbowód po których około 20-tej wystąpiła Gwiazda Wieczoru. Świetnie dobrany repertuar, w którym znalazło się miejsce na Życie to surfing, Chciałbym umrzeć z miłości i utwory zagrane w towarzystwie kwartetu smyczkowego (rewelacyjna wersja Końca Lata). Bardzo udany koncert po raz kolejny udowadniający, że Myslovitz bez Artura Rojka to nadal dobry zespół

czwartek, 22 stycznia 2015

Live 2014, część pierwsza

Zaczynamy Podsumowania Kulturalne 2014 roku na Krockusie. Dzisiaj pierwsza część moich koncertowych wspomnień z ubiegłego roku, wkrótce dwie następne. Na przełomie stycznia i lutego na blogu pojawi się 25 moich ulubionych utworów z rok poprzedniego, następnie (w lutym) ranking filmów kinowych i na deser (przełom lutego i marca) część najważniejsza – dwudziestka najlepszych albumów 2014 roku według Krockusa. Zapowiada się więc dużo czytania. Zatem miłej lektury !



[camel]

LUTY

Kari [8/10]


Pierwszym koncertem na który się wybrałem w roku ubiegłym był występ Kari (znanej wcześniej jako Kari Amirian). Artystkę poleciła mi znajoma (która notabene popełniła kiedyś jeden tekst na Krockusie) zamieszczając na swoim blogu pozytywną recenzję jej drugiej płyty – "Wounds And Brouises". Kiedy zobaczyłem, że Kari odwiedzi katowicki Kinoteatr Rialto postanowiłem, że zobaczę jak pani Amirian radzi sobie na żywo. O ile album, pomimo kilku świetnych momentów, wydaje mi się trochę zbyt monotonny i melancholijny, to o koncercie promującym to wydawnictwo tego powiedzieć nie można. Świetna sekcja rytmiczna (zwłaszcza momentami potężnie brzmiąca perkusja), uzdolniony gitarzysta i oczywiście sama Kari – śpiewająca i grająca na klawiszach – to klasa sama w sobie. Utwory z drugiego krążka nabrały mocy i przebojowości, a ballady zyskały szlachetne wykonanie. Szczególnie dobrze zapamiętałem singlowe Hurry up, I surrender, magiczno-mistyczny Eliah (z krótką przedmową Kari na temat Wiary) oraz drugie (zagrane na bis) wykonanie I am you echo, w którym było widać autentyczną radość płynącą z grania.

MARZEC

Myslovitz [7.5/10]


Mój drugi koncert Myslo w Michałem Kowalonkiem w składzie. I to koncert szczególny w którym panowie zaprezentowali swoją chyba najsmutniejszą płytę – "Korovę Milky Bar" z 2002 roku oraz swój najnowszy album czyli "1.577" czyli pierwszą płytę nagraną z wokalistą zespołu Snowman. Szczerze mówiąc wolałbym, by zamiast całościowego wykonania KMB, Mysłowiczanie odegrali kawałek po kawałku mój ulubiony ich album czyli trzy lata starszą „Miłość w czasach popkultury”, ale przecież również na Korovie znajdują się znakomite kawałki. Zaczęli więc, zgodnie z kolejnością, od Sprzedawców marzeń, następnie usłyszeliśmy Acidland, utwór (prawie) tytułowy, Za zamkniętymi oczami oraz kolejne utwory z krążka aż do końca zasadniczej części albumu czyli Szklanego Człowieka. Bonusową Pocztówkę z Lotniska zaśpiewał oczywiście jej oryginalny wykonawca czyli Przemek Myszor. Drugim daniem wieczoru była prezentacja dziesięciu utworów z najświeższego wydawnictwa grupy czyli "1.577" od Telefonu poprzez Prędzej później dalej, Koniec lata, Trzy sny o tym samym aż do finałowego Być jak John Wayne. Duże wrażenie zrobiły na mnie wizualizacje duetu Drobczyk/Kopaniszyn, którzy po jednym fabularyzowanym filmiku do każdej piosenki. Wraz z wybrzmieniem ostatnich dźwięków ostatniego utworu z 1.577 zakończyła się podstawowa część koncertu i zaczęły się bisy, będące moim zdaniem najlepszymi momentami wieczoru, w których mysłowiczanie zaprezentowali ten rodzaj spontanu i energii, który mnie urzekł kilkanaście lat temu.

