GRA MUZYKA

środa, 30 listopada 2011

Znamienita kolekcja: Ścianka

Na kilkadziesiąt dni przed wydaniem nowego albumu najlepszego polskiego zespołu wybieramy dziesięć naszych ulubionych piosenek Ścianki



[camel] & [turas]




STATEK KOSMICZNY


Sopot

Dla mnie "Sopot" to jeden z niezaprzeczalnych dowodów na geniusz Macieja Cieślaka. Instrumentalny utwór z przepiękną gitarą M.C. przenosi nas do upalnego, letniego dnia podczas którego leżymy na rozgrzanym piasku, a w tle szumi morze. Nigdzie nam się nie spieszy, mamy pełno wolnego czasu, możemy się wreszcie zrelaksować. Taki obraz mam przed oczami gdy słucham tego utworu. Utworu, który znalazł się na pierwszej płycie najważniejszego polskiego zespołu ostatnich lat. [camel]

Skuter

"Skuter" to przede wszystkim niesamowita energia. Energia nieokiełznana, pierwotna. Tym razem na pierwszy plan wysuwają się klawisze Jacka Lachowicza wygrywające charakterystyczną melodię oraz perkusja Arkadego Kowalczyka. Maciej Cieślak zwykł mówić o takich utworach 'napierdalatory'. I tylko szkoda, że w obecnym składzie nie ma szans na usłyszenie tego utworu na koncertach grupy. [camel]



DNI WIATRU


The iris sleeps under the snow

Za nic nie potrafię zebrać się na proste stwierdzenie, że jest to mój ulubiony utwór Ścianki. Bez wahania mogę za to przyznać, że „Iris” to dla mnie najważniejszy i wciąż najmocniejszy punkt wspólnej historii z formacją Macieja Cieślaka. A mówiąc jeszcze bardziej patetycznie – od tego wszystko się zaczęło. No bo jak tu nie zwrócić uwagi na zespół legitymujący się takim cudeńkiem? Z pastelowego-psychodelicznego wstępu powoli wyłania się prosta, ale obładowana niezmiernie wielkim ładunkiem emocji linia melodyczna, w tle której pobrzmiewają oniryczne cymbałki, gitara akustyczna i delikatna, „ozdabiająca” całość perkusja. Do tego tajemniczy tekst, jesienno-zimowy klimat... Utwór, który za każdym razem skłania mnie do robienia czegoś, czego zazwyczaj nie praktykuję podczas słuchania płyt w całości, a mianowicie – repeatowania. W niezdrowych wręcz ilościach. [turas]

19 XI

Mógłbym napisać, że „19XI” to utwór idealny do nocnego przemarszu przez słabo oświetlone ulice miasta. Mógłbym napisać, że jest to kompozycja tajemnicza, enigmatyczna, będąca dokładnie tym, czym ambient (a wręcz dark ambient) być powinien. Mógłbym napisać też, że jest to mój drugi ulubiony fragment „Dni Wiatru”. Wiele różnych rzeczy mógłbym o „19 XI” powiedzieć. Właściwie to już to zrobiłem. Sęk w tym, że to, co w „19 XI” najważniejsze nie daje tak łatwo zamknąć się w słowach. Wciśnięty pomiędzy antymuzycznego „Piotrka” i groteskowego, powykręcanego „Spychacza ” kawałek idealnie kontrastuje z ich ciężką do przełknięcia formą, dodatkowo wzmacniając uczucie wymieszanego ze sporą dawką niepokoju ukojenia po działającym destrukcyjnie na psychikę finale tego pierwszego. Członkowie grupy w wywiadach wielokrotnie nazywali to „muzyką ilustracyjną”, będąca jedynie „podkładem” do mającej stworzyć się w umyśle słuchacza wizji. I chyba to określenie definiuje słownie „19 XI” najlepiej, jak tylko można. [turas]



BIAŁE WAKACJE


Białe Wakacje

Od tego utworu, puszczanego przez Piotra Kaczkowskiego w 'Minimaxie' latem 2002 roku zaczęła się moja fascynacja tym zespołem. Nie zawiera on słów, opierając się na głosach Cieślaka i Lachowicza, które stopniowo narastają oraz na wyjątkowo wyrazistym basie Andrzeja Koczana wygrywającego charakterystyczną sekwencję. Jeżeli dodamy do tego niezwykły teledysk w reżyserii Bo Martina, podczas którego zespół powoli jedzie samochodem obserwując dramatyczne wydarzenia dziejące się na zewnątrz, otrzymamy rzecz niezwykłą, wręcz genialną. Najlepiej notowany utwór Ścianki na Liście Przebojów Trójki. [camel]

