GRA MUZYKA

środa, 25 maja 2011

Płytowe premiery wiosenne cz.2



[camel]


27 maja
Death Cab For Cutie - Codes and keys
Death Cab For Cutie - Live at the Mt. Baker Theatre [dvd]
Simply Red - Collection. The Greatest Hits [cd/dvd]
Various Artists - Kofta, śpiewać każdy może
Mona - Mona
Metallica - S&M [reedycja na winylach]
Eddie Vader - Ukulele songs
Eddie Vader - Water on the road [dvd/blu-ray]

30 maja
Kosmo - Nic mnie nie zatrzyma
Katy B - On a mission [cd/lp]

31 maja
MYSLOVITZ - NIEWAŻNE JAK WYSOKO JESTEŚMY...
Zakopower - Boso

1 czerwca
Lady Gaga - Born this way

6 czerwca
Doda - 7 pokus głównych
Blue Floyd - Live at the Birch Hill [3cd]
Rush - Live in New York 2004 [dvd]

10 czerwca
Arctic Monkeys - Suck it and see [cd/lp]
The Cars - Move like this
Various Artists - NRD. Najlepsza Rockowa Dwudziestka (składanka Eski Rock]

13 czerwca
Iron Maiden - From fear to eternity: The best of 1990-2010 [cd/lp]

27 czerwca
Alicia Keys - Songs in A minor (10th Anniversary Edition) [cd, cd/dvd]

czerwiec
Ścianka - [ep]

4 lipca
Roger Waters - The Album Collection [7cd/dvd]

wrzesień
ŁONA I WEBBER - CZTERY I PÓŁ

jesień
ŚCIANKA - [tba]
Edyta Bartosiewicz - Tam, dokąd zmierzasz
Cool Kids Of Death - Plan ewakuacji
Muchy - Chcę Ci coś powiedzieć
Kombajn Do Zbierania Kur Po Wioskach - [tba]

sobota, 7 maja 2011

3-majówka, Wrocław, 2-3 maja 2011



[camel]
ocena: 7.5/10


3-majówka na stale zakorzeniła się w wiosennej ofercie koncertowej stolicy Dolnego Śląska. Tegoroczna, piąta edycja zapowiadała się wyjątkowo atrakcyjnie pod względem wykonawców: autorka najlepszej popowej płyty zeszłego roku Brodka, będący na chwilę przed wydaniem nowej płyty Myslovitz, zawsze ciekawi w wydaniu koncertowym Strachy na Lachy, Kazik w swoim hardrockowym wcieleniu - a to tylko gwiazdy pierwszego dnia. Na dzień drugi imprezy zaanonsowano łączących na koncertach rap, rock, jazz i funky Fisza i Emade z Tworzywem Sztucznym, legendarną ekipę ze Śląska czyli Dżem oraz niemniej legendarnych Szczecinian z Heya. Szkoda, że odbiór koncertów utrudnił śnieg, który padał 3 maja od rana w całym Wrocławiu (ale przynajmniej poczułem na własnej skórze o czym śpiewała Kora w 'Wyjątkowo zimnym maju';)).

DZIEŃ PIERWSZY: 2 maja 2011

Na STARGUARDMUFFIN czyli zespół Kamila Bednarka niestety nie udało mi się dotrzeć, ale myślę, że jeszcze będzie okazja żeby go zobaczyć live.

BRODKA [8.5/10]



Koncert Brodki widziałem kilkanaście dni wcześniej, tak więc po przybyciu na Wyspę Słodową najpierw spotkałem się ze znajomymi oraz poszedłem coś zjeść. Z tego co widziałem to mogę z całym przekonaniem potwierdzić, że Brodka jest świetną artystką, porwała publiczność do tańca, a w finałowej Grandzie znów dała się ponieść na rękach publiczności - choć nieco dłużej niż to miało miejsce w Katowicach. Repertuar chyba identyczny z jej koncertem na którym byłem w Mega Clubie.

HAPPYSAD [7/10]

Podobnie jak w przypadku Brodki, koncert widziałem głównie z Wyspy Piaskowej. Repertuar różnorodny: było Zanim pójdę, Od kiedy ropą, Taką wodą być, Milowy las ale też nowe utwory w rodzaju Made in China. Pod koniec zrobiło się trochę psychodelicznie z tego co słyszałem.