KWIECIEŃ

ALTERFEST [7.5/10]


Skromniejszy następca odbywającego się kiedyś również w Mysłowicach Off-Festivalu to inicjatywa młodych osób lubiących muzykę alternatywną. Niska cena biletów, ciekawa lokalizacja (dawne kino) i interesujący artyści sprawiły, że chętnie wybrałem się na kolejną (a dla mnie pierwszą) edycję Alterfestu. Nie ukrywam, że magnesem dla mnie były występy nowego projektu Jacka Lachowicza czyli L.A.S. (Lachowicz Audio System) oraz wrocławskiego Mikromusic. Owi Artyści wystąpili jednak dopiero na końcu tego mini festiwalu. Grający przed nimi świetni, energetyczni Don`t You Bear, melancholijni Beat Beat Owl oraz alternatywny duet Brzoska i Gawroński stanęli na wysokości zadania i zagrali ciekawe koncerty. Nowe, jednoosobowe wcielenie byłego współlidera Ścianki, a od dekady kontynuującego udaną solową karierę, Jacka Lachowicza to nowy rozdział w jego twórczości. Muzyk, obsługujący przeróżne klawiatury zaprezentował momentami porywający, pełen energii koncert zaprawiony elektronicznymi brzmieniami. Grający na samym końcu (ich koncert zakończył się o drugiej w nocy) Mikromusic dał jak zwykle bardzo dobry koncert, wykonując utwory chyba ze wszystkich swoich czterech studyjnych płyt, z przewagą tych promujących ich ostatni album "Piękny Koniec". Było oczywiście Takiego Chłopaka, bodajże w dwóch wersjach. O Mikromusic więcej przeczytacie w kolejnej części mojego podsumowania koncertowego, ponieważ udało mi się jeszcze być na ich jednym występie we wrocławskim Starym Klasztorze. Reasumując – duże wyrazy uznania dla organizatorów Alterfestu, to z pewnością interesujące wydarzenie dla górnośląskich miłośników szeroko rozumianej muzyki alternatywnej.

MAJ

Wrocławska 3-majówka [7/10]


Początek maja to zwykle dla mnie czas wrocławskiej 3-majówki. Tak było i tym razem. Choć ze względu na liczne spotkania towarzyskie w tym roku na Wyspie Słodowej widziałem mniej koncertów niż na poprzednich edycjach tego wydarzenia. Pierwszego dnia imprezy udało mi się zobaczyć krótkie fragmenty występów Indios Bravos oraz Bethela czyli Artystów, których przyjemna, często reggae`owa muzyka wprowadziła mnie w dobry nastrój oraz dłuższy fragment koncertu Dawida Podsiadło, który udowodnił, że wbrew swojemu medialnemu wizerunkowi, udowodnił, że wcale nie jest taki nieśmiały i ma całkiem niezłe poczucie humoru. Drugiego dnia spędziłem już na Wyspie Słodowej więcej czasu i mogłem wysłuchać trzech koncertów w całości i jednego we fragmencie. Świetnie wypadł Arkadiusz Jakubik ze swoim zespołem Dr Misio, który zagrał pełen rockowej energii koncert wykonując między innymi Mentolowe papierosy czy Dziewczyny z pierwszego albumu entuzjastycznie przyjęte Pogo i Hipstera z niewydanego wówczas albumu numer dwa. Fragment występu zespołu Piersi z odśpiewanymi gremialnie Helą i, przede wszystkim, Bałkanicą na długo zostanie w mojej pamięci. Bardzo dobrze zapamiętam również moje pierwsze koncertowe spotkanie z muzyką Meli Koteluk – począwszy od Spadochronu poprzez Melodię ulotną, dwa nowe utwory, aż po rewelacyjne Nie zasypiaj z popisami każdego z członków zespołu Meli. Jako ostatni widziałem koncert Strachów Na Lachy z widocznie niedysponowanym tego wieczoru Grabażem (który był pod wyraźnym wpływem pewnej substancji), co jednak nie przeszkadzało jego formie wokalnej (oprócz Nikt tak pięknie nie mówił, że się boi miłości, który został niemiłosiernie wydłużony). Usłyszeliśmy zatem wszystkie znane hity kapeli czyli Dzień dobry kocham Cię, Żyję w kraju, Twoje oczy lubią mnie, Piłę Tango oraz kilka innych.
A konferansjerka Krzysztofa będzie jeszcze długo pamiętana przez uczestników tego koncertu. Podsumowując – udany czas, choć pogoda w tym roku była również nieszczególna to najważniejsze, że nie padało.




