GRA MUZYKA

niedziela, 8 grudnia 2013

Zapowiedź: Ewa Farna - (W)inna?


Tak jak już pisałem na krockusowym fanpejdżu miesiąc temu Ewa Farna nagrała porządną, najlepszą w swojej karierze, płytę którą udowadnia, że nie jest tylko 'piosenkarką dla nastolatków', a kimś kto jest w stanie w niedalekiej przyszłości rozdawać karty w polskim mainstreamie. Jej pierwsze dorosłe studyjne wydawnictwo (w sierpniu Ewa wkroczyła w trzecią dekadę życia) to album pełen rockowej energii choć filtrujący z hip-hopem czy nawet - w dwóch utworach - z jazzem. Recenzja '(W)innej?' już wkrótce na Krockusie. Póki co zapraszam do obejrzenia dwóch teledysków promujących płytę:

[camel]



czwartek, 7 listopada 2013

Edyta Bartosiewicz - Renovatio (2013)


[camel]
Ocena: 8.5/10

15 lat to niemal całe pokolenie. A właśnie tyle na swój album kazała nam czekać jedna z najwybitniejszych polskich wokalistek. Po anglojęzycznym „Love”, rewelacyjnym „Śnie”, dość przeciętnym „Szok`n`show”, pięknym, jesiennym „Dzieckiem” i raczej udanych „Wodospadach” zamilkła na długie lata, co jakiś czas przypominając się pojedynczymi piosenkami, z których największy sukces odniosła ta nagrana w duecie z Krzysztofem Krawczykiem. I kiedy już myśleliśmy, że wraca w 2010 po tym jaki pierwszy raz po latach wystąpiła na żywo, okazało się, że jeszcze musimy trochę poczekać. W końcu nadszedł 1 października 2013 i płyta ukazała się na rynku. Nasuwają się pytania: czy warto było czekać tyle czasu? Czy Artystka po tak długim okresie milczenia ma jeszcze coś do zaoferowania swoim wielbicielom? Czy zdobędzie nowych fanów? Czy stylistyka, która była modna w latach 90-tych ubiegłego wieku sprawdzi się również w drugiej dekadzie wieku następnego? Myślę, że na wszystkie te pytania można odpowiedzieć twierdząco – złota płyta w kilka dni po premierze to naprawdę niezły wynik w dzisiejszych czasach. Bartosiewicz powraca z albumem, który spokojnie mógł być wydany w 2002 (czyli wtedy kiedy pierwotnie miał się ukazać). Stylistyka muzyki wykonywanej przez Artystkę nie zmieniła się przez te wszystkie lata.