STRACHY NA LACHY [7.5/10]



Ekipa Grabaża zawsze sprawdza się na koncertach tego typu, tak było i tym razem. Świetna setlista: zarówno utwory z początków działalności takie jak Jedna taka szansa na sto, Raissa, Wariat jak i te nowsze Ostatki - nie widzisz stawki, Żyję w kraju, Twoje oczy lubią mnie. I najważniejsze - była Piła Tango na koniec więc koncert mogę zaliczyć do udanych.

MYSLOVITZ [8/10]



Byłem pełen obaw jeśli chodzi o ten koncert. Nie widziałem ich na żywo od blisko dwóch lat, a i nowy singiel nie zapowiadał, że nowa płyta, która ma się ukazać 31 maja będzie udana. Na szczęście kwintet z Mysłowic postawił na przeboje - dzięki temu koncert zyskał na dynamice (nowa płyta niestety zapowiada się balladowo) i usłyszeliśmy najlepsze utwory z ich pięciu płyt (pominięto debiutancki krążek) z Jamesem..., Nienawiścią, Za zamkniętymi oczami, Nocnym pociągiem aż do końca świata i Blue velvet na czele. Długość dźwięku samotności została oczywiście odśpiewana przez publiczność i Peggy Brown, również oczywiście, się pojawiła. Naprawdę dobry, rockowy występ - oby tak wyglądały również te promujące "Nieważne jak wysoko jesteśmy".

KNŻ [8/10]

Z uwagi na zmęczenie widziałem tylko początkowe 6-7 utworów. I żałuję bo Kazik w wersji hardrockowej naprawdę brzmiał dobrze. Z tego co zagrali największe wrażenia zrobiły na mnie California Uber Alles, Ballada o Janku Wiśniewskim i Wszyscy artyści to prostytutki. A, i dobrą robotę wykonali oświetleniowcy.

DZIEŃ DRUGI: 3 maja 2011

Śnieg w maju, no naprawdę ciekawie. Załamanie pogody zaskoczyło trzeciego dnia miesiąca maja nie tylko drogowców, ale także uczestników wrocławskiej 3-majówki. Z tego też powodu myślałem, że koncerty mogą się nie odbyć, albo zacząć z dużym opóźnieniem. Na szczęście tak się nie stało...

FISZ EMADE [8.5/10]



Z tego co widzę po setlistach umieszczonych w sieci zdążyłem na nieco ponad połowę koncertu. Koncertu naprawdę świetnego, również zważywszy na warunki w jakich grali. Fisz w dobrej formie, Sobolewski na gitarze, oraz Emade na perkusji - jak zwykle klasa sama w sobie. Kilka utworów z "Heavi Metalu" (tytułowy, Szef Kuchni oraz repryza 666 w czasie którego Fisz przedstawiał band), "Piątku 13" (Bla bla bla nr 2, Imitacje, Jesteście Gotowi) oraz klasyki w rodzaju Muzyki Wszech Świata, 30 cm i Dynamitu. Czekam na nową płytę...

Tu następuje pięciogodzinna przerwa, gdyż nie uśmiechało mi się zostawać na Wyspie Słodowej do późnego wieczora przy temperaturze bliskiej zera oraz coraz intensywniej padającym śniegiem. W związku z tym ominęły mnie koncerty Dezertera, Piersi i Dżemu. Na szczęście koło godziny 20, gdy ponownie zjawiłem się na Wyspie Słodowej, temperatura wzrosła i nawet na chwilę dane nam było zobaczyć słońce(!).

HEY [8/10]



Hey jak zwykle zagrał bardzo dobrze. Cieszył sensownie dobrany repertuar: starocie w rodzaju Eksperymentu, Teksańskiego, That`s a lie, Dosyć poważnie świetnie uzupełniały się z nowszymi utworami w rodzaju A Ty?, Muka, Faza Delta, Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy! czy Luli lali. Układ taneczny zaprezentowany przez zespół przed "Zazdrością" wzbudził entuzjazm publiczności, tak samo jak Moja i Twoja Nadzieja wykonana na koniec części zasadniczej i List ostatecznie wieńczący koncert Kasi Nosowskiej z kolegami.

Koncertu Comy nie widziałem (znowu) wychodząc z założenia, że będzie kiedyś okazja zobaczyć ekipę Piotra Roguckiego na jakimś plenerowym koncercie, a może nawet klubowym.

