GRA MUZYKA

środa, 23 października 2013

Zapowiedź: Edyta Bartosiewicz - "Renovatio"

Dokąd odeszłaś moja piękna
Co z Tobą stało się?
W swe siły zbyt ufna
Zgubiłaś drogę
Nocą bezsenna
Zlękniona dniem

Tak brzmiał fragment refrenu piosenki Niewinność, która miała zapowiadać kolejną płytę Edyty Bartosiewicz. Słowa utworu okazały się prorocze i jedna z najwybitniejszych polskich wokalistek zamilkła na kolejnych 11 lat. Choć dawała sygnały życia (wielki hit nagrany z Krzysztofem Krawczykiem, koncert na warszawskim festiwalu trzy lata temu, piosenka nagrana dla filmu animowanego, koncert w Trójce z okazji jubileuszu Trójkowej Listy Przebojów) to powróciła, miejmy nadzieję na długo, dopiero 1 października tego roku albumem "Renovatio". Będziecie o nim mogli przeczytać tutaj niedługo. Bo Krockus również wraca.

[camel]

niedziela, 7 lipca 2013

Heineken Open`er Festival 2013. Dzień pierwszy, 3 lipca 2013


Pierwszą, ogłoszoną jeszcze w listopadzie zeszłego roku, gwiazdą Open`era 2013 został brytyjski Blur, jeden z najważniejszych zespołów ostatniego ćwierćwiecza. Grupa miała na początku lipca zagrać w Gdyni po raz pierwszy w Polsce. Ta informacja sprawiła, że bardzo chciałem tego dnia znaleźć się na Babich Dołach. I udało się, szkoda tylko, że na jeden dzień bo line-up tegorocznego festiwalu jest moim zdaniem najlepszy od lat. Dzisiejszym koncertem Rihanny, który odbędzie się w dodatkowym, piątym dniu zakończy się jego 12. edycja. 3 lipca po całonocnej podróży pociągiem około godziny 17 zjawiłem się na terenie imprezy. Nie było już sensu zmierzać do sporo oddalonego od wejścia Tent Stage na koncert Dawida Podsiadło, więc postanowiłem się spotkać ze znajomymi, wypić napój sponsora oraz posilić się przed wieczorem i nocą pełną muzycznych wrażeń.

[camel]
ocena: 8/10

Dzień pierwszy - 3 lipca

MIKROMUSIC [8/10]


Patrząc na rozpiskę koncertów pierwszego dnia wiedziałem, że na koncert tego wrocławskiego zespołu muszę się wybrać, tym bardziej, że ostatnio koncertują rzadko. Po świetnym, tegorocznym albumie "Piękny koniec" (którego obiecana recenzja mam nadzieję pojawi się wkrótce na Krockusie) ciekawy byłem jak utwory z tego albumu zabrzmią na koncercie. Zagrali trzy – na początek piękny Za mało, który wprowadził publiczność w atmosferę koncertu (świetna forma wokalna Natalii Grosiak), następnie dedykowany sąsiedniemu miastu Sopot oraz Takiego chłopaka, który wzbudził największy aplauz widowni. Z mojego ulubionego "Sennika" zaprezentowali dwie ballady: Świat oddala się ode mnie oraz W źrenicach. Bardzo pozytywnie przyjęto także „niegrzeczną”, drugą wersję Niemiłości. Muzycy mieli okazję się wykazać w energicznym Szkodniku oraz Jesieni. Czego zabrakło? Według mnie ich pierwszego przeboju Dobrze jest oraz popisowego Kardamon i pieprz, którym często kończyli swoje koncerty. Rozumiem jednak, że trzeba było wybrać tak, żeby całość zamknęła się w godzinie, bo tyle trwał koncert. Warto docenić poświęcenie Dawida Korbaczyńskiego, który grał doskonale mimo obandażowanego palca. Mikrusy jak zwykle zaprezentowali się świetnie, choć czekam bardziej na ich koncerty klubowe, bo ta muzyka wydaje się być stworzona do bardziej kameralnych warunków.

