GRA MUZYKA

wtorek, 24 grudnia 2013

Mery Kristmas & e Hepi Niu Jer!

W zeszłym roku przedstawiłem kilka z moich ulubionych piosenek zimowo-świątecznych, w tym roku będzie jedna, nieświąteczna, ale za to z dzwonami i o odświętnym charakterze - największy przebój z przedostatniej, bardzo udanej płyty Coldplay oraz sylwestrowo-noworoczna pieśń ABBY, jednego z największych popowych zespołów w historii muzyki. To wszystkiego dobrego i widzimy się w połowie stycznia, kiedy zaczną się krockusowe podsumowania wszelakie :)

[camel]


piątek, 20 grudnia 2013

Ewa Farna - (W)inna?


Ocena: 8/10
[camel]

Pierwsza (nie licząc cd/dvd wydanej po 18-tkowym koncercie) dorosła płyta polsko-czeskiej wokalistki to mój mocny kandydat do czołówki płyt roku. Ewa, obdarzona naprawdę mocnym, rockowym głosem do tej pory nie umiała nagrać porządnego, rockowego albumu, który broniłby się jako całość – bywały naprawdę dobre single (Cicho, EWAkuacja, Bez łez, Nie przegap), ale ciągle brakowało dobrego albumu. Poprzednia płyta ("EWAkuacja" sprzed 3 lat) wskazywała jednak, że wszystko jest na dobrej drodze. Jednak nadal była to muzyka zrobiona przez nastolatkę dla nastolatków. Czyli jakby nie mieściłem się w targecie.

"(W)inną?" Ewa pokazuje, że dorosła i nie zamierza śpiewać tylko dla bardzo młodej publiczności. Choć pierwsze dwa utwory jeszcze nie wskazują, że będzie przełomowo – Znak i Tajna Misja, mimo, że to dobre piosenki to jednak niezbyt wyróżniające się od jej wcześniejszych utworów. Pierwsze zwiastuny zmian widać w wyjątkowo udanej (te dęciaki w refrenie!), żywiołowej Ulubionej Rzeczy zilustrowanej ciekawym i zabawnym teledyskiem. Następny utwór, dramatyczno-patetyczna pieśń Przepraszam odnosi się do wypadku, który Ewa spowodowała w ubiegłym roku i myślę, że pokajała się przed swoimi słuchaczami na tyle, że już nie warto wracać do tej sprawy. O ile dotąd mogliśmy mówić o zwiastunach zmian to Nie w porę to już prawdziwy przełom w karierze Ewy – akustyczna ballada o smooth-jazzowym zabarwieniu przyjemnie buja i pokazuje, że wokalistka dobrze się czuje nie tylko w rockowej i pop-rockowej konwencji. Kolejne dwa kawałki – Ktoś z nami kręci poprzedzony próbką (sporych) możliwości wokalnych Farnej i Daj mi żyć to jedne z najbardziej rockowych pozycji na płycie. Takie 'grzałki' będą jeszcze na "(W)innej?" dwie, ale po kolei. Kolejna piosenka, pop-rockowe Z napisami jest moim zdaniem najmniej udana na albumie, więc nie ma się co o niej rozpisywać. Po tym, jedynym na tym albumie 'wypełniaczu', pora na utwór Mamo!, który podobnie jak Przepraszam odznacza się dużą dawką dramatyzmu i patosu oraz znów pokazuje jak dobrą wokalistką jest Ewa. Najdłuższa na płycie Rutyna z apelem do fanów zwanych niekiedy Farnoholikami to jedna z najmocniejszych (jakościowo i brzmieniowo) pozycji na albumie. Pod koniec czekają nas jeszcze dwie niespodzianki. Poradnik dla początkujących z radami jak się ustawić w szołbizie („Dziecko, jeszcze raz rzucaj głową, potrzebne jest show, końcówki i dykcja, żeby radia też kupiły go, Ogrom dobrej pracy, ale Ewa między nami: kogo obchodzi to? Puszczaj playback, chłopie, będziemy znów na topie, VIPami się zrobimy, bywaniem zarobimy”) to utwór niemalże metalowy w którym Farna próbuje nawet rapować. Końcówka płyty to znów zabawy Ewy z jazzem, które zresztą mogą dać jakiś efekt w przyszłości o czym świadczą tytuł (To be kontiniut...) i słowa „To mi się podoba, może nagramy jazzową płytę?”. Czemu nie, może być ciekawie.

