GRA MUZYKA

niedziela, 28 marca 2010

Płytowe premiery wiosenne



[camel]


29 marca
Pavement - Quarantine the past: The best of Pavement
Various Artists - The limits of control (Soundtrack)
Bonnie Prince Billy - The wonders show of the world
The Knife - Tomorrow in a year

30 marca
Dżem - 30. urodziny [3 dvd + 4 cd]

2 kwietnia

Black Rebel Motorcycle Club - Beat the devil`s tattoo

5 kwietnia
Jonsi (Sigur Ros) - Go
The Doves - The Best of [cd/dvd]

6 kwietnia
Ania - Ania Movie

9 kwietnia
David Byrne & Fatboy Slim - Here lies love
Craig David - Signed sealed delivered

12 kwietnia
Vaya Con Dios - Comme on est venu
MGMT - Congratulations [cd, lp, limited edition]
Czesław Śpiewa - Pop

13 kwietnia
Happy Pills - Retrosexual

16 kwietnia
Pink Freud - Monster jazz
Kate Nash - My best friend is you

19 kwietnia
Cypress Hill - Rise up

20 kwietnia
Robert Gawliński - Kalejdoskop

23 kwietnia
Cieślak i Księżniczki - [tba]

26 kwietnia
Boogie wonderland: The best of Earth, Wind and Fire
Gotan Project - Tango 3.0

27 kwietnia
Cree 15 - Cree z Orkiestrą Kameralną Miasta Tychy

3 maja
Nigel Kenedy - Shhh!

7 maja
Rufus Wainwright - All days are nights: Songs for Lulu

jesień
ŚCIANKA - [tba]
MYSLOVITZ - [tba]

środa, 17 marca 2010

"Tatarak" w reżyserii Andrzeja Wajdy (2009)



[dominika]
ocena: 8/10


Za panem Andrzejem Wajdą nie przepadam i to chyba nigdy się nie zmieni. Jednakże byłam bardzo ciekawa tego filmu, przede wszystkim ze względu na specyfikę jego nakręcenia. Z jednej strony mamy tutaj ekranizację opowiadania Jarosława Iwaszkiewicza, a z drugiej dokument o treści bardzo osobistej dla Krystyny Jandy, ponieważ przedstawia on niedawną śmierć jej męża. Nie będę się tutaj rozwodzić nad tym, o czym jest mowa w samym opowiadaniu, napiszę tylko, że ukazane są tu - nie dla każdego widoczne - przepiękne powiązania pomiędzy treścią opowiadania, a przeżyciami pani Jandy. Z resztą ona sama w pewnym momencie stwierdza, że Tatarak zawsze będzie jej przypominał o prywatnych doświadczeniach o których opowiada w filmie. Wszystko to otoczone jest piękną scenografią, zresztą film kręcony był 30 km od mojego miasta - w Grudziądzu, który jest tutaj nadzwyczajnie piękny.
Tatarak z pewnością nie jest filmem łatwym w odbiorze. Narzuca bowiem bolesną prawdę, że śmierć zawsze przychodzi za szybko, nawet jeżeli człowiek się w pewnym stopniu na nią przygotuje oraz, że życie naprawdę przemija i to zdecydowanie za szybko. To jeden z nielicznych polskich obrazów z ostatnich lat, który przypadł mi do gustu.

piątek, 5 marca 2010

"Coco Chanel" w reżyserii Anny Fontaine (2009)