EDITORS [7/10]


To ich drugi koncert na Open`erze i drugi, który miałem okazję zobaczyć. Dłuższy od poprzedniego, może trochę gorszym, bo nie znałem tak dobrze wszystkich utworów jak na poprzednim koncercie – trzecia płyta niespecjalnie mi się podobała, a nowej jeszcze nie miałem okazji słyszeć. Z tzw. „przebojów” zagrali Munich, Smokers outsider the hospital doors, Racing rats, An end has a start, nowy singiel A ton of love oraz na sam koniec rewelacyjną, wydłużoną wersję Papillon. Z innych znanych mi utworów usłyszeliśmy Bones i Bullets. Blisko połowę set listy stanowiły utwory z nowej płyty "The weight of your love", które trudno mi oceniać słysząc je po raz pierwszy – jednak kilka z nich było naprawdę niezłych i bardziej w stylu dwóch pierwszych albumów niż trzeciego, co cieszy. Zmęczenie po bezsennej nocy jednak dawało się we znaki i koncertu słuchałem głównie wylegując się na trawie i zbierając siły na najważniejszy dla mnie koncert tego dnia.

BLUR [9/10]


Ostatnie dwa tygodnie to wyjątkowe dni dla fanów brytyjskiego rocka. Najpierw na Stadionie Narodowym w Warszawie zaprezentował się Paul McCartney, na którego występie niestety nie byłem, po to by kilkanaście dni później znaleźć się na koncercie Blur, którzy podobnie jak Paul zawitali do Polski po raz pierwszy. Po obejrzeniu na DVD świetnego koncertu z londyńskiego Hyde Parku z okazji zakończenia Igrzysk Olimpijskich byłem bardzo ciekawy jak zabrzmią w Gdyni. Teraz mogę z całą pewnością napisać, że zagrali rewelacyjny koncert składający się z ich największych przebojów, które wylansowali na przestrzeni ostatnich dwudziestu kilku lat – były więc m.in. Girls & Boys (na sam początek), Beetlebum, Out of time, Coffee & TV (w czasie którego fani unieśli w górę wizerunek „Milky`ego” z teledysku), Tender, Parklife, Country house, This is a low, The Universal oraz na sam koniec szalone Song 2. Z mojej ukochanej "13" zabrzmiały jeszcze Caramel oraz Trimm Trabb z genialnym, jazgotliwym finałem. Znalazło się także miejsce na Under the westway, jeden z ostatnich jak na razie nowych utworów opublikowanych przez zespół. Największe wrażenie na koncercie robił oczywiście pełen energii Damon Albarn polewając publiczność wodą, zapraszając ją do wspólnego śpiewania Tender czy wspinając się na barierki podczas wykonywania Country House. Widać było, że był wzruszony tak gorącym przyjęciem przez polskich fanów. Podsumowując – Blur dał porywający, półtoragodzinny koncert i pozostaje mieć nadzieję, że zagrają jeszcze w Polsce i wydadzą następcę "Think Tank" sprzed 10 lat.

FOX [8.5/10]


Po północy na Scenie Alterklub zaprezentował się klawiszowiec Michał "Fox" Król ze swoim zespołem oraz zaproszonymi gośćmi – wokalistami i wokalistkami z których najbardziej znana była Paulina Przybysz z Sistars. Ten koncert był dla mnie największym zaskoczeniem pierwszego dnia festiwalu – był tak porywający i zmuszający do tańczenia jak openerowe koncerty Basement Jaxx i Scissor Sisters sprzed siedmiu lat. Głośna i „agresywna” wersja elektroniki zaprezentowana przez Foxa i jego przyjaciół była dla mnie (i sądzę, że dla innych będących na koncercie słuchaczy także) idealnym zwieńczeniem tego dnia. Najbardziej spodobały mi się utwory wykonane przez siostrę Przybysz, a szczególnie piosenka Go ahead, którą tej nocy usłyszeliśmy dwa razy.

PODSUMOWANIE


Na pewno warto było się znaleźć na tegorocznym Open`erze, nawet – tak jak ja – na jeden dzień by usłyszeć trzy dobre i bardzo dobre koncerty oraz jeden rewelacyjny (Blur). Organizacja na dobrym poziomie, nagłośnienie również, specjalnych kolejek w strefie gastronomicznej nie było, ceny jeszcze „do przełknięcia”. Bardzo chętnie pojawię się znów na Babich Dołach za rok albo dwa, najchętniej na całość festiwalu. A wszystkim tym, którzy jeszcze z Gdyni nie wrócili życzę świetnej zabawy na dzisiejszym koncercie Rihanny oraz bezpiecznej podróży do domów. I do zobaczenia na następnych Open`erach!