PODSUMOWANIE
Świetna impreza, dobra organizacja, żywiołowa publiczność. Dobrze, że oddzielono część koncertową (Wyspa Słodowa) od części 'konsumpcyjnej' (Wyspa Piaskowa) - ciekawostką jest fakt, że płacić można było tylko w żetonach. Dużym udogodnieniem była możliwość wnoszenia aparatów fotograficznych. Do zobaczenia za rok, bo każda okazja jest dobra by znowu trochę poprzebywać we Wrocławiu.

sobota, 23 kwietnia 2011

24 miesiące po...



Wczoraj minęły dokładnie dwa lata odkąd projekt o nazwie 'Krockus' stał się rzeczywistością i pojawił w Internecie. Chciałbym podziękować wszystkim tym, którzy brali i biorą udział w współtworzeniu treści zawartych pod adresem krockus.blogspot.com, a w szczególności Ani Wasilewskiej-Stawiak, która współpracowała z moim blogiem od samego początku, dostarczając teksty związane z twórczością Stephena Kinga (thx za te dwa lata i powodzenia w 'profesjonalnym' pisaniu!) oraz Dominice, specjalizującej się w recenzjach filmowych. Słowa uznania i podziękowania kieruje również do Tych, którzy okazjonalnie wspomagali Krockusa - Adamowi Osińskiemu [thriller wakacyjny typu noir], Moozgo [recenzja Dni Wiatru Ścianki], Kamilowi Ł [recenzja I Hate Rock`n Roll T. Love], Filipowi [aka homek toft, recenzja Białych Wakacji Ścianki], Michałowi [aka quid, muzyczne podsumowanie 2009 roku] oraz Paulinie [która zmierzyła się z Piekielnym Kręgiem w reżyserii Davida Finchera] i Iris, która nadal, mam taką nadzieję, będzie czasami tu pisała.
Po kilkumiesięcznej przerwie, która zbiegła się z okresem jesienno-zimowym, budzimy się z czasowej hibernacji, obiecując (przynajmniej z mojej strony) wiele materiałów z bogatego życia kulturalnego naszej Nadwiślańskiej Krainy. W najbliższej przyszłości planowane jest m.in. opis klasycznych (głównie polskojęzycznych) płyt sprzed 2000 roku oraz coś na wzór przewodnika po twórczości zespołu Ścianka, związanego z premierą nowych wydawnictw tej wyjątkowej formacji.
Pozdrawiam, życząc miłego odpoczynku w czasie Świąt Wielkanocnych.

[camel]
& załoga blogu audiowizualnego 'Krockus'

piątek, 15 kwietnia 2011

Mega Brodka w Mega Clubie
(Katowice, 14 kwietnia 2011)



[camel]
ocena: 9/10


Wiosna 2003. Oglądam castingi do trzeciej edycji 'Idola'. Moją uwagę przykuwa energetyczna góralka z Twardorzeczki. Myślę sobie: „Ona wygra ten program”. Jakiś czas później okazuje się, że się nie pomyliłem. Jak większość z Was pamięta, nagrodą dla zdobywcy pierwszego miejsca było nagranie debiutanckiego albumu. Na pełny album Moniki musieliśmy poczekać ponad rok, wcześniej pojawiły się jego dwie części zatytułowane Mini Album vol. 1 i Mini Album vol.2. Na Album (2004) składały się covery zagranicznych przebojów (m.in. Lennego Kravitza i Marvina Gaya) oraz kilka polskojęzycznych piosenek, z których największą popularność zdobyły pilotujący krążek Ten oraz Dziewczyna mojego chłopaka. W roku następnym wokalistka wygrała Festiwal Opolski w koncercie Premier utworem Miałeś być oraz wydała reedycję Albumu. 2006 rok to kolejna płyta Artystki zatytułowana po prostu Moje Piosenki z przebojami takimi jak Znam Cię na pamięć i wyjątkowo udany Miał być ślub ilustrowany ciekawym teledyskiem. Lata 2007-2009 to fonograficzna przerwa, w trakcie której Monika m.in. Wsparła wokalnie projekt Silver Rocket w utworze Niagara falls oraz przede wszystkim pracowała nad swoim trzecim albumem, który ostatecznie okazał się jesienią 2010 roku.