Ważne są już dwa pierwsze utwory w których Edyta próbuje wytłumaczyć się z tak długiego okresu swojej muzycznej absencji – depresyjna „Pętla”, opowiadająca o niekończącym się smutku, z którego podmiot liryczny nie umie się uwolnić („Niezałatwione wciąż do końca/sprawy o których chcę zapomnieć/zepchnięte na bok / przemilczane/powracają do mnie”, „Wiem, że byłam tu nieraz/rozpoznaję rzeczy kształt/czterech ścian zszarzałą biel/przydymione światła lamp/i kiedy pewna jestem już/że spłaciłam cały dług/wtedy nagle jak w złym śnie/znów powracam tu…”) świetnie kontrastuje z rockowym, tytułowym Renovatio, w której następuje wyzwolenie i wyjście do świat(ł)a, gdzie śpiewa o śmierci dotychczasowego stylu życia („I nagle wszystko kończy się/reanimacji nie zdał się trud/litry przetoczonej krwi/pacjent nie przeżył, nie zdarzył się żaden cud”) i początku nowego, znacznie lepszego („Godzina za godziną, byś w końcu sam na to wpadł/że to najlepsze, co mogło się stać/zrzuć za siebie cały ciężar/martwych wspomnień zbolałą treść/niech biją salwy na Twoją cześć/salwy na Twoją cześć!”). Po tak ciekawym początku dalej jest jeszcze lepiej. Singlowi Rozbitkowie, traktujące o kończącej się miłości, zdają się być typowym dla Edyty utworem – co w tym przypadku jest plusem. Wraz z następnym utworem ma miejsce pierwsze poważne zaskoczenie. Mowa o podszytej syntetycznym beatem piosence Italiano, która zdradza nawet pewne taneczne walory (w końcowej części pojawiają się nawet „dęciaki”), choć byłby to taniec dość nietypowy. Pod indeksem szóstym kryje się piosenka znana większości fanom Edyty już od lat – Niewinność tym razem w wersji 2013 to najbardziej rockowa pozycja na albumie i jeden z moich faworytów przypominający najlepsze utwory Bartosiewicz z czasów albumów „Sen” i „Szok`n`szow”. Utwór nr 7 to znów eksperymenty z elektroniką, choć już tą bardziej jej mroczną odmianą, bo i tekst do takich prób odpowiedni („Znam dobrze wszystkie twe tajemnice/jak rentgen Cię przeszywam na wskroś/pewien bądź, że nawet przez chwilę/nie odstępuję Ciebie na krok”, „Jestem ciemną stroną twego oblicza, cieniem który zrzucasz/złym snem/echem twego serca bicia/sekretem, który kryjesz na dnie”).
Wyjątkowo sugestywna Madame Bijou, melancholijna opowieść o wizycie w nocnym barze, która jednakowoż przynosi silne przekonanie o tym, że jest „(…) Jeszcze coś co się we mnie tli/co sprawia, że wciąż tę wiarę mam/że w czyichś ramionach znów rozpalę swoje dni/gdy nadejdzie czas…”). Podobne, krzepiące treści niesie drugi singiel z płyty Upaść by wstać („Upaść, by wstać/i choć nie przestajesz się chwiać/i nowy nie przedarł się świt/choć wciąż brakuje ci sił/ten pierwszy zrób krok/ bo choć straciłeś coś/co los kiedyś Ci dał/wiedz, że upadłeś, by wstać”). Ryszard opowiada o ucieczce z dotychczasowego, szarego życia, Żołnierzyk o ciągłych zmaganiach się z rzeczywistością, w której jednak znajduje się drobne przyjemności i małe zwycięstwa („Tyle już walk/rozegranych w szarym tle/codziennych spraw/choć pada już z nóg/na pozycji swej/mały żołnierzyk wciąż trwa”). Najbardziej optymistyczną piosenką na płycie bez wątpienia jest Orkiestra tamtych dni z dość zabawnym tekstem, o którym jednak nie będę pisał, by nie psuć niespodzianki słuchaczom. Dość powiedzieć, że bujający rytm i ów tekst właśnie powodują, że piosenka na długo pozostaje w pamięci. Ostatnia pozycja na albumie – Tam dokąd zmierzasz (Chwila) to piękne zakończenie z marzycielską wizją przyszłości („Tam dokąd zmierzasz/rosną pola herbacianych róż/co w słońcu się pną/swym zapachem/tuląc cię do snu”, „Z dala od zgiełku miast i gonitw/złych myśli, co szklą się na twej skroni/neonów, co mamią tanim blaskiem/z dala od giętkich ust/szczerych słów pozbawionych”). Ponad siedmiominutowa piosenka, z pięknym finałem pozostawia słuchacza w stanie jakiegoś trudnego do opisania spokoju, ukojenia – przynajmniej ja mam takie uczucia za każdym razie gdy Tam dokąd zmierzasz (tak pierwotnie miał się nazywać ten album), a zarazem cała płyta „Renovatio” dobiega końca.

13 utworów, 65 minut muzyki. Tyle liczb. Nie one są jednak najważniejsze, bo otrzymaliśmy album do którego chce się wracać, który mimo, iż klimatem najbardziej przypomina mi „Dziecko”, to jednak w przeciwieństwie do tamtej płyty zawiera w sobie większą dawkę optymizmu i wiary w lepsze jutro. Edyta Bartosiewicz wraca w dobrym stylu, z uniwersalnymi piosenkami o miłości, niepokojach i nadziei. Piosenkami, z którymi słuchacz może się łatwo identyfikować bo opowiadają o różnych aspektach także naszego życia. Pozostaje mieć nadzieję, że wkrótce doczekamy się pełnowymiarowej trasy koncertowej na której będziemy mogli posłuchać utworów ze wszystkich sześciu solowych płyt Artystki. I razem z Nią przeżywać wszystkie emocje, które zawarła w swoich tekstach.