Natalia Grosiak


Damon Albarn podczas Country House


Openerowy Diabelski Młyn


czwartek, 6 czerwca 2013

Myslovitz - 1.577 (2013)


[camel]
ocena: 7.5/10

20 kwietnia 2012 to data, która na zawsze pozostanie w pamięci wszystkich Myslofanów. Tego dnia zostaliśmy poinformowani o tym, że po dwudziestu latach wspólnego grania Myslovitz opuszcza jego współzałożyciel i lider wokalista Artur Rojek. Mimo, że nie był on jedynym twórcą muzyki i tekstów kwintetu to w powszechnej świadomości od zawsze był najbardziej kojarzony z tym mysłowickim zespołem. Pozostali w zespole muzycy (Wojciech Powaga, Jacek i Wojciech Kuderscy oraz Przemysław Myszor) ogłosili, że rozstali się „po dżentelmeńsku”, nie chcąc podawać powodów rozłamu (to, że nie każdy z Panów tego postanowienia dotrzymał to inna sprawa), Artur Rojek był jeszcze bardziej tajemniczy. Nowym wokalistą grupy został Michał Kowalonek, muzyk poznańskiego zespołu Snowman. Pierwszym koncertem była otwarta dla fanów próba, która odbyła się w mysłowickim MDK (a dokładniej dwie próby pod rząd z 30 kwietnia 2012), zaraz potem zespół zagrał pierwszy „duży” koncert na wrocławskiej 3-majówce. Do premiery nowej piosenki z Kowalonkiem na wokalu było nam dane czekać do grudnia, kiedy to 3 sny o tym samym zostały opublikowane. Ta całkiem przyjemna i melodyjna piosenka, poruszająca temat zmian w zespole („Właśnie ten zwrotny punkt/trzeba mi zmian/ fala poniesie mnie tam gdzie będę chciał/zmienić wszystko by się nie zmieniło wcale nic”) zaostrzyła apetyt na resztę materiału. Zanim jednak owa premiera nastąpiła udało mi się zobaczyć grupę na ich katowickim koncercie, który utwierdził mnie w przekonaniu, że jest na co czekać. Wreszcie wiosną otrzymaliśmy konkrety – album o tajemniczym tytule "1.577" ukaże się w połowie maja najpierw w wersji cyfrowej, a pod koniec miesiąca w formie fizycznej.