Podsumowując – "(W)inna?" to solidny, rockowy materiał zdradzający ciągoty w kierunku hip-hopu, hardrocka czy jazzu. Pokazuje, że Ewa Farna dojrzała, stać ją na wydanie albumu nie podlizującego się starym (w sensie stażu) wielbicielom, a umożliwiającego zdobywanie nowych fanów którzy dotąd raczej nie byli zainteresowani muzyką wykonywaną przez nią do tej pory. Warto śledzić jej karierę i czekać jaki będzie jej kolejny ruch. Kto wie, może powtórzy losy Brodki, która z niewyróżniającej się popowej piosenkarki przeobraziła się w świadomą własnych możliwości Artystkę, na której kolejne propozycje muzyczne czeka się z wypiekami na twarzy. Tego jej życzę!

niedziela, 8 grudnia 2013

Zapowiedź: Ewa Farna - (W)inna?


Tak jak już pisałem na krockusowym fanpejdżu miesiąc temu Ewa Farna nagrała porządną, najlepszą w swojej karierze, płytę którą udowadnia, że nie jest tylko 'piosenkarką dla nastolatków', a kimś kto jest w stanie w niedalekiej przyszłości rozdawać karty w polskim mainstreamie. Jej pierwsze dorosłe studyjne wydawnictwo (w sierpniu Ewa wkroczyła w trzecią dekadę życia) to album pełen rockowej energii choć filtrujący z hip-hopem czy nawet - w dwóch utworach - z jazzem. Recenzja '(W)innej?' już wkrótce na Krockusie. Póki co zapraszam do obejrzenia dwóch teledysków promujących płytę:

[camel]



czwartek, 7 listopada 2013

Edyta Bartosiewicz - Renovatio (2013)


[camel]
Ocena: 8.5/10

15 lat to niemal całe pokolenie. A właśnie tyle na swój album kazała nam czekać jedna z najwybitniejszych polskich wokalistek. Po anglojęzycznym „Love”, rewelacyjnym „Śnie”, dość przeciętnym „Szok`n`show”, pięknym, jesiennym „Dzieckiem” i raczej udanych „Wodospadach” zamilkła na długie lata, co jakiś czas przypominając się pojedynczymi piosenkami, z których największy sukces odniosła ta nagrana w duecie z Krzysztofem Krawczykiem. I kiedy już myśleliśmy, że wraca w 2010 po tym jaki pierwszy raz po latach wystąpiła na żywo, okazało się, że jeszcze musimy trochę poczekać. W końcu nadszedł 1 października 2013 i płyta ukazała się na rynku. Nasuwają się pytania: czy warto było czekać tyle czasu? Czy Artystka po tak długim okresie milczenia ma jeszcze coś do zaoferowania swoim wielbicielom? Czy zdobędzie nowych fanów? Czy stylistyka, która była modna w latach 90-tych ubiegłego wieku sprawdzi się również w drugiej dekadzie wieku następnego? Myślę, że na wszystkie te pytania można odpowiedzieć twierdząco – złota płyta w kilka dni po premierze to naprawdę niezły wynik w dzisiejszych czasach. Bartosiewicz powraca z albumem, który spokojnie mógł być wydany w 2002 (czyli wtedy kiedy pierwotnie miał się ukazać). Stylistyka muzyki wykonywanej przez Artystkę nie zmieniła się przez te wszystkie lata.