środa, 23 października 2013

Zapowiedź: Edyta Bartosiewicz - "Renovatio"

Dokąd odeszłaś moja piękna
Co z Tobą stało się?
W swe siły zbyt ufna
Zgubiłaś drogę
Nocą bezsenna
Zlękniona dniem

Tak brzmiał fragment refrenu piosenki Niewinność, która miała zapowiadać kolejną płytę Edyty Bartosiewicz. Słowa utworu okazały się prorocze i jedna z najwybitniejszych polskich wokalistek zamilkła na kolejnych 11 lat. Choć dawała sygnały życia (wielki hit nagrany z Krzysztofem Krawczykiem, koncert na warszawskim festiwalu trzy lata temu, piosenka nagrana dla filmu animowanego, koncert w Trójce z okazji jubileuszu Trójkowej Listy Przebojów) to powróciła, miejmy nadzieję na długo, dopiero 1 października tego roku albumem "Renovatio". Będziecie o nim mogli przeczytać tutaj niedługo. Bo Krockus również wraca.

[camel]

niedziela, 7 lipca 2013

Heineken Open`er Festival 2013. Dzień pierwszy, 3 lipca 2013


Pierwszą, ogłoszoną jeszcze w listopadzie zeszłego roku, gwiazdą Open`era 2013 został brytyjski Blur, jeden z najważniejszych zespołów ostatniego ćwierćwiecza. Grupa miała na początku lipca zagrać w Gdyni po raz pierwszy w Polsce. Ta informacja sprawiła, że bardzo chciałem tego dnia znaleźć się na Babich Dołach. I udało się, szkoda tylko, że na jeden dzień bo line-up tegorocznego festiwalu jest moim zdaniem najlepszy od lat. Dzisiejszym koncertem Rihanny, który odbędzie się w dodatkowym, piątym dniu zakończy się jego 12. edycja. 3 lipca po całonocnej podróży pociągiem około godziny 17 zjawiłem się na terenie imprezy. Nie było już sensu zmierzać do sporo oddalonego od wejścia Tent Stage na koncert Dawida Podsiadło, więc postanowiłem się spotkać ze znajomymi, wypić napój sponsora oraz posilić się przed wieczorem i nocą pełną muzycznych wrażeń.

[camel]
ocena: 8/10

Dzień pierwszy - 3 lipca

MIKROMUSIC [8/10]


Patrząc na rozpiskę koncertów pierwszego dnia wiedziałem, że na koncert tego wrocławskiego zespołu muszę się wybrać, tym bardziej, że ostatnio koncertują rzadko. Po świetnym, tegorocznym albumie "Piękny koniec" (którego obiecana recenzja mam nadzieję pojawi się wkrótce na Krockusie) ciekawy byłem jak utwory z tego albumu zabrzmią na koncercie. Zagrali trzy – na początek piękny Za mało, który wprowadził publiczność w atmosferę koncertu (świetna forma wokalna Natalii Grosiak), następnie dedykowany sąsiedniemu miastu Sopot oraz Takiego chłopaka, który wzbudził największy aplauz widowni. Z mojego ulubionego "Sennika" zaprezentowali dwie ballady: Świat oddala się ode mnie oraz W źrenicach. Bardzo pozytywnie przyjęto także „niegrzeczną”, drugą wersję Niemiłości. Muzycy mieli okazję się wykazać w energicznym Szkodniku oraz Jesieni. Czego zabrakło? Według mnie ich pierwszego przeboju Dobrze jest oraz popisowego Kardamon i pieprz, którym często kończyli swoje koncerty. Rozumiem jednak, że trzeba było wybrać tak, żeby całość zamknęła się w godzinie, bo tyle trwał koncert. Warto docenić poświęcenie Dawida Korbaczyńskiego, który grał doskonale mimo obandażowanego palca. Mikrusy jak zwykle zaprezentowali się świetnie, choć czekam bardziej na ich koncerty klubowe, bo ta muzyka wydaje się być stworzona do bardziej kameralnych warunków.