Mister D. [9/10]


Dorota Masłowska postanowiła porzucić na chwilę pióro i chwycić za mikrofon. Efektem jest wydany w zeszłym roku album „Społeczeństwo Jest Niemiłe”, które bez wątpienia narobił sporo zamieszania na rynku muzycznym. O samej płycie więcej będzie w krokusowym podsumowaniu płytowym, póki co skupię się na relacji z koncertu. Już samo miejsce występu było oryginalne - okno katowickiej knajpy Kato, zlokalizowanej na ulicy Mariackiej. Publiczność zajęła miejsce na imprezowym deptaku skąd przez okno mogła oglądać zespół i słuchać kolejnych piosenek. A piosenki to niebanalne, zwłaszcza takie utwory jak Kinga, Hajs czy Chleb rozentuzjazmowały publiczność, która znała na pamięć teksty i śpiewała je razem z, coraz bardziej zdumioną tak znakomitym przyjęciem, Dorotą. Najgoręcej została oczywiście przyjęta piosenka Chleb, podczas której część widzów wskoczyła na podest stojący przed klubem i zasłaniając zespół i wykrzykiwała kolejne wersy tej uroczo abstrakcyjnej piosenki. Trudno ubrać w słowa atmosferę tego koncertu, był to niewątpliwie jeden z najbardziej zaskakujących i udanych koncertów na których udało mi się być w minionym roku.


czwartek, 25 grudnia 2014

Wesołych Świąt!

Wielu z Was nie potrafi sobie wyobrazić Świąt Bożego Narodzenia bez usłyszenia piosenki "Last christmas" grupy Wham!. Dla mnie nie ma Świąt bez piosenki "All I want for christmas is you" Mariah Carey z wydanej równo dwadzieścia lat temu płyty "Merry Christmas". Życzę wszystkim czytelnikom Krockusa Wesołych Świąt oraz Muzycznego Nowego Roku! Do zobaczenia w styczniu, gdy przedstawimy wszelkie Podsumowania Kulturalne 2014 roku.

[camel]

wtorek, 4 listopada 2014

Marcelina - Live in Wrocław, Stary Klasztor, 30.10.2014


[camel]
ocena: 8.5/10

Na ten koncert czekałem od stycznia tego roku, kiedy poznałem „Wschody Zachody”, drugi album Marceliny, który zajął trzecie miejsce w moim podsumowaniu 2013 roku. Melodyjność zawartych na nich piosenek, ciekawe teksty i oryginalny, zapamiętywalny wokal Artystki sprawiały, że chciałem przekonać się jak te utwory bronią się na scenie. Na początku września została zapowiedziana trasa, w której jeden z koncertów miał odbyć się we Wrocławiu, mieście w którym Marcelina przez jakiś czas mieszkała i do którego wciąż ma duży sentyment. Z niecierpliwością odliczałem dni do przedostatniego dnia mojego ulubionego miesiąca, aż w końcu pięć dni temu zawitałem do klubu Stary Klasztor na spotkanie z Artystką, która wiele namieszała w moim muzycznym świecie.