Ważne są już dwa pierwsze utwory w których Edyta próbuje wytłumaczyć się z tak długiego okresu swojej muzycznej absencji – depresyjna „Pętla”, opowiadająca o niekończącym się smutku, z którego podmiot liryczny nie umie się uwolnić („Niezałatwione wciąż do końca/sprawy o których chcę zapomnieć/zepchnięte na bok / przemilczane/powracają do mnie”, „Wiem, że byłam tu nieraz/rozpoznaję rzeczy kształt/czterech ścian zszarzałą biel/przydymione światła lamp/i kiedy pewna jestem już/że spłaciłam cały dług/wtedy nagle jak w złym śnie/znów powracam tu…”) świetnie kontrastuje z rockowym, tytułowym Renovatio, w której następuje wyzwolenie i wyjście do świat(ł)a, gdzie śpiewa o śmierci dotychczasowego stylu życia („I nagle wszystko kończy się/reanimacji nie zdał się trud/litry przetoczonej krwi/pacjent nie przeżył, nie zdarzył się żaden cud”) i początku nowego, znacznie lepszego („Godzina za godziną, byś w końcu sam na to wpadł/że to najlepsze, co mogło się stać/zrzuć za siebie cały ciężar/martwych wspomnień zbolałą treść/niech biją salwy na Twoją cześć/salwy na Twoją cześć!”). Po tak ciekawym początku dalej jest jeszcze lepiej. Singlowi Rozbitkowie, traktujące o kończącej się miłości, zdają się być typowym dla Edyty utworem – co w tym przypadku jest plusem. Wraz z następnym utworem ma miejsce pierwsze poważne zaskoczenie. Mowa o podszytej syntetycznym beatem piosence Italiano, która zdradza nawet pewne taneczne walory (w końcowej części pojawiają się nawet „dęciaki”), choć byłby to taniec dość nietypowy. Pod indeksem szóstym kryje się piosenka znana większości fanom Edyty już od lat – Niewinność tym razem w wersji 2013 to najbardziej rockowa pozycja na albumie i jeden z moich faworytów przypominający najlepsze utwory Bartosiewicz z czasów albumów „Sen” i „Szok`n`szow”. Utwór nr 7 to znów eksperymenty z elektroniką, choć już tą bardziej jej mroczną odmianą, bo i tekst do takich prób odpowiedni („Znam dobrze wszystkie twe tajemnice/jak rentgen Cię przeszywam na wskroś/pewien bądź, że nawet przez chwilę/nie odstępuję Ciebie na krok”, „Jestem ciemną stroną twego oblicza, cieniem który zrzucasz/złym snem/echem twego serca bicia/sekretem, który kryjesz na dnie”).
Wyjątkowo sugestywna Madame Bijou, melancholijna opowieść o wizycie w nocnym barze, która jednakowoż przynosi silne przekonanie o tym, że jest „(…) Jeszcze coś co się we mnie tli/co sprawia, że wciąż tę wiarę mam/że w czyichś ramionach znów rozpalę swoje dni/gdy nadejdzie czas…”). Podobne, krzepiące treści niesie drugi singiel z płyty Upaść by wstać („Upaść, by wstać/i choć nie przestajesz się chwiać/i nowy nie przedarł się świt/choć wciąż brakuje ci sił/ten pierwszy zrób krok/ bo choć straciłeś coś/co los kiedyś Ci dał/wiedz, że upadłeś, by wstać”). Ryszard opowiada o ucieczce z dotychczasowego, szarego życia, Żołnierzyk o ciągłych zmaganiach się z rzeczywistością, w której jednak znajduje się drobne przyjemności i małe zwycięstwa („Tyle już walk/rozegranych w szarym tle/codziennych spraw/choć pada już z nóg/na pozycji swej/mały żołnierzyk wciąż trwa”). Najbardziej optymistyczną piosenką na płycie bez wątpienia jest Orkiestra tamtych dni z dość zabawnym tekstem, o którym jednak nie będę pisał, by nie psuć niespodzianki słuchaczom. Dość powiedzieć, że bujający rytm i ów tekst właśnie powodują, że piosenka na długo pozostaje w pamięci. Ostatnia pozycja na albumie – Tam dokąd zmierzasz (Chwila) to piękne zakończenie z marzycielską wizją przyszłości („Tam dokąd zmierzasz/rosną pola herbacianych róż/co w słońcu się pną/swym zapachem/tuląc cię do snu”, „Z dala od zgiełku miast i gonitw/złych myśli, co szklą się na twej skroni/neonów, co mamią tanim blaskiem/z dala od giętkich ust/szczerych słów pozbawionych”). Ponad siedmiominutowa piosenka, z pięknym finałem pozostawia słuchacza w stanie jakiegoś trudnego do opisania spokoju, ukojenia – przynajmniej ja mam takie uczucia za każdym razie gdy Tam dokąd zmierzasz (tak pierwotnie miał się nazywać ten album), a zarazem cała płyta „Renovatio” dobiega końca.

13 utworów, 65 minut muzyki. Tyle liczb. Nie one są jednak najważniejsze, bo otrzymaliśmy album do którego chce się wracać, który mimo, iż klimatem najbardziej przypomina mi „Dziecko”, to jednak w przeciwieństwie do tamtej płyty zawiera w sobie większą dawkę optymizmu i wiary w lepsze jutro. Edyta Bartosiewicz wraca w dobrym stylu, z uniwersalnymi piosenkami o miłości, niepokojach i nadziei. Piosenkami, z którymi słuchacz może się łatwo identyfikować bo opowiadają o różnych aspektach także naszego życia. Pozostaje mieć nadzieję, że wkrótce doczekamy się pełnowymiarowej trasy koncertowej na której będziemy mogli posłuchać utworów ze wszystkich sześciu solowych płyt Artystki. I razem z Nią przeżywać wszystkie emocje, które zawarła w swoich tekstach.