Granda bo tak owo wydawnictwo zostało zatytułowane wywołało spore zamieszanie na muzycznej mapie Polski, znajdując pozytywny odbiór wśród dawnych wielbicieli Brodki, jak i zdobywając uznanie wśród słuchaczy muzyki alternatywnej. To wybuchowa mieszanka rocka, popu i folku wsparta świetną produkcją Bartosza Dziedzica (do spółki z Moniką) oraz wpasowującymi się w klimat płyty tekstami Jacka Szymkiewicza z Pogodno, Radka Łukasiewicza z Pustek oraz samej Artystki. Wielu z wielbicieli tak udanej metamorfozy wokalistki było ciekawych jak materiał z tej płyty zabrzmi na koncertach. Mieszkańcy Śląska mieli okazję się o tym przekonać jesienią w Chorzowie oraz właśnie wczoraj w katowickim Mega Clubie. Na początek kilka słów o supporcie, zespole Brown Cube – nie widziałem całości, ale po tym co widziałem myślę, że gdyby nie dość banalne teksty traktujące głównie o relacjach damsko-męskich, byłoby całkiem w porządku bo i (klubowa) muzyka udana, i wokalistka ma nie najgorszy głos.

Już samo spojrzenie na wystrój sceny (biała płachta z tyłu sceny z poprzyczepianymi do niej trójkątami, wstęgi na mikrofonie) pozwalały mieć nadzieję, że będzie to koncert dopracowany w każdym szczególe. Po 21-ej z głośników popłynęły pierwsze dźwięki Hejnału, który płynnie przeszedł w piosenkę Bez Tytułu, po czym na scenie pojawiła się Gwiazda Wieczoru w barwnym stroju i fluorescencyjnym makijażu na czole. Na początek otrzymaliśmy opener z Grandy czyli Szyszę, następnie usłyszeliśmy m.in. owacyjnie przyjęte W pięciu smakach, Krzyżówkę dnia, liryczne Saute czy K.O. Brodka co chwilę raczyła publiczność wypowiedziami na temat trasy, która właśnie w Katowicach ma swój finał, ze wzruszeniem informowała, że wśród publiczności jest obecna jej mama czy uczyła widzów obsługi niecodziennego instrumentu zwanego omnichordem (jak słusznie zauważyła „takiej konfersanjerki nie powstydziłby się Krzysztof Ibisz” co spowodowało wybuch śmiechu wśród widowni). Najlepsze miało jednak dopiero nadejść. Mowa o histerycznie wręcz przyjętej Grandzie, całkowicie przearanżowanymi na klubową modłę piosenkami Ten oraz Dziewczyna mojego chłopaka, niezwykłej wersji utworu Tanity Tikaram Twist in my Sobriety i coverze King of my castle zespołu Wamdue Project. Część podstawowa nie wystarczyła wciąż nienasyconej publiczności, tak więc Monika wyszła na scenę jeszcze dwukrotnie wykonując "ucountrowioną" wersję Syberii oraz, ponownie, W pięciu smakach i Grandę w trakcie której unosiła się na rękach fanów. Po niespełna półtorej godziny perfekcyjnie przygotowane widowisko zakończyło się. Niesamowite, ile w tej dziewczynie energii i pasji, jak potrafi porwać do wspólnej zabawy niemałą przecież publikę, która tego dnia stawiła się w Mega Clubie. Wracając do domu pomyślałem, że Reni Jusis, w końcu znalazła godną kontynuatorkę klubowego okresu swojej twórczości. A Brodka pokazała, że to tak naprawdę dopiero początek jej muzycznej kariery. Tym razem już na jej zasadach.

poniedziałek, 14 marca 2011

Płytowe premiery wiosenne



[camel]


15 marca
Gang Of Four – Content
Grupa MoCarta, Wojciech Malajkat, Zbigniew Zamachowski – Zamach na MoCarta [cd, dvd, cd/dvd]

17 marca
Diana Krall – Doing all right – In concert Spain [cd, dvd]
Me Myself & I – Takadum

18 marca
Green Day – Awesome as f**k [cd/dvd. cd/blu-ray]
John Porter – Back in town [cd + książka]
Soundgarden – Live on I-5
Eric Benet – Lost in time
The Naked And Famous – Passive me, aggressive you
Al Di Meola – Pursuit of radical rhapsody