Miejsce koncertu okazało się wyjątkowo urokliwe, gotyckie wnętrza, kameralna atmosfera i stoliki zlokalizowane pod sceną pozwalały przypuszczać, że w takich okolicznościach muzyka Marceliny i jej zespołu sprawdzi się znakomicie. Po półgodzinnym suporcie, na który złożył się duet (wokalistka i gitarzysta), który przypomniał nam kilka światowych i polskich przebojów w akustycznym wydaniu, kilka minut po wpół do dwudziestej pierwszej na scenie wszedł zespół i zaczęła się właściwa część wieczoru. Po chwili dołączyła do nich uśmiechnięta i pełna energii Marcelina, która wybijając rytm na ustawionym obok niej bębnie zaczęła śpiewać Everything It`s Alright. Po nim przyszła pora na anglojęzyczny utwór o dziewczynie, która kochała innego chłopaka (znany z miniwystępu Artystki i jej gitarzysty Roberta Cichego na Mauritiusie). Następnie usłyszeliśmy prawie cały album "Wschody Zachody" (z Karmelove na bis) oraz wybrane piosenki z debiutanckiego albumu (Szukam Cię, Me & My Boyfriend, Tatku, Shake It Mama), utwór poświęcony Wrocławiu czyli Wroclove, cover zespołu Roxette Sleeping In My Car oraz powtórzone Everything It`s Alright na sam koniec koncertu. Oczywiście prawie całą moją uwagę skupiała Marcelina, której optymizm udzielał się chyba całej zgromadzonej tego wieczoru publiczności. Oryginalnie ubrana Artystka poza śpiewaniem grała w kilku utworach na gitarze, melodice, wspomnianym bębnie czy gwizdku, na którym zagrała solo w wykonanej z niesamowitym „powerem” piosence Shake It Mama, która była dla mnie najlepszym momentem koncertu.

Niestety, wszystko ma swój kres i po blisko półtoragodzinnej obecności grupy na scenie koncert dobiegł końca. Zadowolony zespół opuścił scenę, był czas na zakup płyt, zdobycie autografu i zrobienie sobie zdjęcie z Artystką. Z niecierpliwością czekam na kolejny koncert Marceliny i jej zespołu, który, tak jak ten, da mi potężną dawkę pozytywnej energii.

wtorek, 16 września 2014

Artur Rojek - Składam się z ciągłych powtórzeń (2014)


Ocena: 9/10
[camel]

Na ten album czekałem bardzo długo, bo mniej więcej od czasu usłyszenia piosenek W drodze, Cisza i wiatr, Jesteś moim będzie czy Cokolwiek się zdarzy, które pokazały, że solowa twórczość Artura ma duży potencjał. Oczywiście myślałem, że płyta Rojka będzie poboczną działalnością Artysty, odskocznią od macierzystego Myslovitz. Stało się jednak inaczej – prawie dwa i pół roku temu Artur opuścił Myslovitz, którzy rok temu wydali całkiem przyzwoity album z Michałem Kowalonkiem w roli wokalisty. Twórca Off Festivalu na swój solowy debiut kazał nam czekać o rok dłużej.

W końcu, na początku kwietnia ukazała się płyta "Składam się z ciągłych powtórzeń". Obecność Bartka Dziedzica w roli producenta pozwalała przypuszczać, że szykuje się sukces na miarę "Grandy" Brodki. Faktycznie, otrzymaliśmy świetny album, w którym Rojek zostawił rockowe brzmienia na rzecz alternatywnego popu i elektroniki. Dwa spośród utworów mogą być już znane fanom wokalisty – mowa o otwierającym całość Lecie 76 oraz Kocie i Pelikanie, które Rojek zaprezentował kilka lat temu na trójkowym koncercie. Reszta to jednak pozycje premierowe. Począwszy od zapowiadającej całość Beksy - nagranej z dziecięcym chórem piosence o nieprzystosowaniu, poprzez taneczne Krótkie momenty skupienia i Czas, który pozostał, najbardziej elektroniczny na albumie, duszny i niepokojący Kokon, dynamiczne To co będzie, genialne Syreny, na finałowej Lekkości i nieudanym Pomyśle 2 kończąc. Jak zwykle ważna rolę pełnią tutaj teksty, będące dla Artura często rozliczeniem z przeszłością (Lato 76), spojrzeniem na teraźniejszość (Kot i Pelikan), refleksją na temat miłości (Syreny) czy antycypacją przyszłości (Lekkość).

"Składam się z ciągłych powtórzeń" to bardzo ważny album, pokazujący, że Artur Rojek doskonale radzi sobie bez pomocy kolegów z Myslovitz i potrafi stworzyć materiał, zarówno dobry pod względem artystycznym, jak i przebojowy. Niedawno osiągnięta platyna pokazuje, że przed Arturem jeszcze niejeden sukces i niejeden udany album. Warto więc śledzić jego karierę i czekać na kolejną tak udaną jak "Składam się z ciągłych powtórzeń" płytę.