środa, 23 października 2013

Zapowiedź: Edyta Bartosiewicz - "Renovatio"

Dokąd odeszłaś moja piękna
Co z Tobą stało się?
W swe siły zbyt ufna
Zgubiłaś drogę
Nocą bezsenna
Zlękniona dniem

Tak brzmiał fragment refrenu piosenki Niewinność, która miała zapowiadać kolejną płytę Edyty Bartosiewicz. Słowa utworu okazały się prorocze i jedna z najwybitniejszych polskich wokalistek zamilkła na kolejnych 11 lat. Choć dawała sygnały życia (wielki hit nagrany z Krzysztofem Krawczykiem, koncert na warszawskim festiwalu trzy lata temu, piosenka nagrana dla filmu animowanego, koncert w Trójce z okazji jubileuszu Trójkowej Listy Przebojów) to powróciła, miejmy nadzieję na długo, dopiero 1 października tego roku albumem "Renovatio". Będziecie o nim mogli przeczytać tutaj niedługo. Bo Krockus również wraca.

[camel]

niedziela, 7 lipca 2013

Heineken Open`er Festival 2013. Dzień pierwszy, 3 lipca 2013


Pierwszą, ogłoszoną jeszcze w listopadzie zeszłego roku, gwiazdą Open`era 2013 został brytyjski Blur, jeden z najważniejszych zespołów ostatniego ćwierćwiecza. Grupa miała na początku lipca zagrać w Gdyni po raz pierwszy w Polsce. Ta informacja sprawiła, że bardzo chciałem tego dnia znaleźć się na Babich Dołach. I udało się, szkoda tylko, że na jeden dzień bo line-up tegorocznego festiwalu jest moim zdaniem najlepszy od lat. Dzisiejszym koncertem Rihanny, który odbędzie się w dodatkowym, piątym dniu zakończy się jego 12. edycja. 3 lipca po całonocnej podróży pociągiem około godziny 17 zjawiłem się na terenie imprezy. Nie było już sensu zmierzać do sporo oddalonego od wejścia Tent Stage na koncert Dawida Podsiadło, więc postanowiłem się spotkać ze znajomymi, wypić napój sponsora oraz posilić się przed wieczorem i nocą pełną muzycznych wrażeń.

[camel]
ocena: 8/10

Dzień pierwszy - 3 lipca

MIKROMUSIC [8/10]


Patrząc na rozpiskę koncertów pierwszego dnia wiedziałem, że na koncert tego wrocławskiego zespołu muszę się wybrać, tym bardziej, że ostatnio koncertują rzadko. Po świetnym, tegorocznym albumie "Piękny koniec" (którego obiecana recenzja mam nadzieję pojawi się wkrótce na Krockusie) ciekawy byłem jak utwory z tego albumu zabrzmią na koncercie. Zagrali trzy – na początek piękny Za mało, który wprowadził publiczność w atmosferę koncertu (świetna forma wokalna Natalii Grosiak), następnie dedykowany sąsiedniemu miastu Sopot oraz Takiego chłopaka, który wzbudził największy aplauz widowni. Z mojego ulubionego "Sennika" zaprezentowali dwie ballady: Świat oddala się ode mnie oraz W źrenicach. Bardzo pozytywnie przyjęto także „niegrzeczną”, drugą wersję Niemiłości. Muzycy mieli okazję się wykazać w energicznym Szkodniku oraz Jesieni. Czego zabrakło? Według mnie ich pierwszego przeboju Dobrze jest oraz popisowego Kardamon i pieprz, którym często kończyli swoje koncerty. Rozumiem jednak, że trzeba było wybrać tak, żeby całość zamknęła się w godzinie, bo tyle trwał koncert. Warto docenić poświęcenie Dawida Korbaczyńskiego, który grał doskonale mimo obandażowanego palca. Mikrusy jak zwykle zaprezentowali się świetnie, choć czekam bardziej na ich koncerty klubowe, bo ta muzyka wydaje się być stworzona do bardziej kameralnych warunków.