KREACJE COCO, KREATYWNOŚĆ AUDREY




[ania wasilewska-stawiak]
ocena: 10/10


Na samym początku była Amelką, która z kina francuskiego, radosnym truchtem, dotarła do kina światowego. Hollywood potrzebowało kruchej, zamyślonej aktorki, pijącej herbatę z mlekiem oraz wdzięcznie wcinającej croissant. Naiwna, rzekomo bardzo dziewczęca bohaterka filmu Amelia, zachwycała się otaczającą ją codziennością. Wiosną w Paryżu, odgłosem pękających bąbelków w opakowaniach foliowych, latem w Paryżu, smakiem truskawek, jesienią w Paryżu, deszczem na szybie urokliwej kafejki, zimą w Paryżu i płatkami śniegu, wirującymi wokół Wieży Eiffla… Na miejscu tej młodej dziewczyny każdy byłby zachwycony, nie dziwi więc Ameliowy apetyt na życie czy chęć znalezienia sobie ‘misji do wykonania’. Kolejną więc misją uroczej Audrey Tautou było udowodnienie swoim fanom, że nie jest tylko eteryczną istotką idealną do kochania i pielęgnowania (wizerunek ten potwierdziła także w filmach Bóg jest wielki, a ja malutka, Miłość. Nie przeszkadzać!), ale również aktorką pełną wigoru plus artystycznego potencjału. Czy udało się udowodnić te cechy, niechaj rozsądzają fani Kodu da Vinci. Kolejny kasowy hit z udziałem Tautou, choć z pewnością zapisał się w historii kinematografii jako pop-adaptacja fabularna pop-powieści jakoby sensacyjnej, dla mnie nie jest miernikiem talentu pięknej Francuzki. Następne próby wyrobienia sobie aktorskiej marki również spełzły na niczym, bo rodacy i tak bezkrytycznie wielbili swą nową Audrey, a kinomaniacy kojarzyli "tę, no, Amelię", która zagrała w Kodzie u boku samego Toma Hanksa.

Wreszcie, wielka kampania promocyjna, towarzysząca ekranizacji biografii Coco Chanel, ujawniła nieznane oblicze znanej gwiazdy. Anne Fontaine zdecydowała się, by w swój autorski sposób opowiedzieć o wydarzeniach, które ukształtowały najsłynniejszą projektantkę mody. W pięknie uwiecznionym dziele (znakomite zdjęcia, bogata scenografia, zapierające dech kostiumy – kreacje Chanel) reżyserka skupiła się na surowym wychowaniu malutkiej Gabrielle, na trudnej – kabaretowej młodości ambitnej Coco. Audrey Tautou brawurowo pokazała, jak gorzka przeszłość wpłynęła na czupurny charakter Chanel. Udowodniła, przy użyciu swych znakomitych aktorskich umiejętności, że chudziutka chłopczyca może uwodzić milionerów. Że może osiągnąć sukces zawodowy o jakim nie śniło się przedwojennym dyktatorom stylu. Oglądając film o historii Chanel, mniej skupiam się więc na wątku miłosnym głównej bohaterki, przeszywa mnie bowiem świdrujące spojrzenie czarnookiej Tautou. Spojrzenie to, jeśli wierzyć starym fotografiom, jest kopią czujnego spojrzenia genialnej Coco. Zachwyca mnie wdzięk szczuplutkiej kobiety, dumnie noszącej spodnie, krawat, białe koszule i czarne suknie. I małe kapelusze, pozbawione karnawałowych ozdób, tak charakterystyczne dla wizerunku "Pani Chanel". Myślę, że śmiało można stwierdzić, iż Audrey Tautou, zainspirowana losem odtwarzanej przez siebie postaci, wykazała się ogromną klasą aktorską. Jej kreatywność zasługiwała na taką rolę. Przecież o Coco Chanel może opowiadać (wyłącznie po francusku!) wyłącznie Francuzka. Wyłącznie taka Francuzka jak Audrey Tautou.

środa, 3 marca 2010

Półroczne podsumowanie filmowe.
Lipiec-grudzień 2009, część druga.