EDITORS [7/10]


To ich drugi koncert na Open`erze i drugi, który miałem okazję zobaczyć. Dłuższy od poprzedniego, może trochę gorszym, bo nie znałem tak dobrze wszystkich utworów jak na poprzednim koncercie – trzecia płyta niespecjalnie mi się podobała, a nowej jeszcze nie miałem okazji słyszeć. Z tzw. „przebojów” zagrali Munich, Smokers outsider the hospital doors, Racing rats, An end has a start, nowy singiel A ton of love oraz na sam koniec rewelacyjną, wydłużoną wersję Papillon. Z innych znanych mi utworów usłyszeliśmy Bones i Bullets. Blisko połowę set listy stanowiły utwory z nowej płyty "The weight of your love", które trudno mi oceniać słysząc je po raz pierwszy – jednak kilka z nich było naprawdę niezłych i bardziej w stylu dwóch pierwszych albumów niż trzeciego, co cieszy. Zmęczenie po bezsennej nocy jednak dawało się we znaki i koncertu słuchałem głównie wylegując się na trawie i zbierając siły na najważniejszy dla mnie koncert tego dnia.

BLUR [9/10]


Ostatnie dwa tygodnie to wyjątkowe dni dla fanów brytyjskiego rocka. Najpierw na Stadionie Narodowym w Warszawie zaprezentował się Paul McCartney, na którego występie niestety nie byłem, po to by kilkanaście dni później znaleźć się na koncercie Blur, którzy podobnie jak Paul zawitali do Polski po raz pierwszy. Po obejrzeniu na DVD świetnego koncertu z londyńskiego Hyde Parku z okazji zakończenia Igrzysk Olimpijskich byłem bardzo ciekawy jak zabrzmią w Gdyni. Teraz mogę z całą pewnością napisać, że zagrali rewelacyjny koncert składający się z ich największych przebojów, które wylansowali na przestrzeni ostatnich dwudziestu kilku lat – były więc m.in. Girls & Boys (na sam początek), Beetlebum, Out of time, Coffee & TV (w czasie którego fani unieśli w górę wizerunek „Milky`ego” z teledysku), Tender, Parklife, Country house, This is a low, The Universal oraz na sam koniec szalone Song 2. Z mojej ukochanej "13" zabrzmiały jeszcze Caramel oraz Trimm Trabb z genialnym, jazgotliwym finałem. Znalazło się także miejsce na Under the westway, jeden z ostatnich jak na razie nowych utworów opublikowanych przez zespół. Największe wrażenie na koncercie robił oczywiście pełen energii Damon Albarn polewając publiczność wodą, zapraszając ją do wspólnego śpiewania Tender czy wspinając się na barierki podczas wykonywania Country House. Widać było, że był wzruszony tak gorącym przyjęciem przez polskich fanów. Podsumowując – Blur dał porywający, półtoragodzinny koncert i pozostaje mieć nadzieję, że zagrają jeszcze w Polsce i wydadzą następcę "Think Tank" sprzed 10 lat.

FOX [8.5/10]


Po północy na Scenie Alterklub zaprezentował się klawiszowiec Michał "Fox" Król ze swoim zespołem oraz zaproszonymi gośćmi – wokalistami i wokalistkami z których najbardziej znana była Paulina Przybysz z Sistars. Ten koncert był dla mnie największym zaskoczeniem pierwszego dnia festiwalu – był tak porywający i zmuszający do tańczenia jak openerowe koncerty Basement Jaxx i Scissor Sisters sprzed siedmiu lat. Głośna i „agresywna” wersja elektroniki zaprezentowana przez Foxa i jego przyjaciół była dla mnie (i sądzę, że dla innych będących na koncercie słuchaczy także) idealnym zwieńczeniem tego dnia. Najbardziej spodobały mi się utwory wykonane przez siostrę Przybysz, a szczególnie piosenka Go ahead, którą tej nocy usłyszeliśmy dwa razy.