EDITORS [7/10]


To ich drugi koncert na Open`erze i drugi, który miałem okazję zobaczyć. Dłuższy od poprzedniego, może trochę gorszym, bo nie znałem tak dobrze wszystkich utworów jak na poprzednim koncercie – trzecia płyta niespecjalnie mi się podobała, a nowej jeszcze nie miałem okazji słyszeć. Z tzw. „przebojów” zagrali Munich, Smokers outsider the hospital doors, Racing rats, An end has a start, nowy singiel A ton of love oraz na sam koniec rewelacyjną, wydłużoną wersję Papillon. Z innych znanych mi utworów usłyszeliśmy Bones i Bullets. Blisko połowę set listy stanowiły utwory z nowej płyty "The weight of your love", które trudno mi oceniać słysząc je po raz pierwszy – jednak kilka z nich było naprawdę niezłych i bardziej w stylu dwóch pierwszych albumów niż trzeciego, co cieszy. Zmęczenie po bezsennej nocy jednak dawało się we znaki i koncertu słuchałem głównie wylegując się na trawie i zbierając siły na najważniejszy dla mnie koncert tego dnia.

BLUR [9/10]


Ostatnie dwa tygodnie to wyjątkowe dni dla fanów brytyjskiego rocka. Najpierw na Stadionie Narodowym w Warszawie zaprezentował się Paul McCartney, na którego występie niestety nie byłem, po to by kilkanaście dni później znaleźć się na koncercie Blur, którzy podobnie jak Paul zawitali do Polski po raz pierwszy. Po obejrzeniu na DVD świetnego koncertu z londyńskiego Hyde Parku z okazji zakończenia Igrzysk Olimpijskich byłem bardzo ciekawy jak zabrzmią w Gdyni. Teraz mogę z całą pewnością napisać, że zagrali rewelacyjny koncert składający się z ich największych przebojów, które wylansowali na przestrzeni ostatnich dwudziestu kilku lat – były więc m.in. Girls & Boys (na sam początek), Beetlebum, Out of time, Coffee & TV (w czasie którego fani unieśli w górę wizerunek „Milky`ego” z teledysku), Tender, Parklife, Country house, This is a low, The Universal oraz na sam koniec szalone Song 2. Z mojej ukochanej "13" zabrzmiały jeszcze Caramel oraz Trimm Trabb z genialnym, jazgotliwym finałem. Znalazło się także miejsce na Under the westway, jeden z ostatnich jak na razie nowych utworów opublikowanych przez zespół. Największe wrażenie na koncercie robił oczywiście pełen energii Damon Albarn polewając publiczność wodą, zapraszając ją do wspólnego śpiewania Tender czy wspinając się na barierki podczas wykonywania Country House. Widać było, że był wzruszony tak gorącym przyjęciem przez polskich fanów. Podsumowując – Blur dał porywający, półtoragodzinny koncert i pozostaje mieć nadzieję, że zagrają jeszcze w Polsce i wydadzą następcę "Think Tank" sprzed 10 lat.

FOX [8.5/10]


Po północy na Scenie Alterklub zaprezentował się klawiszowiec Michał "Fox" Król ze swoim zespołem oraz zaproszonymi gośćmi – wokalistami i wokalistkami z których najbardziej znana była Paulina Przybysz z Sistars. Ten koncert był dla mnie największym zaskoczeniem pierwszego dnia festiwalu – był tak porywający i zmuszający do tańczenia jak openerowe koncerty Basement Jaxx i Scissor Sisters sprzed siedmiu lat. Głośna i „agresywna” wersja elektroniki zaprezentowana przez Foxa i jego przyjaciół była dla mnie (i sądzę, że dla innych będących na koncercie słuchaczy także) idealnym zwieńczeniem tego dnia. Najbardziej spodobały mi się utwory wykonane przez siostrę Przybysz, a szczególnie piosenka Go ahead, którą tej nocy usłyszeliśmy dwa razy.

PODSUMOWANIE


Na pewno warto było się znaleźć na tegorocznym Open`erze, nawet – tak jak ja – na jeden dzień by usłyszeć trzy dobre i bardzo dobre koncerty oraz jeden rewelacyjny (Blur). Organizacja na dobrym poziomie, nagłośnienie również, specjalnych kolejek w strefie gastronomicznej nie było, ceny jeszcze „do przełknięcia”. Bardzo chętnie pojawię się znów na Babich Dołach za rok albo dwa, najchętniej na całość festiwalu. A wszystkim tym, którzy jeszcze z Gdyni nie wrócili życzę świetnej zabawy na dzisiejszym koncercie Rihanny oraz bezpiecznej podróży do domów. I do zobaczenia na następnych Open`erach!



Natalia Grosiak


Damon Albarn podczas Country House


Openerowy Diabelski Młyn