Płyta zaczyna się od jedynego utworu w którego tworzeniu żadnego udziału nie miał Rojek. Mowa o Telefonie, którego wymyślił Kowalonek (a tekstowo pomógł mu go dokończyć Myszor). To wyjątkowo udane otwarcie – z początku zapowiada się na zwyczajną balladę, jaką ten zespół ma w swoim repertuarze sporo, jednakże narastająca dramaturgia i finał utworu każe zakwalifikować tę piosenkę do dzieł wybitnych. Tekstowo to moim zdaniem jeden z najpiękniejszych momentów albumu. Następnie otrzymujemy drugi (a właściwie pierwszy, zależy jak na to patrzeć) singiel zespołu – wyjątkowo energetyczny, podszyty niemal tanecznym beatem Prędzej później dalej, który będzie pewnie koncertowym pewniakiem. Utwór nr 3 – Wszystkie zawsze ważne rzeczy to rzecz z niesamowicie jak na Myslovitz optymistycznym tekstem (z wersami typu „Wiesz, że droga ta między nami długa nie jest i tak/ tylko długo trwa” czy „I będzie tu niebieski dom/z całych sił buduję go/Dla Ciebie jest”). Całość, mimo singlowego potencjału wydaje się jednak trochę zbyt banalna. Podobny, optymistyczny charakter na "1.577" ma jeszcze utwór finałowy – Być jak John Wayne, tutaj jednak trudno mieć jakieś zarzuty o banał (tekstowy albo melodyczny), bo to utwór raczej z serii tych krzepiących i motywujących do działania („Cieszę się tym co tu mam/największe odkrycie od lat/rzeczy i sprawy i ja/najprostsze z tych jakie znam”, „Teraz wiem i tak/że niezwykłe jest gdzieś obok nas/widzę to i wiem/że niezwykłe jest tu obok mnie”). To również najbardziej pogodna finałowa piosenka jaką zespół miał na swoich płytach, dotychczas preferowali na koniec zostawić bardzo dołujące utwory (typu Szklany człowiek, Czytanka dla niegrzecznych czy Blog filatelistów polskich).
Zdarzają się na albumie również momenty bardziej psychodeliczne takie jak syntetyczny, przepiękny Koniec lata czy druga część piosenki Jaki to kolor? (z podtytułem 4.00 czyli czwarta rano) będąca dopełnieniem udanej części pierwszej (tej z dopiskiem GFY będącym skrótem niecenzuralnego angielskiego zwrotu), w której największe wrażenie robi na mnie chóralnie wykrzyczane Daj mi być sobą. Najostrzejszym fragmentem płyty jest podszyty nerwowym rytmem Trzy procent, któremu jednak daleko (pod względem ekspresji wokalnej i dynamiki) do podobnych kawałków z poprzednich płyt takich jak Złe mi się śni czy Ofiary zapaści Teatru Telewizji. Jedynym nieporozumieniem w tym zestawie wydaje mi się przedostatnia piosenka na płycie zatytułowana Szum, która wydaje mi się dość nijaka.

Reasumując, o ile "Nieważne jak wysoko jesteśmy..." sprzed dwóch lat uznaję za przepiękne pożegnanie Artura z zespołem i jeden z najlepszych albumów w ich karierze, to "1.577", pierwszą płytę nagraną bez jego wokalnego udziału uważam za udany początek nowej drogi grupy. Michał Kowalonek z trudnego zadania następcy charyzmatycznego lidera wykazał się całkiem dobrze – nie próbuje go naśladować, a wręcz czasami udaje mu się odcisnąć w nowych piosenkach własne piętno zarówno w sferze tekstowej, melodycznej czy ekspresji wokalnej. Zapewne jeszcze trochę wody w Wiśle upłynie zanim fani do końca zaakceptują Michała na miejscu Artura, jednakże Kowalonek jest na dobrej drodze do tego, by stać się godnym kontynuatorem Rojka. Na ile „wsiąkł” w zespół jednak przekonamy się jednak dopiero na następnym albumie, który będzie pierwszym nagranym w nowym składzie. Wszystko wskazuje jednak na to, że warto czekać na kolejne wydawnictwa jednego z moich ulubionych zespołów.

niedziela, 2 czerwca 2013

Zapowiedzi: Myslovitz - 1.577

Kilkanaście dni temu, początkowo tylko w wersji cyfrowej, a od tygodnia w wersji fizycznej ukazał się dziesiąty studyjny album Myslovitz. Jest to pierwszy album z Michałem Kowalonkiem - nowym wokalistą na pokładzie zespołu. W większości kompozycji brał jednak udział poprzedni wokalista Artur Rojek, który był współkompozytorem piosenek zawartych na albumie. Poniżej umieszczam występ zespołu na tegorocznej Offensywie, która odbyła się na falach Trójki w styczniu, jeden z moich ulubionych utworów na nowym albumie - Koniec lata z Offsesji sprzed dwóch tygodni, oraz interesujący, choć w ogóle niezwiązany z tematyką piosenki, teledysk do "3 snów o tym samym". A recenzja nowej płyty pojawi się w ciągu kilku dni. Stay tuned!

[camel]




ps. dziękuję wszystkim tym, który umieścili powyższe pliki w internecie

wtorek, 28 maja 2013

Płyta po płycie: Gorillaz. Część trzecia.