[camel]
6. Nigdy nie mów nigdy [7/10, listopad] Anna Dereszowska w roli singielki starającej się o dziecko. Jan Wieczorkowski jako jej adorator. Że niby tania psychologia, tanie emocjonalne chwyty? Ja tam nie wiem, ale widać Dereszowska grała dla mnie na tyle wiarygodnie, że mnie przekonała. Miło oglądać (szkoda, że tylko w drugoplanowej roli) coraz lepszą Marietę Żukowską, a tytułowa piosenka Ani Dąbrowskiej bardzo udana. 5. Galerianki [7/10, wrzesień] „Zresztą w naszych czasach miłość nie istnieje, trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać”. Trudno o zdanie, wypowiadane w filmie przez Milenę, które lepiej streszcza Galerianki. Charakterystycznymi cechami debiutanckiego filmu Katarzyny Rosłaniec jest świetna muzyka O.S.T.R`a, Mosquito i Skinny Patrini oraz niezwykle nasycone, żywe kolory. Jeżeli ktoś chce pogłębionej analizy problemu to w tym filmie jej nie znajdzie, acz może zastanowi się mocniej nad problemem nastoletniej prostytucji (sponsoringu?) wśród młodych lasek, którym mało kto poświęca uwagę. Poza tym czy reżyserka filmu nazywając przywódczynię Galerianek Mileną inspirowała się piosenką Katarzyny Nosowskiej? Wszak "Milena to dziwka, tak zwykli mówić Ci, co jej nie mieli, a bardzo chcieliby mieć". 4. Ostatnia akcja [8/10, wrzesień] Seniorzy polskiego kina, w gronie których znaleźli się m.in. Jan Machulski (jego ostatnia rola), Barbara Kraftówna, Marian Kociniak i Alicja Janowska w akcji oraz reprezentujący młodsze pokolenie Antoni Pawlicki i Karolina Gorczyca. Grupa byłych powstańców próbuje odegrać się na nieuczciwym mecenasie Szaro (granym przez Piotra Fronczewskiego), u którego pracował wnuk jednego z nich. Dość wartka akcja, wyraziste postaci oraz dużo humoru. Warto zobaczyć.
3. Rewers [8.5/10, listopad]
Obsypany wszelkimi możliwymi nagrodami debiutancki film Borysa Lankosza moim zdaniem nie jest może aż tak wybitny i udany jak oceniają go niektórzy krytycy, ale na pewno jest dziełem wartym obejrzenia. Polska w epoce stalinizmu jest miejscem, w którym toczy się historia trzech kobiet: Sabiny (Agaty Buzek), jej matki (Krystyny Jandy) i babki (Anna Polony). Jako, że Sabina ciągle nie może znaleźć sobie męża jej mama i babka ciągle próbują znaleźć kogoś odpowiedniego. Nieskutecznie do czasu, gdy na horyzoncie pojawia się Bronek (Marcin Dorociński). Wydaje się on być świetnym kandydatem dla Sabiny, choć jak się później okaże niekoniecznie… Czarno-biała czarna komedia z udaną jazzową muzyką jazzową Włodzimierza Pawlika. Ogląda się dobrze, choć ciągle nie rozumiem dlaczego ludzie oceniają ten film wyżej od tego z pozycji No.1 w moim rankingu. Czyli lekki overrated.
2. ENEN [9/10, wrzesień]
Wrocław, rok 1997 czyli podczas i zaraz po Powodzi Stulecia, która te miasto dotkliwie doświadczyła. Pracujący w szpitalu psychiatrycznym młody lekarz Konstanty (Borys Szyc) zaczyna interesować się losami tytułowego NN czyli pacjentem cierpiącym na amnezję, z którym nie ma kontaktu, a wszystkie dokumenty dotyczące jego osoby zaginęły. Wiadomo tylko, że nazywa się Paweł Płocki. ENEN to kolejny po Komorniku świetny obraz przedstawiciela Kina Moralnego Niepokoju. Trzyma w napięciu do samego końca fundując nam niespodziewane zakończenie. A Wrocław po raz kolejny udowadnia, że jest odpowiednim miastem do kręcenia w nim filmów i seriali. Więcej takich filmów, proszę!
1. Dom zły [10/10, grudzień]
Są takie filmy, płyty, książki czy spektakle teatralne, które uważamy za skończone. W których nie umiemy znaleźć jakichś wad, słabych stron. Takim dziełem jest dla mnie drugi (po Weselu) pełnometrażowy film Wojciecha Smarzowskiego. To obraz wstrząsający, traumatyczny i GENIALNY. Opowiada historię Edwarda Środonia (Arkadiusz Jakubik), który po stracie żony dostaję pracę w Bieszczadach. Po dotarciu na miejsce, w trakcie deszczowej nocy gubi się. Jedynym domem w okolicy jest pewien samotny dom zamieszkiwany przez Dziabasów, w którym postanawia się schronić, by rano wyruszyć do celu. I tutaj zaczyna się prawdopodobnie najokropniejsza przygoda jego życia. Film toczy się równolegle w dwóch planach: jesienią `80, kiedy owe wydarzenia miały miejsce oraz dwa lata później podczas niezwykle mroźnej zimy w czasie rekonstrukcji zdarzeń. Każdy aktor w Domu Złym zagrał świetnie począwszy od grających główne role Arkadiusza Jakubika, Mariana Dziędziela i Kingi Preis poprzez policjanta Bartłomieja Topę, prokuratora Roberta Więckiewicza na ciężarnej policjantce granej przez Katarzynę Cynkę i SBku Sławomirze Orzechowskim kończąc. Złowieszcza, jassowa muzyka Mikołaja Trzaski potęguje napięcie, to samo się tyczy niesamowitego montażu. Sporo superlatyw w tym tekście, ale Dom zły zasługuje na nie jak mało który film ostatnimi czasy. Daję 10/10 i z niecierpliwością czekam na kolejne, jak mniemam równie traumatyczne, dzieło tego reżysera.

