GRA MUZYKA

czwartek, 13 września 2012

Tablica ogłoszeń


Zainteresowanych tym, czego słucha na co dzień nasza skromna redakcja odsyłamy do:
>>> lastefema [camela]
>>> lastefema [dominiki]

A tym, którzy chcieliby się internetowo zjednoczyć polecam następujące miejsca:
>>> facebookowa grupa
>>> lastefemowa grupa

ps. za niedługo Krockus powróci z wakacji, spodziewajcie się zatem wielu recenzji muzycznych (Ani Dąbrowskiej, Much, T.Love`u, Heya, Ścianki oraz być może nowego albumu Alanis Morissette) oraz nowego cyklu "Płyta po płycie". Prawdopodobnie wrócą także półroczne podsumowanie filmowe oraz pojawi się kilka filmowych recenzji w tym - ta dla mnie najważniejsza - filmu "Jestem Bogiem" w reżyserii Leszka Dawida.

środa, 29 sierpnia 2012

Pożegnania lata z Myslovitz w Grudziądzu, 25.08.2012

Dominiki rzecz o mysłowickim kwintecie po odejściu Artura Rojka czyli relacja z koncertu Myslovitz 2.0 ;) Tak przy okazji to 111 krockusowy post.




[dominika]


Kiedy dotarła do mnie wiadomość o odejściu Artura Rojka z zespołu, przeżyłam zarówno szok jak i rozrzewnienie. W głowie zaczęły kiełkować różne myśli: Jak to możliwe? Przecież to Myslovitz, od tylu lat w tym składzie, to nie może się zmienić! Później natomiast, gdy emocje trochę opadły przypomniałam sobie swój ostatni koncert z trasy promującej album Nieważne jak wysoko jesteśmy..., kiedy dało się zauważyć, że w zespole zdecydowanie nie dzieje się najlepiej, nie ma tej radości grania, tej lekkości, kontaktu z publicznością. Zaczęłam wtedy myśleć, że może i dobrze się stało - w końcu Myslovitz to nie tylko Artur Rojek i należy dać szansę innemu wokaliście. Czekałam więc cierpliwie na ten moment, gdy będę mogła na żywo posłuchać, jak w tej roli sprawdza się Michał Kowalonek. Taka okazja nadarzyła się 25 sierpnia w Grudziądzu, gdy zespół w nowym składzie zagrał na pożegnanie lata swój pierwszy od 1,5 miesiąca koncert. Nie lubię imprez plenerowych, bo dużo tam przypadkowych ludzi, jednak chęć zobaczenia Myslo była zbyt duża, by odpuścić.

Na Błoniach Nadwiślańskich zjawiliśmy się chwilę po dwudziestej. Koncert rozpoczął się niemal punktualnie, bo 10 minut po planowanym rozpoczęciu. Rozpoczęli dość sennie, Deszczem z Jackiem na wokalu, by następnie wykonać Nienawiść z taką mocą, że mimo iż słyszałam wiele wykonań na żywo, po ciele przeszły mi ciarki. Zespół był w dobrym koncertowym nastroju, niezwykle rozmowny, zauroczony Grudziądzem, co powtarzał kilkukrotnie. Początkowo dość ospała publiczność rozkręcała się z każdym utworem. Zaowocowało to wspólnym odśpiewaniem Sprzedawców marzeń i Długości dźwięku samotności. Nie zabrakło również nutki tajemniczości i specyficznego nastroju typowego dla Myslovitz, kiedy ze sceny wybrzmiewały odpowiednio: Bar mleczny Korova, Znów wszystko poszło nie tak, W deszczu maleńkich, żółtych kwiatów czy Ukryte w innym niż dotychczas aranżu. Nie obyło się bez niespodzianek. Z okazji nadchodzących urodzin Jacka Kuderskiego, Lala wraz z publicznością i resztą zespołu odśpiewał 'Sto lat'. Wykonanie Za zamkniętymi oczami było owocem współpracy z fanem wywołanym z publiczności, który wcześniej drogą mailową, poprosił zespół o taką możliwość. Nowa wersja utworu spotkała się z wielką owacją grudziądzkiej publiczności. Na bis złożyło się aż sześć utworów. Rozpoczęli od Peggy Brown, której pierwszą zwrotkę oraz refren wykonał sam Michał w towarzystwie gitary, śpiewając w sposób „balladowy”, co bardzo mi się spodobało. Ku uciesze publiczności reszta utworu wybrzmiała w sposób znany czyli zadziornie i ekspresyjnie. Osobiście zostałam rozgnieciona na małe kawałeczki, kiedy Przemek Myszor zaśpiewał ukochaną przeze mnie Pocztówkę z lotniska. Wykonanie było chwytające za serce zarówno pod względem instrumentalnym, jak i wokalnym. Przejmujący był również Kraków w wersji z Miłości w czasach popkultury, gdzie głos Michała wkomponował się idealnie. Dwa ostatnie utwory to Dla Ciebie oraz Chciałbym umrzeć z miłości.