PODSUMOWANIE


Na pewno warto było się znaleźć na tegorocznym Open`erze, nawet – tak jak ja – na jeden dzień by usłyszeć trzy dobre i bardzo dobre koncerty oraz jeden rewelacyjny (Blur). Organizacja na dobrym poziomie, nagłośnienie również, specjalnych kolejek w strefie gastronomicznej nie było, ceny jeszcze „do przełknięcia”. Bardzo chętnie pojawię się znów na Babich Dołach za rok albo dwa, najchętniej na całość festiwalu. A wszystkim tym, którzy jeszcze z Gdyni nie wrócili życzę świetnej zabawy na dzisiejszym koncercie Rihanny oraz bezpiecznej podróży do domów. I do zobaczenia na następnych Open`erach!



Natalia Grosiak


Damon Albarn podczas Country House


Openerowy Diabelski Młyn


czwartek, 6 czerwca 2013

Myslovitz - 1.577 (2013)


[camel]
ocena: 7.5/10

20 kwietnia 2012 to data, która na zawsze pozostanie w pamięci wszystkich Myslofanów. Tego dnia zostaliśmy poinformowani o tym, że po dwudziestu latach wspólnego grania Myslovitz opuszcza jego współzałożyciel i lider wokalista Artur Rojek. Mimo, że nie był on jedynym twórcą muzyki i tekstów kwintetu to w powszechnej świadomości od zawsze był najbardziej kojarzony z tym mysłowickim zespołem. Pozostali w zespole muzycy (Wojciech Powaga, Jacek i Wojciech Kuderscy oraz Przemysław Myszor) ogłosili, że rozstali się „po dżentelmeńsku”, nie chcąc podawać powodów rozłamu (to, że nie każdy z Panów tego postanowienia dotrzymał to inna sprawa), Artur Rojek był jeszcze bardziej tajemniczy. Nowym wokalistą grupy został Michał Kowalonek, muzyk poznańskiego zespołu Snowman. Pierwszym koncertem była otwarta dla fanów próba, która odbyła się w mysłowickim MDK (a dokładniej dwie próby pod rząd z 30 kwietnia 2012), zaraz potem zespół zagrał pierwszy „duży” koncert na wrocławskiej 3-majówce. Do premiery nowej piosenki z Kowalonkiem na wokalu było nam dane czekać do grudnia, kiedy to 3 sny o tym samym zostały opublikowane. Ta całkiem przyjemna i melodyjna piosenka, poruszająca temat zmian w zespole („Właśnie ten zwrotny punkt/trzeba mi zmian/ fala poniesie mnie tam gdzie będę chciał/zmienić wszystko by się nie zmieniło wcale nic”) zaostrzyła apetyt na resztę materiału. Zanim jednak owa premiera nastąpiła udało mi się zobaczyć grupę na ich katowickim koncercie, który utwierdził mnie w przekonaniu, że jest na co czekać. Wreszcie wiosną otrzymaliśmy konkrety – album o tajemniczym tytule "1.577" ukaże się w połowie maja najpierw w wersji cyfrowej, a pod koniec miesiąca w formie fizycznej.