piątek, 19 lutego 2010

Półroczne podsumowanie filmowe.
Lipiec-grudzień 2009, część pierwsza.

Tym razem w dwóch częściach, bo i filmów ciekawych oraz wywołujących ożywiony dyskurs medialny było trochę więcej.Na początek te, które mnie nie do końca zadowoliły. Wkrótce ścisły top. Miejscem projekcji było głównie (pierwsze) katowickie Cinema City.


[camel]


12. Nowszy model – [4.5/10, listopad]

Niby komedia romantyczna, a romantyzmu tu jak na lekarstwo. Catherina Zeta-Jones jako zdradzona pani po 40-tce, która szuka pocieszenia w młodym opiekunie jej dziecka. Średni film, choć jak ktoś lubi Catherinę to może obejrzeć. Choć wcale nie musi.

11. Mniejsze zło – [5.5/10, październik]

Żółty szalik to na pewno nie jest. Przeciętny film o cwanym studencie, który pisać nie potrafi, ale plagiatem się nie brzydzi. Lesław Żurek, Magdalena Cielecka i Tamara Arciuch. W epizodzie Borys Szyc. Pan Morgenstern miewał już lepsze filmy. Ten jest dość nudny, przewidywalny i raczej nieudany. Choć Szyca zawsze warto zobaczyć na ekranie bo to dobry aktor jest. A i Pszoniak w roli 'psychicznego' przekonujący.

10. Miłość na wybiegu – [6/10, wrzesień]

Zawsze się interesowałem dlaczego faceci oglądają komedie romantyczne. Wytłumaczenia znalazłem dwa: a) by pójść z dziewczyną na (pierwszą?) randkę do kina, bo to filmy zazwyczaj niezajmujące i 'bezpieczne' oraz b) bo najczęściej w rolach głównych obsadzane są urodziwe aktorki. Tutaj w roli urodziwej
(i zdolnej) aktorki mamy - debiutującą jakiś czas temu w Korowodzie J. Stuhra - Karolinę Gorczycę i partnerującego jej, jak zawsze świetnego, Marcina Dorocińskiego. Sama historia do wciągających nie należy, a Gorczyca nie odegrała swojej roli z takim wdziękiem i urokiem osobistym jak Ania Cieślak w sympatycznym Dlaczego Nie!. Ale sam film jak to się mówi 'Nie boli'.

9. Do Czech razy sztuka - [6.5/10, październik]

Jiri Machacek tym razem w filmie stricte czeskim. Facet koło 40-tki, nauczyciel języka czeskiego w miejscowej szkole odchodzi od żony rzucając się w wir lekkiego (kontolowanego?) hedonizmu, w czasie którego odwozi do domów spod knajp pijanych gości swoim skuterem ('Bania taxi', swoją drogą mam wrażenie, że taka usługa by się w naszym kraju również przydała) oraz znajduje w agencji towarzyskiej swoją byłą uczennicę. Jak to GW zwykła pisać: 'Do refleksji'.