Grudziądzki koncert Myslovitz uważam za bardzo dobry. Michał Kowalonek w roli wokalisty i frontmana wypada świetnie. Wokalnie Kowalonek wypada różnie – raz lepiej, a raz gorzej od Rojka. Jednak bilans wychodzi zdecydowanie na plus. Ciekawe były również aranże niektórych utworów, gdzie można było wyłapać nowe, świetnie brzmiące wstawki klawiszy np. w Mieć czy być, których do tej pory nie słyszałam będąc na koncertach. Myslovitz zdecydowanie odżyło. Pozostaje tylko czekać na kolejne występy i nowy materiał, który z pewnością zweryfikuję współpracę z Michałem Kowalonkiem.

niedziela, 26 sierpnia 2012

Lily chyba nie lubi George`a...


Lily Allen - objawienie mainstreamowego popu ostatnich kilku lat. W tej piosence szczerze wyznaje urzędującemu wówczas prezydentowi Stanów Zjednoczonych Dablja Buszowi: "Fuck you very much / Cause we hate that you do and we hate all your crew / So please don`t stay in touch" oraz zachęca go "Look inside inside your tiny mind" czy stwierdza "(...) I think you`re just evil". Czy polscy muzycy za czasów rządów Jarosława K. zodobyli się na takie słowa? Poza Łoną nie pamiętam... Aha, cała płyta Lily, z której pochodzi ten utwór czyli "It`s not me, it`s you" jest godna polecenia. Enjoy :)

[camel]


czwartek, 23 sierpnia 2012

(Nie)senny Mikromusic


Wrocławski Mikromusic, mimo trzech studyjnych płyt na koncie i wydanym ostatnio koncertowym zestawie cd/dvd jest moim zdaniem ciągle zbyt mało popularnym zespołem. Przepiękny, delikatny głos Natalii Grosiak i sprawność muzyczna Jej towarzyszy powinny spodobać się miłośnikom wysmakowanej i ujazzowionej muzyki. Polecam obejrzeć i posłuchać tytułowy utworu z ich drugiej płyty zatytułowanej "Sennik" oraz wybrać się na koncert jeśli będą w Waszej okolicy. Nie pożałujecie :)

[camel]



wtorek, 14 sierpnia 2012

...bo każdy moment jest dobry, by przypomnieć sobie TAKĄ muzykę...

Nowa płyta Ścianki ma być. Kiedyś. Póki co zostaje nam słuchanie starych piosenek. 'Skuter' przyniósł Ściance należne jej uznanie. Szkoda tylko, że tak długo Zespół każe czekać swoim fanom na następcę 'Secret Sister' sprzed ponad pięciu lat...

[camel]

 

wtorek, 7 lutego 2012

Półroczne podsumowanie filmowe.
Lipiec-grudzień 2011, część druga
+ filmowy ranking roczny 2011

Druga część widzianych przeze mnie w ubiegłym półroczu filmów kinowych.
Tym razem czołówka obrazów plus ranking najlepszych filmów roku 2011.