To trzecia i ostatnia cześć ilustrowanej opowieści Michała o zespole Gorillaz. Tym razem przeczytacie i zobaczycie utwory z dwóch płyt wydanych przez ten zespół w 2010 roku: "Plastic Beach" i "The Fall". A w czerwcu możecie się spodziewać dwóch recenzji interesujących polskich płyt wydanych w ostatnich miesiącach: Myslovitz i Mikromusic - [camel]


[michał]

Plastic Beach

Trzeci (i na tę chwilę ostatni) album Gorillaz wydany w 2010 roku, jak zwykle to bywało przy poprzednich krążkach, przez wytwórnię Parlophone. Na tej płycie, prócz głosów członków zespołu (w tym Damona Albarna), możemy usłyszeć wiele niesamowitych osobistości zaproszonych do utworzenia tego niezwykłego albumu, a mianowicie Snoop Dogg, De La Soul czy też świetnego Lou Reeda ze swoim wspaniałym wokalem.

Płytę otwiera Orchestral intro, a w nim oprócz orkiestry symfonicznej słyszymy fale i mewy przenoszące nas w wyobraźni na plastikową wyspę Gorillaz, utworzoną przez cywilizację z różnych śmieci pozostawianych przez nas samych.


http://gorillaz.com/plasticbeach

Drugim utworem na płycie jest Welcome to the World of the Plastic Beach wykonywane przez światowej sławy rapera - Snoop Dogga. Kawałek świetnie wprowadza nas w klimaty płyty.


Jednym z piękniejszych utworów na płycie jest nr 4, a mianowicie Rhinestone Eyes. Piosenka ta jest próbą odnalezienia się na tym świecie. Wszystko wokół wydaje się takie sfabrykowane, przemielone, skomercjalizowane. Wokalista czuje się jakby był jakimś odmieńcem. Nazywa siebie gargulcem stojącym na wieży zbudowanej przez ludzi. Nie wierzy w miłość, którą próbują mu przedstawiać. Przyrównując tę miłość do cyrkonii chce powiedzieć jak bardzo jest ona nietrwała w dzisiejszych czasach, jaka krucha, że dzisiejsze uczucia są zmaterializowane, oparte na posiadaniu.


Pierwszym singlem płyty była piosenka nr 5 Stylo. W teledysku możemy odnaleźć Bruce’a Willisa ścigającego nasze animowane postacie. Niestety pościg nie udaje mu się, ponieważ samochód Gorillaz napędzany jest miłością, jej ogromem. Nie kończącą się miłością, dającą energię do życia, do przetrwania kolejnego tygodnia by znów być przy sobie.


Kolejnym utworem na płycie i kolejnym singlem jest piosenka Superfast Jellyfish. Piosenka o fast foodowym jedzeniu. Autor zniechęca do jedzenia, próbując ten sposób pożywienia zachwalać. Pomimo tego piosenka bardzo szybko uderza do głowy i w niej zostaje. W świecie nastawionym na szybki tryb życia, fast food staje się nieodzownym jego elementem. Ale nigdy nie zastąpi zdrowszego, domowego jedzonka :)


Empire Ants piosenka nr 7 z tej wspaniałej płyty. Znajdowała się również na stronie B gramofonowej EP „Doncamatic” nie dostępnej w naszym kraju (ale dzięki technice mamy możliwość zrobienia zakupów internetowo). Piękna piosenka z wspaniałym wokalem Little Dragon. Zamieszczam wersję z koncertu Letterman. Zazdroszczę każdemu, kto chociaż raz w życiu miał możliwość posłuchania na żywo tego zespołu.


Some Kind of Nature – piosenka nr 9, wg mnie jedna z lepszych na płycie. Wokal Lou Reeda w połączeniu z muzyką Gorillaz i śpiewem w tle Damona po prostu kładzie na kolana! W trakcie tej piosenki cała dusza śpiewa, całe ciało tańczy.

"Oh, Lord, forgive me
(some kind of mixture, some kind of gold)
It's got to come and find us
All we are is dust"


Pozostawiam was sam na sam z wykonaniem Live 2010 w Glastonbury
Ps. Lou Reed ma 70lat.


On Melancholy Hill – piękny melancholijny utwór z prostym przesłaniem. Jeśli nie możesz mieć tego, czego pragniesz pamiętaj, że masz mnie, że możesz iść ze mną, być blisko mnie. Jakby to powiedziała moja nauczycielka z technikum: Zakochać się i umrzeć, by umrzeć szczęśliwie.