21 marca
Duran Duran – All you need is now
The Strokes – Angles
Baaba Kulka – Baaba Kulka [cd/dvd]
Joe Bonamassa - Dust bowl [cd, lp, digibook]
Varius Manx – Eli
Contemporary Noise Sextet – Ghostwriter`s joke
The Lollipops – Hold!
Habakuk – Sztuka ulotna
Aretha Franklin – The great american songbook
Pet Shop Boys – The most incredible thing
The Vaccines – What did you expect from The Vaccines?
Renata Przemyk – Ya Hozna [reedycja, 2 cd]
CETI – Ghost of the universe – Behind the black curtain

22 marca
Kolekcja 20-lecia Pomatonu: The Car Is On Fire [3 cd],
Pod Budą [4 cd], Stanisław Sojka [4 cd]
Marcelina – Marcelina

25 marca
Whitesnake – Forevermore [cd, cd/dvd, cd/dvd/2 lp]
Plateau – Projekt Grechuta
Status Quo – Under the influence
Panic! At The Disco – Vices & Virtues

28 marca
Cavalera Conspiracy – Blunt force trauma [cd, cd/dvd]
The New York Dolls – Dancing backward in high heels [cd/dvd]
The Human League – Credo
Britney Spears – Femme fatale [cd, eco style, jewelcase]
OST – Ranczo
Zbigniew Preisner – Requiem dla mojego przyjaciela [cd/2lp]
Red Hot Chili Peppers – Stadium Parisian [dvd, koncert z 2006 r.]
Radiohead – The king of the limbs
Within Temptation – The unforgiving [cd, cd/dvd, eco style]
Pearl Jam – Vitalogy [expanded] [reedycja]

29 marca
Norah Jones, Wynton Marsalis, Willie Nelson – Here we go again: Celebrating the genius of Ray Charles
Kolekcja 20-lecia Pomatonu: Irena Santor [3 cd], Paweł Kukiz [3 cd]
Twilite – Quiet Giant
Piotr Lisiecki – Rules changed up
Ballady i Romanse – Zapomnij

4 kwietnia
David Lynch – Good day today [cd, cd/dvd, lp]
Kat & Roman Kostrzewski – Biało-czarna
Piotr Rogucki – Loki – Wizja dźwięku

30 maja
Cool Kids Of Death - [tba]
(premiera singla "Plan ewakuacji" 4 kwietnia)

31 maja
MYSLOVITZ - NIEWAŻNE JAK WYSOKO JESTEŚMY...
(premiera singla "Ukryte" 28 marca)

jesień
Muchy - Chcę Ci coś powiedzieć

niedziela, 7 listopada 2010

Stephen King - Pod Kopułą (2010)



[ania wasilewska-stawiak]
ocena: 10/10


"POD KOPUŁĄ." POD WRAŻENIEM.


Do takich książek podchodzi się podobnie jak do dawno niewidzianych, dobrych znajomych. Z tęsknotą, ale i oczekiwaniami, że stara przyjaźń nie ogorzała w miarę upływu lat. Że nasz druh nie rozczaruje, a pokrzepi, że będzie taki sam jak dawniej… Szczególnie gdy w historii znajomości zdarzyły się też – co nieuniknione – drobne przytyczki, niezamierzone przykrości czy jakieś przedawnione niedomówienia. Wówczas, każde spotkanie z ulubionym znajomym staje się okazją, by skorygować niedociągnięcia oraz by pobyć znów razem. Tak po kumpelsku… Do nowej powieści Stephena Kinga należało więc podejść z niewielką rezerwą. Zwłaszcza, widząc gabaryty książki zbliżone do ostatniego, niezbyt udanego, a wszak napisanego przez mistrza, horroru. Ponad dziewięćset stron książki Pod kopułą kojarzy się z - równie imponującą objętościowo - Ręką Mistrza. I napawa obawą, czy kolejny kolos nie będzie równie "przydługi". Bo w Ręce… dłużyły się wątki, opisy i dialogi. Natomiast w najnowszym dziele Króla nie nudzi nic. A wręcz, z obfitości skumulowanych emocji, szybko zaczyna nam brakować powietrza – zupełnie tak, jak mieszkańcom Chester’s Mill.