5.O północy w Paryżu (7.5/10, sierpień)

Kolejny europejski film mistrza Allena. Po między innymi świecie wyższych sfer Londynu ('Wszystko Gra') i gorąco-zmysłowej Barcelonie ('Vicky Cristina Barcelona') przenosimy się do romantycznego Paryża. Tam zaręczona para Inez (Rachel McAdams) i Gil (Owen Wilson) wraz z rodzicami Inez znajduje się na zagranicznej wycieczce. Gil, pisarz przeżywający kryzysy twórczy, szuka natchnienia – liczy na to, że słynny Paryż mu je dostarczy. Nie myli się. Pewnego razu podczas samotnej przechadzki po mieście nadjeżdża staromodny automobil, który sprawia, że przenosi się (a widzowie wraz z nim) do Paryża lat dwudziestych ubiegłego stulecia. Poznamy ówczesną bohemę – Pabla Picassa wraz z jego narzeczoną (świetna Marion Cotillard), Ernesta Hemingway`a czy Salvadora Dali. Takich podróży w których Gil przenosi się do tamtej epoki odbywa jeszcze kilka. Przewartościują one jego dotychczasowe życie. Ryzykownym posunięciem było obsadzenie w roli Gila, Owena Wilsona, o wyglądzie, jak to ktoś określił „amerykańskiego surfera” jednakże wywiązał się ze swej roli dobrze i stworzył bardzo udaną kreację. Sam film ogląda się przyjemnie, choć większe wrażenie zrobiło na mnie „Wszystko Gra”. Niesamowite, że robiąc filmy z takim natężeniem (co roku nowy obraz) i od tak dawna (blisko pół wieku) Woody Allen wciąż nie schodzi poniżej pewnego wysokiego poziomu.

4. Listy do M. (7.5/10, listopad)

Największy sukces frekwencyjny od czasów 'Lejdis' czyli 2,5 miliona widzów w kinie to tak naprawdę polski odpowiednik 'To właśnie miłość'. Ta sama mozaikowa fabuła, ta sama gwiazdorska obsada oraz podobny, całkiem udany efekt końcowy. 'Listy do M.' to kilka równolegle opowiadanych historii, które mają na celu jedno – by bohaterowie w okresie Świąt Bożego Narodzenia odnaleźli swoją miłość. Oglądamy życie owdowiałego radiowca Mikołaja (Maciek Stuhr), szalonej Doris (Roma Gąsiorowska), niegrzecznego Świętego Mikołaja (Tomasz Karolak), zagubionego biznesmena Wladiego oraz dwójki małżeństw: Kariny (Agnieszka Dygant) i Szczepana (Piotr Adamczyk) plus Małgorzaty (Agnieszka Wagner) i Wojciecha (Wojciech Malajkat). Opowiadanie poszczególnych przygód wymienionych postaci mija się z celem, bo najlepiej samemu je obejrzeć. Całkiem zgrabnie zrobiony film, w sam raz na długie zimowe wieczory oraz na obejrzenie go wraz ze swoją drugą połową.

3. Ki (7.5/10, październik)




Ki (właściwie Kinga, Roma Gąsiorowska) to młoda dziewczyna samotnie wychowująca syna o imieniu Pio (czyli Piotrka). Za wszelką cenę próbuje uciec od stereotypu ubabranej pieluchami i kaszkami dla dzieci „Matki Polki”. Stara się żyć pełnią życia. Nie ma pieniędzy – spoko, pożyczy się, nie ma z kim zostawić dziecka – znajomi pomogą, wizyta opieki społecznej – współlokator (Adam Woronowicz) będzie udawał małżonka. Choć slogan filmu głosi „Nie polubisz jej” nie jest to końca prawda – zgoda, Ki jest irytująca ale w równym stopniu intryguje i fascynuje. Film jest przede wszystkim popisem gry aktorskiej Romy Gąsiorowskiej, która udowadnia, że role zakręconych i trochę zagubionych dziewczyn są dla niej stworzone.