Harfa Traw

Asocjacje towarzyszące tej kompozycji są więcej niż oczywiste. „Harfa Traw” to jakieś wczesne lato, oślepiające promienie słońca, płynące z wiatrem po krystaliczne błękitnym niebie cirrusy, azyl od miejskiej codzienności. Towarzysząca całemu albumowi aura sielankowości nabiera tu niezwykle wyraźnego kształtu, niemal materializując na plecach opisywany w tekście „dywan z traw” i przeczesujące włosy powietrze. „Harfa Traw” to też chyba najbardziej radiowa kompozycja grupy, swego rodzaju potwierdzenie potężnego zaplecza przebojowego jakim dysponuje formacja (pomyśleć, że „Białe Wakacje” to tylko rok młodszy krewny awangardowych „Dni Wiatru”). I nawet mimo patrzenia na Ściankę raczej jako na muzycznych eksperymentatorów, beztroskiej przyjemności płynącej ze słuchania „Harfy Traw” nigdy nie potrafię sobie odmówić. [turas]

Miasta i Nieba

'Nie dam Ci nic i ty nie dasz mi nic, mieszkamy na zupełnie różnych drzewach. Do Twoich drzwi nie pasuje mój klucz, a z naszych okien widać inne miasta i nieba'. Od tych słów zaczyna się najlepszy utwór zawarty na trzeciej płycie Ścianki. Zaczyna się dość spokojnie by po kilku minutach odlecieć w kosmiczne rejony psychodelii, nieosiągalne dla innych polskich zespołów. Prawdziwa muzyka, prawdziwe emocje i dzieło, którego lepiej słuchać, niż o nim pisać. Czapki z głów. [camel]



PAN PLANETA


Boję się zasnąć, boję się wrócić do domu

Ten numer to swego rodzaju podsumowanie tej bardziej zadziornej, rockowej, ale jeszcze nie tak awangardowej strony Ścianki. Pełen niepokoju opener „Pana Planety” otumania raz to pozornie całkiem niegroźna zwrotką i refrenem, żeby za chwilę jak obuchem przyłożyć nerwowym mostkiem, rozpoczynającym neurotyczny przejazd po drugiej części kompozycji. Rockowa kompozycja, która na większości rockowych albumów byłaby zapewne ich najbardziej pokręconym fragmentem, na ostatnim albumie Ścianki pełni jednak „zaledwie” rolę wprowadzenia do mrocznej, abstrakcyjnej rzeczywistości „Pana Planety”. Czy muszę jeszcze dodawać z jakim skutkiem? [turas]

Wichura / Głowa czerwonego byka

Najdłuższy utwór na czwartej płycie zespołu, stanowiące jego centralny i najważniejszy punkt. Utwór, w którym Arkady Kowalczyk przechodzi sam siebie wygrywając, jak to jest napisane w książeczce do albumu „kontrgenialny bit na perce'. Utwór zaprezentowany premierowo zimą 2006 roku w nocnej audycji Piotra Stelmacha był dowodem na to, że zespół nadal jest w świetnej formie. Po kilku minutach instrumentalnej 'jazdy' pod koniec kompozycji Cieślak opowiada swoją apokaliptyczną historię o tym, że kiedy umarł dobry człowiek rozpętała się wichura, która sześć dni i nocy zrywała dachy i porywała samochody, a dziewiątego dnia słońce nie wzeszło i nad miastem zawisła głowa czerwonego byka. Kolejny świetny utwór zawarty na moim zdaniem bardzo niedocenionym przez fanów albumie. [camel]

Gotowanie dla każdego: gwiazdy

Doskonale pamiętam pierwszy odsłuch „Pana Planety”. Opener, jako jedyna klasycznie rozumiana ‘piosenka’, dziwne i niezrozumiałe przerywniki, dwa oblicza zrytmizowanego hałasu i TO. Szczerze mówiąc, jeden z zaledwie dwóch akceptowanych wtedy przeze mnie punktów tego wydawnictwa. W kontekście faktu dzierżenia obecnie przez „Pana Planetę” miana mojej ulubionej płyty, sytuacja ta wydaje się z jednej strony dość zabawna (odbieranie „Pana Planety” pod kątem melodii i piosenek), z drugiej jednak – był to chyba logiczny krok w procesie poznawania tego enigmatycznego słuchowiska.