To Binge
to piosenka o wielkiej miłości, przenikająca mnie do kości! Geniusz Albarna i spółki wraz ze świetnym wokalem Little Dragon sprawia, że chce się wrzucić 'repeat track' i słuchać bez końca!

And all I want is someone to rely on
As thunder comes a rolling down
Someone to rely on
As lightning comes a staring in again


Czy nie tego samego pragnie każdy z nas? Osoby, na której można zawsze polegać?



Pod tym linkiem nagranie live ze studia jednej z rozgłośni radiowych. The best!

Pirate Jet – utwór zamykający płytę. Chociaż krótki to nadal z plastikowym przesłaniem. Dbajmy o własne środowisko. Bardzo przejmujące i uświadamiające wideo na koncercie w Glastonbury. Środowisko to my.


No i Doncamatic, piosenka z EPki wydanej po płycie "Plastic Beach". Nagrana wspólnie z wokalistą Daley. Bardzo ciekawa piosenka, pięknie komponujący się wokal wraz z nietuzinkowymi dźwiękami.


No i tyle by było mojego opowiadania o ostatnim krążku Gorillaz. W 2011 wydana została płyta z kawałkami strony B Plastic Beach, nazywała się "The Fall". Tego B-side’a uważam za najsłabszego pośród wszystkich tego typu wydawnictw Gorillaz.


Mimo to moimi ulubionymi kawałkami z "The Fall" są:

Nr 2: Revolving Doors


Nr 3: Hillbilly Man


Dziękuję za uwagę :)

wtorek, 7 maja 2013

Wrocławska 3-majówka czyli Deszczowa Piosenka (2 maja 2013)



[camel]
ocena: 7.5/10

Tegoroczna 3-majówka we Wrocławiu odbywająca się bodajże po raz siódmy mimo ciekawych gwiazd (zwłaszcza pierwszego dnia) miała jedną najważniejszą wadę: deszcz. Przez pierwszy dzień (jedyny na którym byłem, choć drugiego dnia chyba było podobnie) padało niemal bez przerwy. Raz mocniej, raz słabiej, ale ciągle. Mimo przeciwdeszczowej peleryny, którą miałem na sobie i tak zazdrościłem tym, co mieli na nogach glany i martensy – ich nie dotyczył problem mokrych butów i skarpetek. Ale dość narzekania, dwa lata temu przecież spadł śnieg, bywały już 3-majówki odbywające się w upale, widać taka specyfika tej imprezy odbywającej się przecież w jednym z „najcieplejszych” polskich miast. Tak jak pisałem w tym roku zdecydowałem się na pierwszy dzień 3-majówki, stwierdzając, że drugiego dnia interesował by mnie praktycznie tylko koncert Marii Peszek. Perspektywa kilku godzin moknięcia też jakoś mnie nie zachwycała. Ale miało już nie być o deszczu ;) Przejdźmy zatem do omówienia tych kilku koncertów, które mi się udało zobaczyć.

COMA [7/10]



Po moim przybyciu na Wyspę Słodową Coma już grała – musieli więc zacząć przed planowanym początkiem o 16:15. Całego koncertu nie widziałem, bo początkowo udałem się na sąsiednią Wyspę Piaskową by uzupełnić zapas płynów. Setlista raczej podobna do katowickiego występu – były więc Na pół, System, Święta, Wojna, Transfuzja czy Spadam. Była także, zagrana na bis, piosenka Los Cebula i Krokodyle Łzy, która w emitowanym podczas majówki Polskich Topie Wszech Czasów w radiowej Trójce była najwyżej notowaną nowością (miejsce 27-te). Koncert udany, Coma zagrała moim zdaniem wyjątkowo hardrockowo, co na pewno pozwoliło rozruszać publiczność i zapomnieć o tym, co cały czas leciało z nieba.