2. Kret (8/10, sierpień)





Film opowiadający o mrocznych czasach PRLu, z którymi bohaterowie filmu muszą się zmierzyć w czasach współczesnych. Paweł (Borys Szyc) wraz z ojcem Zygmuntem (Marian Dziędziel) prowadzą wspólni interes polegających na handlu używaną odzieżą przywożoną z Francji. Pewnego dnia ich spokojne życie przekreśla ujawnienie informacji według której Zygmunt, działacz podziemnej Solidarności w latach 80-tych miał donosić Urzędowi Bezpieczeństwa na swoich współtowarzyszy – górników, wśród których był także zabity podczas strajków ojciec żony Pawła Ewy (Magdalena Czerwińska). Paweł postanawia rozwikłać zagadkę i oczyścić swojego ojca z zarzutów. Prywatne śledztwo prowadzi go do tajemniczej postaci (Wojciech Pszoniak), który zdaje się znać odpowiedzi na nurtujące go pytania. Sprawa przedstawiona w filmie w oczywisty sposób nawiązuje do maskary w katowickiej „Kopalni Wujek” w której od kul zomowców zginęło dziewięciu górników. 'Kret' trzyma w napięciu do ostatniej chwili, a doskonałe aktorstwo sprawia, że ogląda się go z przyjemnością i satysfakcją. Polecam.

1.Sylwester w Nowym Jorku (8.5/10, grudzień)




Tym razem mój półroczny ranking filmowy wygrywa film typowo sezonowy, lekki, wydawać by się mogło mało oryginalny. Jednakże 'Sylwester w Nowym Jorku' sfilmowany został w tak uroczy, bezpretensjonalny sposób, że zaliczam go wyjątkowo udanych propozycji filmowych mówiących o okresie świąteczno-noworocznym. Mamy tu znów mozaikową fabułę, na którą składają się historie m.in. głównej organizatorki sylwestra na Times Square Claire (Hilary Swank) i jej śmiertelnie chorego ojca Stana (Robert De Niro), którym opiekuje się pielęgniarka Aimee (Hally Berry), nienawidzącego Sylwestra Randiego (Ashton Kutcher), gwiazdora rocka Jensena (Jon Bon Jovi), który próbuje odzyskać serce kucharki (Katherine Heigl), czy próbującego zdobyć wejściówki na świetną imprezę Paula (Zac Efron) od znudzonej życiem Ingrid (Michelle Pfeiffer). Wszyscy oni znajdują się w ostatni dzień roku w niecodziennych sytuacjach i próbują z nich wybrnąć. Trudno w takim dziele liczyć na specjalne emocje, choć i one się zdarzają. Tak jak pisałem wcześniej – historie ukazane są w sposób wciągający i film, mimo oczywistej konwencji, ogląda się bardzo przyjemnie.

FILMY ROKU 2011


10. Nic do oclenia (7/10)
9. Baby są jakieś inne (7/10)
8. O północy w Paryżu (7.5/10)
7. Listy do M. (7.5/10)
6. Ki (7.5/10)
5. Maraton Tańca (7.5/10)
4. Kret (8/10)
3. Prosta historia o miłości (8/10)
2. Sylwester w Nowym Jorku (8.5/10)

1. Jak zostać królem (9/10, luty)




Najlepszy film zdaniem Akademii (m.in. Oscary za Najlepszy Film oraz Najlepszą Pierwszoplanową Rolę Męską dla Colina Firtha) wygrywa również w moich skromnym rankingu filmów za 2011 rok. Przenosimy się do czasów Anglii na krótko przed wybuchem II Wojny Światowej. Collin Firth gra księcia Alberta, a zarazem młodszego syna króla Anglii Jerzego V (Michael Gambon), który jest zmuszony objąć tron po tym jak jego starszy brat Edward VII (Guy Pearce) zamienił koronę na możliwość ślubu z amerykańską rozwódką Wallis (Eve Best). Albert ma jedną wadę – od dzieciństwa ma problem z jąkaniem. Jego żona (Helena Bonham Carter) próbuje pomóc mu w tej materii i znajduje świetnego specjalistę od wad wymowy, słynącego z kontrowersyjnych metod leczenia Lionela (Geoffrey Rush). Od tej chwili obserwujemy współpracę i przyjaźń porywczego przyszłego następcy tronu i nietuzinkowego logopedy. Rewelacyjna rola Collina Firtha zasłużenie przyniosła mu Oscara – sceny radzenia sobie z jąkaniem i końcowa mowa to istny majstersztyk. A sam film, mimo odstraszających co poniektórych kategorii 'film kostiumowy', ogląda się znakomicie. Dodatkowy plus za wiernie odtworzoną scenografię i realia przedwojennej Anglii.