Wiele osób uważa „Wichurę” za kulminacyjny punkt „Pana Planety”. Zgoda, jednak mając na uwadze koncept schizofrenicznej podróży kosmicznej, śmiało można pokusić się o wyróżnienie jej dwóch szczytowych momentów. „Wichura” byłaby tu czymś w rodzaju lotu pod prąd w siejącym zniszczenie deszczu meteorytów. „Gwiazdy” zaś, jak sama nazwa wskazuje, wypłynięciem w kosmiczny, gwiezdny spokój, kojący po wspomnianej wcześniej destrukcji, ale i będący wyciszeniem przed podróżą do apokaliptycznego jądra Ściankowego kosmosu, utworu tytułowego. Pod względem kompozycyjnym, „Gwiazdy” to właściwie tylko parę zapętlonych dźwięków, intrygujący monolog Macieja Cieślaka i prześliczny dźwiękowy stan nieważkości w środku utworu. Nadzwyczaj skromne środki wyrazu, wspólnie tworzące jednak najczęściej zgłębiany przeze mnie zakamarek „Pana Planety”. Mimo wszystko – wciąż jeszcze do końca nie odkryty. [turas]

Na koniec moje dwa ulubione teledyski zespołu:

[camel]




poniedziałek, 7 listopada 2011

Płytowe premiery jesienne, cz.2



[camel]


8 listopada
Katarzyna Groniec – Pin-up princess
Illusion – The best of Illusion
Cyndi Lauper – To Memphis with love [cd/dvd, live]

10 listopada
Chris Rea – The journey 1978-2009 [2 cd, best]
Morcheeba – Very best of Morcheeba

14 listopada
LENNY VALENTINO – UWAGA! JEDZIE TRAMWAJ [reedycja]
Ozzy Osbourne – God bless Ozzy Osbourne [dvd, blu-ray]
Buldog – Laudatores tempores acti
Ewa Farna – Live – niezapomniany koncert urodzinowy [cd/dvd]
Slash, Myles Kennedy – Made in Stoke 24/7/11 [cd, dvd, blu-ray]
R.E.M. - Part lies, part heart, part thruth, part garbage, 1982-2011
Mieczysław Szcześniak – Sings / Znaki
Seal – Soul 2
Ozzy Osbourne – Speak of the devil [dvd]
Stanisław Soyka – Stanisław Soyka śpiewa 9 wierszy Czesława Miłosza

15 listopada
Various Artist – Listy do M. [ost]
Kabaret Moralnego Niepokoju – Galaktikos [dvd, blu-ray]
Various Artists – Niedziela na Głównym – Piosenki Wojciecha Młynarskiego
Kora – Ping Pong
Afromental – The B.O.M.B.
Ian Gillian – Mercury High – Story of [2cd. Best]

21 listopada
RIHANNA - TALK THAT TALK [cd, deluxe]
Kate Bush – 50 words for snow [cd, lp]
Jan Kaczmarek, Leszek Możdżer – A look of freedom
Czesław Śpiewa – Czesław śpiewa Miłosza
Nickelback – Here and now
Michael Jackson – Immortal [cd, deluxe]
VARIOUS ARTIST - PROJEKT SI 031 [reedycja]
Agressiva 69 – Republika 69

22 listopada
Muzykoterapia – Piosenki Izy
Various Artists – Przepis na życie [ost]
Duże Pe – Nowoczesny hip-hop vol.2

28 listopada
Fisz Emade - Zwierzę bez nogi
Kylie Minogue – Aphrodite les folies – live in London [2cd/dvd, blu-ray]
Wham! - The final [cd, cd/dvd]
Gorillaz – The Singles 2001-2011 [cd, cd/dvd. Lp]

5 grudnia
Alicja Janosz - Vintage
Nightwish – Imaginaerum
Beyonce – Live at Roseland [dvd], Live at Roseland: Elements of 4 [deluxe dvd]
Shakira – Live from Paris [dvd, blu-ray]