BRODKA [7/10]


Trzeci pod rząd koncert Brodki na 3-majówce, a drugi który miałem okazję tam zobaczyć niestety uznaje za najsłabszy jej koncert na której byłem. Nie znaczy to, że było źle – było całkiem dobrze jak na plenerową imprezę. Tylko wydaje mi się, że Monikę z zespołem stać na lepsze koncerty, rozumiem jednak, że pełnie swoich możliwości pokazują głównie na koncertach klubowych. Setlista? Obszerne fragmenty "Grandy" (nie było Sziszy, Hejnału i Bez Tytułu), trzy najważniejsze piosenki z epki "LAX" czyli Varsovie (entuzjastycznie przyjęta), Dancing Shoes w wersji normalnej i tanecznej (zagranej na bis) plus przearanżowana Dziewczyna mojego chłopaka i genialna, psychodeliczna wersja Niagara Falls (gdyby nie refren, mało kto zorientowałby się co to za utwór). Niestety jedna rzecz wpłynęła na mój odbiór koncertu – ogromne pogo robione przez publiczność koło mnie oraz tzw. „muzyczne ściany śmierci” podczas Sauté i Syberii, czyli piosenek w zdecydowanie wolniejszych tempach niż przykładowo taka Granda czy W pięciu smakach. Jednakże samej Artystce się to podobało, o czym zakomunikowała ze sceny wykonując stosowny gest. Mimo wszystko było fajnie, choć już czekam na kolejne klubowe koncerty i przede wszystkim długogrającego następcę zjawiskowej Grandy.

STRACHY NA LACHY [8/10]


Ten kto choć raz był na ich koncercie wie, że ekipa Grabaża nie zawodzi, niezależnie od tego czy grają w klubie czy w plenerze. Zagrali większość swoich najlepszych piosenek między innymi Ostatki – nie widzisz stawki, I can`t get no gratisfaction, List do Che, Raissę, Twoje oczy lubią mnie (w bisie) niegrane już na koncertach Moralne Salto, covery Ballady o Tomku Bananie i pieśni Czarny chleb i czarna kawa oraz pod koniec podstawowego setu Żyję w kraju z refrenem odśpiewanym przez publikę. Na sam koniec była oczywiście Piła Tango. Grabaż jak zwykle miał świetny kontakt z widownią, towarzyszący mu zespół był w wyśmienitej formie muzycznej, setlista świetnie dobrana na tego typu plenerową imprezę.

KULT [8.5/10]


Największa gwiazda pierwszego dnia trochę kazała na siebie czekać (za co Kazik przeprosił na początku koncertu), ale w końcu o 21:40 pojawiła się na scenie. Mowa oczywiście o pewniaku tego typu imprez czyli Kulcie. Wymienianie całej, blisko 30-utworowej set listy, mija się za celem wypada tylko zaznaczyć, że były największe hity starsze (Baranek, Arahja, Do Ani, Lewe lewe loff, Wódka, Patrz, Niejeden) i nowsze (Gdy nie ma dzieci, Brooklińska Rada Zydów, Amnezja, Marysia i najnowszy przebój z niewydanej jeszcze płyty "Prosto" czyli Układ Zamknięty). Na bis standardowy zestaw z Polską, Po co wolność i Krwią Boga, która tradycyjnie była ostatnim utworem na koncercie. Wszystko zabrzmiało znakomicie, Kazik chodził w tę i z powrotem śpiewając kolejne piosenki, zespół grał jak należy – szczególne słowa uznania kieruję do sekcji dętej, której gra tego dnia wyjątkowo mi się podobała. I tak, pod dwóch godzinach grania, kilkanaście minut przed północą zakończył się pierwszy dzień 3-majówki na Wyspie Słodowej w stolicy Dolnego Śląska.

Podsumowanie – 3-majówka to impreza, która dorobiła się już należnej jej renomy i wiernej publiczności, która stawia się na miejscu niezależnie od warunków pogodowych. Gwiazdy nie zawodzą i lubią tu przyjeżdżać, wszyscy Artyści, których widziałem na Wyspie Słodowej grali tutaj już nie po raz pierwszy. Strefa gastronomiczna również w porządku, dobre piwo (Zamkowe), jedzenie w rozsądnych cenach. Oczywiście wszystko można kupić za żetony, co już powoli robi się tradycją na tego typu imprezach. I gdyby tylko nie to błoto, które najbardziej dawało się we znaki właśnie na Wyspie Piaskowej to by już w ogóle było super. Jednak nie ma co narzekać, do zobaczenia za rok lub dwa we Wrocławiu!