Płyta zaczyna się od jedynego utworu w którego tworzeniu żadnego udziału nie miał Rojek. Mowa o Telefonie, którego wymyślił Kowalonek (a tekstowo pomógł mu go dokończyć Myszor). To wyjątkowo udane otwarcie – z początku zapowiada się na zwyczajną balladę, jaką ten zespół ma w swoim repertuarze sporo, jednakże narastająca dramaturgia i finał utworu każe zakwalifikować tę piosenkę do dzieł wybitnych. Tekstowo to moim zdaniem jeden z najpiękniejszych momentów albumu. Następnie otrzymujemy drugi (a właściwie pierwszy, zależy jak na to patrzeć) singiel zespołu – wyjątkowo energetyczny, podszyty niemal tanecznym beatem Prędzej później dalej, który będzie pewnie koncertowym pewniakiem. Utwór nr 3 – Wszystkie zawsze ważne rzeczy to rzecz z niesamowicie jak na Myslovitz optymistycznym tekstem (z wersami typu „Wiesz, że droga ta między nami długa nie jest i tak/ tylko długo trwa” czy „I będzie tu niebieski dom/z całych sił buduję go/Dla Ciebie jest”). Całość, mimo singlowego potencjału wydaje się jednak trochę zbyt banalna. Podobny, optymistyczny charakter na "1.577" ma jeszcze utwór finałowy – Być jak John Wayne, tutaj jednak trudno mieć jakieś zarzuty o banał (tekstowy albo melodyczny), bo to utwór raczej z serii tych krzepiących i motywujących do działania („Cieszę się tym co tu mam/największe odkrycie od lat/rzeczy i sprawy i ja/najprostsze z tych jakie znam”, „Teraz wiem i tak/że niezwykłe jest gdzieś obok nas/widzę to i wiem/że niezwykłe jest tu obok mnie”). To również najbardziej pogodna finałowa piosenka jaką zespół miał na swoich płytach, dotychczas preferowali na koniec zostawić bardzo dołujące utwory (typu Szklany człowiek, Czytanka dla niegrzecznych czy Blog filatelistów polskich).
Zdarzają się na albumie również momenty bardziej psychodeliczne takie jak syntetyczny, przepiękny Koniec lata czy druga część piosenki Jaki to kolor? (z podtytułem 4.00 czyli czwarta rano) będąca dopełnieniem udanej części pierwszej (tej z dopiskiem GFY będącym skrótem niecenzuralnego angielskiego zwrotu), w której największe wrażenie robi na mnie chóralnie wykrzyczane Daj mi być sobą. Najostrzejszym fragmentem płyty jest podszyty nerwowym rytmem Trzy procent, któremu jednak daleko (pod względem ekspresji wokalnej i dynamiki) do podobnych kawałków z poprzednich płyt takich jak Złe mi się śni czy Ofiary zapaści Teatru Telewizji. Jedynym nieporozumieniem w tym zestawie wydaje mi się przedostatnia piosenka na płycie zatytułowana Szum, która wydaje mi się dość nijaka.

Reasumując, o ile "Nieważne jak wysoko jesteśmy..." sprzed dwóch lat uznaję za przepiękne pożegnanie Artura z zespołem i jeden z najlepszych albumów w ich karierze, to "1.577", pierwszą płytę nagraną bez jego wokalnego udziału uważam za udany początek nowej drogi grupy. Michał Kowalonek z trudnego zadania następcy charyzmatycznego lidera wykazał się całkiem dobrze – nie próbuje go naśladować, a wręcz czasami udaje mu się odcisnąć w nowych piosenkach własne piętno zarówno w sferze tekstowej, melodycznej czy ekspresji wokalnej. Zapewne jeszcze trochę wody w Wiśle upłynie zanim fani do końca zaakceptują Michała na miejscu Artura, jednakże Kowalonek jest na dobrej drodze do tego, by stać się godnym kontynuatorem Rojka. Na ile „wsiąkł” w zespół jednak przekonamy się jednak dopiero na następnym albumie, który będzie pierwszym nagranym w nowym składzie. Wszystko wskazuje jednak na to, że warto czekać na kolejne wydawnictwa jednego z moich ulubionych zespołów.

niedziela, 2 czerwca 2013

Zapowiedzi: Myslovitz - 1.577

Kilkanaście dni temu, początkowo tylko w wersji cyfrowej, a od tygodnia w wersji fizycznej ukazał się dziesiąty studyjny album Myslovitz. Jest to pierwszy album z Michałem Kowalonkiem - nowym wokalistą na pokładzie zespołu. W większości kompozycji brał jednak udział poprzedni wokalista Artur Rojek, który był współkompozytorem piosenek zawartych na albumie. Poniżej umieszczam występ zespołu na tegorocznej Offensywie, która odbyła się na falach Trójki w styczniu, jeden z moich ulubionych utworów na nowym albumie - Koniec lata z Offsesji sprzed dwóch tygodni, oraz interesujący, choć w ogóle niezwiązany z tematyką piosenki, teledysk do "3 snów o tym samym". A recenzja nowej płyty pojawi się w ciągu kilku dni. Stay tuned!

[camel]




ps. dziękuję wszystkim tym, który umieścili powyższe pliki w internecie