7 grudnia
Gienek Loska Band – Hazardzista

21 lutego
Pezet – Co mam powiedzieć

MUCHY - CHCĘ CI COŚ POWIEDZIEĆ
COOL KIDS OF DEATH - COOL KIDS OF DEATH [reedycja]

sobota, 8 października 2011

Nosowska - 8



[camel]
ocena: 8/10


Szósta (piąta autorska) płyta Kasi Nosowskiej uświadamia mi, że ostatnimi czasy wolę solową twórczość tej pani, niż z Heyem. Heyowi przez ostatnie lata zdarzały się płyty słabsze ("Music music") i przeciętne ("Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!") podczas gdy trzy ostatnie wydawnictwa Nosowskiej są świetne – zaczynając od przebojowego "UniSexBlues" poprzez klimatyczną płytę z piosenkami Agnieszki Osieckiej, a na najnowszej "8" kończąc.

Kasia na tym albumie jest taka jaką znamy od lat – neurotyczna, depresyjna i mroczna. Z jednym wyjątkiem – wieńczącym całość O lesie. Piosenki, poza kilkoma wyjątkami (Daj Spać, Nomada, Ziarno, O lesie) utrzymane są w balladowych klimatach. Nowością są pojawiające się gdzieniegdzie smyczki, klarnet, trąbka i saksofon, które świetnie urozmaicają brzmienie płyty. Tematyka tekstów jest różnorodna. Jest o miłości (Rozszczep, Nomada, Tętent), przyrodzie (Pa, Ulala, O lesie), Bogu (Kto?) i nudzie (Czas). Dla wszystkich, którzy dość mają „smutnej Nosowskiej” album kryje niespodziankę – wspomniany wyżej utwór O lesie, w którym Kasia kreśli wizję lasu, w który „wślizguje się źdźbłem złotym, ostatnim” gdzie „pasą się mgły”, a o „poranku rosa lśni” po czym zachęca nas byśmy porzucili miasto i tam poszli. Powtarzane słowa „musisz tu przyjść” pozostają w głowie jeszcze długo po wybrzmieniu ostatniego dźwięku „8” i pozostawiają słuchacza w poczuciu dobrze spędzonych 46 minut, bo tyle trwa ten album. Trio Nosowska-Macuk-Bors znów potwierdza klasę i każe czekać na dalsze efekty swoich działań. Jedyne moje zastrzeżenia budzi bardzo ascetyczna oprawa graficzna – począwszy od okładki (do której solowa Nosowska jakoś nie ma szczęścia), a na książeczce kończąc (teksty wydrukowane na czarnym tle, bez wspaniałych zdjęć wykonanych przez Anię Głuszko-Smolik, dostępnych choćby na stronie artystki).

Reasumując to kolejna bardzo dobra płyta Nosowskiej, pokazująca, że Kasia nie ma sobie równych w pisaniu tekstów i ich interpretacji. Tym, którym mało pozostaje czekać na trasę promującą album oraz nowy album Heya, który ma się ukazać już w przyszłym roku.

piątek, 23 września 2011

Płytowe premiery jesienne



EDIT: UAKTUALNIONE


[camel]



23 września
NOSOWSKA - 8 [do 7 października tylko w empikach]

26 września
Discovery - reedycje Pink Floyd
Animals, The dark side of the moon, The wall, The divison bell itd.
David Gilmour - At Hammersmith Odeon [dvd, koncert z 1984 roku]
Steve Hackett - Beyond the shrouded horizon [cd,lp]
Steve Hackett - Once above the time
Joe Bonamassa, Beth Hart - Don`t explain
Beastie Boys - Legendary [niepublikowane nagrania archiwalne]
Massive Attack - Live in the 3rd demension [dvd]
Tangerine Dream - Live in Amercia 1982 [dvd]
Joss Stone - Super duper hits: The best of Joss Stone
Emerson, Lake & Palmer - The birth of the band [dvd]
Gillan - The glory years [dvd]

27 września
Manchester - Chemiczna broń
Ireneusz Krosny - Too funny for words [dvd]

28 września
Pearl Jam - Twenty years OST

30 września
ŁONA I WEBBER - CZTERY I PÓŁ
Sting - 25 years [3cd+dvd]
Feist - Metal [cd,deluxe]
Steve Reich - WTC 9/11, Mallet Quartet, Dance Patterns