8. U Pana Boga za miedzą – [6.5/10, lipiec]

Ostatnia część 'trylogii ściany wschodniej'’. Mam sentyment do tego typu niespiesznych filmów poświęconych polskiej prowincji (Zmruż Oczy, Sztuczki czy Wino Truskawkowe) więc oglądało mi się ten film J. Bromskiego całkiem przyjemnie. Tym razem obyło się bez 'pagierów' znanych z części pierwszej ale za to było kilka innych zabawnych ale też i wzruszających sytuacji.

7. Oszukać przeznaczenie 4 (3D) – [6.5+0.5/10, wrzesień]

Pierwszy film pełnometrażowy, który miałem okazję zobaczyć w technologii trójwymiarowej. Sama fabuła dla osób znających poprzednie trzy części nie zaskakuje – grupa młodych ludzi cudem unika śmierci, ostrzeżona przez mającego wizję katastrofy kolegi. Tym razem rzecz dzieje się na torze wyścigowym. Nie to jest jednak w tym filmie najciekawsze, a jakość i realizm efektów 3D. Wydaję się, że naprawdę samochód na nas jedzie, spadające żelastwo wbije nam się w ciało, a korek od szampana wybije oko. A sceny 'rentgenowej' śmierci zaskakują oryginalnością i namacalnością wręcz. I za te dodatkowe wrażenia 0,5 pkt więcej.

środa, 10 lutego 2010

"Galerianki" w reżyserii Katarzyny Rosłaniec

Dominika o głośnych Galeriankach. Jakkolwiek zjawisko 'młodych dziewczyn szukających sponsoringu' jest znane we Warszawie od dawna, to poza stolicą jest o wiele mniej widoczne - stąd pewnie znudzenie warszawiaków tą tematyką i zarzuty o nieaktualności filmu.



[dominika]
ocena: 5.5/10


Przyglądając się szerzonemu ostatnio w mediach problemowi tzw. ”Galerianek” byłam naprawdę zaciekawiona tym filmem. Spodziewałam się obrazu szokującego, dobitnego, przepełnionego wyczerpującymi portretami psychologicznymi bohaterów. W moim jednak odczuciu widz otrzymał tylko zarys tego wszystkiego.

Pierwsza uwaga dotyczy aktorów. Osoby występujące w filmie miały być jak najbardziej naturalne – tutaj tego mi zdecydowanie zabrakło. Przez to Galerianki tracą na wiarygodności. Plusem jest tylko i wyłącznie rola Ali oraz występ Artura Barcisia i Izabeli Kuny jako rodziców głównej bohaterki.
Film ten jest dla mnie bardzo infantylny. Nie ma w nim emocjonalności, wyraźnie nakreślonych bodźców, które kierują działaniami bohaterek. Natomiast sam pomysł samobójstwa nie sprawdzającego się w sytuacji intymnej chłopaka może i był dobry, jednak sposób w jaki został on przedstawiony – zupełnie na „sucho” - został odebrany przeze mnie wyłącznie jako zwyczajna głupota.
Obraz miał uczyć, miał uświadomić ludziom skalę problemu. Miał też przestrzegać młodych ludzi przed kroczeniem taką ścieżką. Tymczasem dziewczyny w filmie żyją sobie niemal beztrosko, materialnie rzecz jasna mają wszystko czego potrzebują - miewają co prawda kłopoty w szkole, ale kto by tak na dobrą sprawę się tym przejmował. Problem ciąży również nie wydaje się w filmie czymś naprawdę strasznym. Zirytował mnie również sposób w jaki bohaterki spotykają swoich sponsorów – pójdziemy do galerii i od razu znajdziemy kilku takich, którzy na pewno się zgodzą. No to ja pytam w takim razie - do jakich one chodzą galerii? Znaczna część takich właśnie dziewczyn na co dzień poznaje mężczyzn przez Internet.

Ukazanie problemu w filmie w ten sposób może mieć zupełnie odwrotny skutek, niż taki, który twórcy chcieli osiągnąć. Młodzież ocenia bowiem wszystko swoimi specyficznymi kategoriami, które tworzą niekiedy moralność niezrozumiałą dla ludzi dorosłych. Być może gdyby udział w filmie wzięli w większości profesjonalni aktorzy, a on sam nasycony był emocjami pokazanymi z różnych punktów widzenia, miałby większy wydźwięk i byłby wiarygodny. Tak niestety się nie stało, a szkoda.