W osławionym przez "władcy grozy" stanie Maine znów dzieje się źle. Nad niewielkim miasteczkiem nagle powstaje tajemnicza kopuła, której negatywne działanie zaczynają odczuwać najpierw poszczególni mieszkańcy, a następnie cała uwięziona społeczność. Jak zwykle w takich sytuacjach: ktoś chce czerpać profity z zaistniałej sytuacji kryzysowej, a ktoś inny w panującym chaosie ukrywa swoje zbrodnie. Jedni ludzie próbują na własną rękę wydostać się z pułapki, a więc rozwikłać zagadkę klosza, inni zaś obywatele wpadają w panikę, osaczeni klaustrofobiczną zaporą. Pod wpływem tytułowej kopuły rozbijają się samoloty, wybuchają rozruszniki serc i inne, elektroniczne urządzenia. Zwierzęta leśne w popłochu pędzą przed siebie. Zwierzęta domowe pierwsze odczuwają, że atmosfera gęstnieje, a brak dopływu świeżego powietrza, z dnia na dzień, staje się śmiertelnie niebezpieczny. Potrzeba więc głównych bohaterów (w tych rolach: osoba spoza miasta, przypadkowo znajdująca się w epicentrum zdarzeń i całkowicie przypadkowo będąca byłym (bystrym i sympatycznym) żołnierzem amerykańskim, jak również redaktorka lokalnej gazety (bystra i sympatyczna), od lat próbująca dociec prawdy o polityce miasta, o szerzącej się w regionie korupcji).

Warto zapewnić, że powód zaistnienia klosza ma związek i ze złem dziejącym się w Mill – tu pole do popisu mają więc duchowni, przedstawieni we wstępie książki, w tzw. liście obecnych – i z działaniem sił nadprzyrodzonych, co w wypadku pisarstwa Stephena Kinga, nikogo już nie dziwi. Wspomniana lista obecności jest zabiegiem literackim, ułatwiającym zorientowanie się, kto jest kim w plejadzie postaci pobocznych. King – wielbiciel psów – nie rozczarowuje swoich fanów nawet w tej materii – lista zawiera imiona wybranych czworonogów wraz z nazwiskami ich właścicieli! Wiadomo więc, kto gra w czyim zespole. Władze miasta robią swoje werbując policję kryzysową. A reszta osób, w tym na przykład rodzina pewnego zacnego lekarza, skupia się na sprawach pilnych. Oto bowiem większość miejscowych dzieci zaczyna miewać dziwne halucynacje związane ze zbliżającym się Halloween. Pod kopułę zaś, od zewnętrznej strony, zjeżdżają się samochody wojskowe, mające pilnować dostępu do przeklętego klosza. Przez niezidentyfikowaną szybę świat ogląda sceny, rozgrywające się w Chester’s Mill. Coraz wyraźniej zaczyna być widoczne, że żywioł, jaki rozpętał się pod kopułą, przyniesie mnóstwo ofiar. King bowiem, jak to King, daje swym czytelnikom grozę oczekiwania na nagły zwrot akcji, niewinnie przelaną krew, a także to, co praktykował już wiele powieści wcześniej – psychozę rozszalałego tłumu. Być może prawdą jest, iż pisarz nad swą książką zaczął pracować w latach siedemdziesiątych, lecz z przyczyn technicznych (za wielki obszar osobowościowo – przestrzenny do ujarzmienia, zbyt mała wiedza na temat zjawisk fizycznych i chemicznych, które mogłoby zaistnieć w obrębie przedstawionej bariery), zaprzestał realizacji "kopułowego projektu". Być może, faktycznie, nad lekturą o równie imponującej objętości, musiał pochylać się sztab specjalistów. Na każde osiągnięcie znanego pisarza, znajdzie się przecież zarzut o nieoryginalność, o sztampowość. Lecz dla wyczekujących nowości "kingomaniaków" niestraszna jest nawet krytyka schematyczności horroru, negacja zbyt prosto zarysowanych w nim podziałów na dobrych i złych bohaterów. Wszak dla miłośników twórczości Stephena Kinga, dzieło Pod kopułą to ponowne, wyczekiwane i wymarzone spotkanie z ,,klasyką strachu”, z dawno niewidzianym przyjacielem, niesamowicie opisanym na kartach książki – to budzący dreszczyk kontakt z lękiem, że "gdyby tak się stało, jak się stało, to by się działo..." Kto znalazł się Pod kopułą, z pewnością jest pod wrażeniem.