3 października
Tony Bennets - Duets II [cd,cd/dvd]
Julia Marcell - June
MGMT - Late night talles
The Miles Davis Quintet - Live in Europe 1967 [bootlegi, cd,cd/dvd]
Kumka Olik - Nowy koniec świata
Nigel Kennedy - The four elements
Happysad - Zadyszka [cd/dvd]
Aga Zayran - Księga olśnień
Madox - La revolution sexuelle

6 października
Beastie Boys - Awesome? I fuckin` shot that! [2 dvd]

7 października
Bjork - Biophilla [cd,deluxe]

10 października
COOL KIDS OF DEATH - PLAN EWAKUACJI
Pati Yang - Jaszczurka [reedycja]

11 października
T.Love - T.lovestory [15cd+dvd]
Yugopolis - Yugopolis 2 [cd,limited]

15 października
ŚCIANKA - COME NOVEMBER [2cd]

17 października
KOMBAJN DO ZBIERANIA KUR PO WIOSKACH - KARMELKI I GRUZ
Coma - Czerwony album

24 października
Peter Gabriel - New Blood - Live in London [deluxe]
Coldplay - Mylo Xyloto
Paul Simon - Songwriter

28 października
U2 - Achtung Baby [reedycja; cd, lp, deluxe]

31 października
Placebo - We come in pieces [dvd]
Deep Purple - Live in Montreux 2011 [cd,dvd,blu-ray]

18 listopada
Ozzy Osbourne - God bless Ozzy Osbourne [dvd,blu-ray]
Slash, Myles Kennedy - Made in Stoke 24/7/11 [cd,dvd,blu-ray]

21 listopada
RIHANNA - [tba]

22 listopada
Pezet - Co mam powiedzieć

środa, 21 września 2011

100. post!



To już setny krockusowy post! W trakcie prawie 2,5 roku działalności odwiedziło nas ponad 11 tysięcy unikalnych użytkowników czyniąc ponad 21 tysięcy pageload`ów. Napisaliśmy 27 recenzji, 19 relacji, 14 tekstów w dziale „specjalne” (opowiadanie noir plus biografia Myslovitz), po 8 części półrocznych podsumowań filmowych, podsumowań muzycznych i zapowiedzi płytowych oraz 6 notek redakcyjnych. Napisałem/opublikowałem 69 materiałów (tekstów, zapowiedzi, plików video, zdjęć), 11 z opublikowanych tekstów popełniła Dominika, 8 Adam Osiński, 4 Ania Wasilewska-Stawiak, 3 Iris, po jednym moozgo, quid, Kamil Ł, Filip Szałasek i Paulina. Najwięcej materiałów na Krockusie poświęconych jest zespołom Myslovitz (12 tekstów) oraz Hey (9 tekstów). Przeciętnie blog odwiedza kilkanaście osób dziennie, choć zdarzały się i wyniki trzycyfrowe. Posty są publikowane średnio co dziewięć dni.

W najbliższym czasie zaplanowane są recenzję nadchodzących wydawnictw np. nowego albumu Nosowskiej. Możliwe też jest pojawienie się nowych działów takich jak „Płyta po płycie” oraz „Znamienita kolekcja”. Dziękuję za czytanie Krockusa i polecam czytanie go w dalszym ciągu.

pozdrawiam
[camel] & krockusowa załoga

środa, 14 września 2011

Kocham Katowice -
146. Urodziny Miasta



[camel]
ocena: 8/10


Jeszcze nigdy Katowice tak hucznie, długo i różnorodnie nie świętowały swoich urodzin. Tym razem obchody urodzin miasta trwały aż trzy dni i obejmowały nie tylko koncerty muzyczne, ale także np. zawody sportowe. Ja jednak skupię się na wrażeniach muzycznych.

Dzień pierwszy – 9 września, piątek

Tego dnia najważniejsza scena mieściła się na ulicy Mariackiej. Gwiazdami były wrocławskim raper L.U.C. Oraz rockowe wcielenie Braci Waglewskich czyli Kim Nowak.

O dwudziestej na scenie wkroczył Łukasz Rostkowski czyli L.U.C. i rozpoczął swój show, na który złożyły się utwory z kilku jego płyt. Jako, że nie jestem znawcą jego twórczości więc nie podam wam tytuły konkretnych piosenek. Po kilku utworach zespół opuścił scenę zostawiając na niej tylko świetnego beatboxera Zgasa, który wprowadził nas w dalszą część koncertu. Po tej introdukcji ponownie pojawili się muzycy, tym razem dziwacznie poprzebierani. Utworem, który wzbudziły największe reakcje publiczności była piosenka o półobrocie Chucka Norisa, która została odśpiewana wespół z głównym bohaterem wieczoru. L.U.C. Wielokrotnie wspominał o śląskim rapie (Fokusie, Rahimie i Magiku) oraz życzył miastu wszystkiego najlepszego z okazji urodzin.

Po nim po godzinie 22 na scenę weszli Kim Nowak w składzie Bartek Waglewski czyli Fisz, jego brat Piotrek czyli Emade oraz Michał Sobolewski, którzy zaczęli grać kolejno na basie, perkusji i gitarze. Odegrali prawie całą swoją, jak dotąd jedyną, płytę z jej najlepszymi fragmentami czyli King Kongiem (dwukrotnie – na początek i finał występu), Szczurem, Rekinem, Nożem oraz Spacerem. Niesamowita energia, świetne wykonawstwo (rewelacyjny Michał Sobolewski oraz Emade) oraz niesamowicie żywiołowo reagująca publiczność sprawiły, że ten koncert na długo pozostanie w pamięci jego uczestników. Całość trwała ponad 80 minut, czyli prawie dwa razy dłużej niż trwa płyta tego tria. Czekam na ich klubowy koncert i oczywiście na nowy materiał.

Dzień drugi – 10 września, sobota

Nagromadzenie koncertów tego dnia doprowadziło do tego, że trzeba było z czegoś zrezygnować, by móc coś innego zobaczyć (i usłyszeć). Ja zdecydowałem się tego dnia na koncerty na ulicach Mariackiej i Mielęckiego więc niestety ominęły mnie występy Zakopowera i Kory na Dolinie Trzech Stawów oraz Świetliki w podcieniach Centrum Kultury Katowice. Jednak nie żałuję swojego wyboru, bo koncerty na najbardziej imprezowych katowickich ulicach zaliczam do udanych. Ale po kolei.

O 19.30 na scenie wkroczył raźno zespół BiFF. Ich koncert nie różnił się zbytnio od ich Offowego występu więc po szczegóły zapraszam do mojej relacji z tego festiwalu. Z zagranych utworów usłyszeliśmy więc Ślązaka, Pies 1, Jesienne drzewa, Na pomoc i Moją dziewczynę. Znów urocza Ania Brahaczek i znów dobry koncert.

Następnie przeniosłem się na graniczącą z Mariacką ulicę Mielęckiego gdzie na tourbusie Red Bulla już grał Fisz Emade Tworzywo. Okazało się, że zaczęli wcześniej niż to było planowane więc zobaczyłem tylko około 40 minut koncertu na który złożył się głownie materiał z "Piątku 13" oraz "Heavi Metalu" plus klasyki w rodzaju Muzyka Wszechświata, Dynamit i 30 cm. Dobry koncert, szczególnie rozciągnięta chyba do dziesięciu minut wersja Dynamitu.

I znów zmiana sceny, na tę ulokowaną na ulicy Mariackiej. Na scenie Negatyw. Zespół, który najlepsze lata ma już za sobą, choć ich ostatni koncert na dachu Wydziału Fizyki Uniwersytetu Śląskiego pozytywnie mnie zaskoczył i sprawił, że chciałem ich zobaczyć raz jeszcze. Śląski kwintet dojrzał muzycznie, wzbogacił swój skład o trębacza, który świetnie uzupełnił skład w kilku utworach oraz zmienił swoich dawnych muzyków – ze starej ekipy zostali tylko Mietal i Afgan Gąsior. Materiał przekrojowy – zarówno utwory z najlepszego, debiutanckiego "Paczatarez"(Lubię Was, Amsterdam, Dziewczyny nie palcie marihuany), jak i z "Manchesteru" (Nie Udawaj) oraz najnowsze piosenki z wydanego w zeszłym roku 'Virusu' (Każdy ma słabsze dni, Ty i ja, Virus). Znów dobry koncert, szkoda, że nie byłem na początku, gdzie na pewno zabrzmiał Paczatarez, którym często otwierają koncerty.

Przenosimy się pod Red Bullowy bus na który już grał były mieszkaniec tego miasta czyli Abradab z ekipą. Na koncert złożyły się zarówno piosenki z jego kariery solowej (Piosenka o G, Miasto jest nasze czy Rapowe Ziarno 2) oraz klasyki Kalibra 44 (Normalnie o tej porze, Konfrontacje). W dwóch kawałkach Abradaba wokalnie wspomógł, również pochodzący z Katowic Gutek. Sądząc po reakcji publiczności występ się spodobał, w sumie nic dziwnego – Abradab to nadal jeden z najważniejszych reprezentantów krajowego hip-hopu.

Pod koniec tego dnia udało mi się jeszcze zobaczyć i usłyszeć ekipę Jacka Szymkiewicza czyli Pogodno. Zaskoczyli coverem utworu Allelujah Leonarda Cohena oraz Włamywacza Łony. Jednakże nie zagrali swoich najlepszych numerów czyli Pani w Obuwniczym, Spierdalacza i Orkiestry co trochę zawiodło publiczność. Jednakże, po tych dwudziestukilku minutach na których byłem nie mogę powiedzieć, że to był zły występ. I tym sposobem po najważniejszym dniu katowickich urodzin został jeszcze tylko jeden.

Dzień trzeci – 11 września, niedziela

O godzinie 19 w podcieniach Centrum Kultury Katowice im. Krystyny Bochenek zaprezentował się Piotr Bukartyk. Artysta ten, mimo, iż gra od blisko trzech dekad, dopiero kilka lat temu zaistniał wśród szerszej publiczności. Niewątpliwie wpływ, na to miała jego autorska audycja Ładne Kwiatki oraz poranne wizyty w programie Wojciecha Manna na antenie radiowej Trójki, w której (najczęściej z Krzysztofem Kawałko) prezentował najczęściej premierowy utwór. Kilkanaście z tych utworów znalazło się na płycie „Z czwartku na piątek”, która okazała się być dużym sukcesem. To właśnie wiele z tych utworów usłyszeliśmy w niedzielny wieczór – Niestety trzeba mieć ambicję, Sznurek, W Warszawie sen o sławie, oraz rozsławiona przez Zbigniewa Zamachowskiego i Grupę Mo Carta Kobiety jak te kwiaty, które do dziś utrzymują się na trójkowej Liście Przebojów. Poza tymi piosenkami zabrzmiała Ballada drobiowa, którą artysta przygotował w trakcie warsztatów na tegorocznych Przystanku Woodstock, Małgocha czy Grzech. Zgromadzony w podcieniach CKK tłum nie chciał wypuścić Artysty ze sceny w związku z czym musiał bisować aż trzy razy. Dobrą wiadomością dla fanów Piotra Bukartyka będzie informacja o przygotowywanej na marzec nowej płycie.

I znowu zmiana miejsca. Tym razem Mielęckiego i zaparkowany tam Redbullowy torurbus. A na nim główna gwiazda tego dnia czyli Monika Brodka. Niezwykłe tłumy (podobno ponad 6 tysięcy ludzi) zgromadzone o tej porze u zbiegu ulic Mariackiej i Mielęckiego świadczył o tym, że Artystka ma sporą grupę fanów. Niestety warunki w jakich odbierałem koncert (tłum i daleka odległość od sceny) sprawiły, iż nie mogłem w pełni cieszyć się płynącą z dach busa muzyką. Repertuar podobny do konceru katowickiego i wrocławskiego z tym, że tym razem Monika zagrała jeszcze Niagara Falls, którą wykonywała z Silver Rocket oraz cover Cyndi Lauper Girls just wanna have fun. I – pewnie ze względu na wysokość – nie zdecydowała się rzucić w publiczność podczas drugiego wykonania Grandy. Co nie zmienia faktu, że Brodka wraz ze swoim zespołem dała świetny koncert.

I tak około godziny dwudziestej drugiej 146. urodziny Katowic przeszły do historii. Ciekawe co Organizatorzy (czyli Instytucja Kultury Katowice – Miasto Ogrodów) przygotują za rok, by świętować kolejne urodziny stolicy Górnego Śląska. Te należy zaliczyć do bardzo udanych.
















Na fotografiach kolejno: Kim Nowak, L.U.C., BiFF, Fisz Emade, Negatyw, Abradab, Piotr Bukartyk, Brodka